Kochani wczoraj wpadł bonusik, więc wszystkich spóźnialskich informuję, że mają rozdział do nadrobienia😉
Dobrego dnia💋💚
________________________
Aśka
🤎
Do jego domku, do którego mnie zabrał na weekend, docieram po półgodzinie. Wzięłam taksówkę, bo nie chciałam angażować w to Emilki. Nie chciałam, żeby musiała wybierać, między mną a mężem, ponieważ nie byłam pewna, czy Czarek, nie odkrył już dawno, gdzie ukrywa się Boguś. I specjalnie mnie nie wtajemniczył.
A przynajmniej miałam nadzieję, że trafiłam właśnie do celu. Musiał tu być, innej opcji nie było. Zabrałam ze sobą, jedną z róż, które chciał mi podarować, aby na przykładzie kwiatu, coś mu uświadomić. Jakoś zobrazować słowa, które chciałam mu przekazać.
Na dworze jest zimno jak w lodówce u patologa, więc otulam się bardziej kurtką i idę do wejścia, wspomagając się kulą.
Z każdym krokiem, zaczynam żałować, że odesłałam taksówkarza, pewna, że Boguś jest w środku, Teraz już nie jestem o tym przekonana. Ciemno, głucho, a z kominka nie wydobywa się, żaden dym.
Kurcze… No ale skoro już tutaj jestem, to chociaż schronię się w środku, aby ponownie zadzwonić po transport.
Przesuwam kilka kawałków drewna, które są pocięte do kominka, pod wiatką i wyciągam z luki, metalową skrzyneczkę, w której Boguś przechowuje zapasowy klucz od domku. Całe szczęście, że mi go pokazał. Inaczej odmroziłabym sobie nogi, bo jak ostatnia idiotka, wybiegłam z mieszkania, w tym co miałam na sobie. - Czyli w cieniutkich spodniach od piżamy i w kapciach. Dobrze, że chociaż kurtkę, złapałam po drodze, bo byłoby ciekawie.
Przekręcam klucz w zamku i wchodzę do domku. W środku wcale nie jest cieplej, ale przynajmniej nie wieje. Zapalam latarkę w telefonie, bo po zamknięciu drzwi, nie dociera już tutaj światło księżyca, które oświetlało mi drogę na zewnątrz i kuśtykam do kanapy.
Po drodze zawadzam jednak o coś, co leży na podłodze i z piskiem, myśląc, że to mysz odskakuję do tyłu, oświetlając sobie sprawcę tego zamieszania. - A raczej mojego potencjalnego zawału.
Rany, o mało się nie przekręciłam, albo nie wywinęłam orła, a to tylko but. Całe szczęście, że nie mysz… Zaraz, zaraz. But?
No tak, wielki jak kajak. But!
Rozglądam się uważniej i dostrzegam, niemały bałagan w kuchni oraz kilka rzeczy porozrzucanych na podłodze. Jest tu. Musi tu być. Tylko czemu tu tak zimno?
Zaglądam do łazienki. Pusto. Została mi już tylko antresola. Tylko jak ja się tam wdrapię? Schody są zbyt strome, żeby ryzykować wspinaczkę z kulą u boku. - Boguś! - drę się, w nadziei, że mnie usłyszy i zejdzie, ale nic takiego nie następuje. - Misiek! - ponownie, nic.
Wzdycham i zastanawiam się co począć, a wtedy słyszę, jak ktoś kaszle u góry. - Mam cię!
Szybko podejmuję decyzję i siadam pupą na schodach, tyłem do nich. Kulę opieram o poręcz, a telefon chowam do kieszeni i zaczynam swoją wspinaczkę. Podciągam się na rękach i powoli dupą po schodach, pnę się w górę.
Po pokonaniu stopni szoruje dalej po podłodze w kierunku łóżka. Wstaję, podpierając się o ramę łóżka i siadam na nim. Wyjmuję z kieszeni telefon i oświetlam pomieszczenie.
CZYTASZ
Tie-Break # 2 Survivors
RomanceKobieta, która trzyma dystans jak tarczę i mówi ostrzej, niż czuje. Nie jest kolejnym podbojem ani chwilową rozrywką. Jest wyzwaniem i tajemnicą, do której nie dopuszcza nikogo bez walki. Emocje traktuje jak słabość, a bliskość jak zagrożenie. Jej ś...
