Boguś
🤎
Marzę o tym, aby poczuć, jak napięcie powoli opuszcza jej ciało, gdy trzymam ją w objęciach. Chociaż przez chwilę, bo później, pewnie będzie się opierać, próbując zachować kontrolę. Jednak mam nadzieję, że z czasem, te chwile będą się wydłużać. Że zaufa mi na tyle, by się odprężyć, na dłużej. By uwierzyć, że nie musi dźwigać wszystkiego sama. Chciałbym, by w moich ramionach znalazła ulgę, choćby tylko na chwilę, na moment, żeby mogła na nowo zebrać siły do walki, ale już nie w samotności, lecz razem ze mną.
Chciałbym być tym, kto pomoże jej przypomnieć sobie, że nawet w najciemniejszych momentach jest miejsce na nadzieję. Być może wciąż będzie próbowała trzymać mnie na dystans, bo tak bardzo boi się zawieść, bo obawia się, że nie będzie w stanie sprostać oczekiwaniom. Ale ja nie oczekuję od niej niczego, poza tym, by pozwoliła sobie być kobietą… moją kobietą, z całą swoją kruchością i siłą zarazem.
Marzę, by poczuła, że jej nieoceniona wartość nie jest związana z tym, co osiągnęła, lecz z tym, kim jest. I że bez względu na to, jak trudne będą nadchodzące dni i miesiące, nie będzie musiała już dłużej mierzyć się z nimi sama. Chciałbym, by uwierzyła, że w moich ramionach nie tylko znajdzie chwilowe ukojenie, ale także siłę, by stawić czoła temu, co przyniesie przyszłość. Która nadal jest niepewna. Ponieważ nie wiadomo, czy odzyska pełną władzę w kolanie.
Chciałbym być jej przystanią. Miejscem, do którego zawsze może wrócić, bez względu na to, jak daleko się odsunie. Pragnę, by wiedziała, że cokolwiek by się nie działo, zawsze znajdzie we mnie wsparcie i zrozumienie. I choćby jej świat się walił, będę tam. Gotów podtrzymać ją, by nie musiała dźwigać tego ciężaru sama.
Chciałbym, by w końcu pozwoliła sobie na ten krok. Na zaufanie, na poczucie, że nie musi być niezłomna w każdej chwili. Że może pozwolić sobie na to, by się oprzeć, by przyjąć wsparcie, które oferuje.
Ale to jest to czego, ja, bym chciał. A czego chce ona? Na jak wiele mi pozwoli?
Tego nie wiem.
Od naszej poprzedniej rozmowy. Chociaż bardziej powinienem powiedzieć, mojego monologu, w którym zapewniłem ją o tym, że traktuję, to co się między nami dzieje, poważnie. Minął ponad tydzień.
Nie wracaliśmy więcej do tematu. A ja nie wygłaszałem podobnych zapewnień, bo bałem się, że mi ucieknie.
Nie chciałem jej przytłoczyć, swoimi wyznaniami, ponieważ, wiedziałem już jedno - nie będę się spieszył. Zrobię wszystko, by była szczęśliwa, nawet jeśli oznacza to kolejne dni, tygodnie, a może i miesiące cierpliwego czekania. Bo teraz już nie chodziło tylko o mnie. Chodziło o nią, o nas. I o to, bym mógł wreszcie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas, znowu spojrzeć jej w oczy i powiedzieć: Jestem tu, bo zawsze będę tu dla ciebie.
Tak więc trudne tematy, odkładam w czasie. I cieszę się sielanką, która trwa. Od czterech dni w pełni, bo wcześniej pod kontrolą moich rodziców, którzy postanowili wpaść sobie z dłuższą wizytą.
Ale nie narzekam. Rzadko mamy okazję się widywać, bo na co dzień mieszkają w Tarnowie. Także cieszyłem się z ich wizyty, i wykorzystałem nasz wspólny czas do maksimum.
Moja mama, oczywiście od razu wzięła Asię w obroty i już po godzinie rozmowy, miała takie błyszczące oczka, że wiedziałem, że w głowie ma już wizję, mnie i Śnieżki na ślubnym kobiercu, a w uszach gra jej marsz Mendelsona.
Serio. Matka mi ześwirowała!
Asia to tak cudowna, kobieta - rozmarzała się nad jej osobą. - Jak to schrzanisz, to cię spiorę na kwaśne jabłko - zagroziła.
CZYTASZ
Tie-Break # 2 Survivors
RomanceKobieta, która trzyma dystans jak tarczę i mówi ostrzej, niż czuje. Nie jest kolejnym podbojem ani chwilową rozrywką. Jest wyzwaniem i tajemnicą, do której nie dopuszcza nikogo bez walki. Emocje traktuje jak słabość, a bliskość jak zagrożenie. Jej ś...
