Aśka
🤎
Myślisz sobie, taki sobie, lekkoduch, który niczym się nie przejmuje.
Pies na baby, któremu wystarczy pomachać cyckami przed nosem, a poleci.
Żyje z dnia na dzień, nie zastanawiając się zbytnio nad konsekwencjami swoich działań. Wydaje się, że wszystko po nim spływa, jakby nic nie mogło go dotknąć.
Przyjemności? Zawsze i wszędzie, na pierwszym miejscu. Wystarczy jeden uśmiech, jedno spojrzenie, a on już jest gotów na kolejną przygodę.
Nieskomplikowany, beztroski, zawsze w ruchu, jakby życie było tylko serią krótkich, ulotnych momentów, które chce jak najszybciej chwytać, zanim znikną.
Byłam pewna, że to ktoś, kto nie potrafi myśleć o niczym poważnym, kto unika odpowiedzialności i uczuć.
A tu proszę.
Wychodzi na to, że źle go oceniłam. Na pewno dużo z tego jest prawdą, ale… no, cóż… facet niespodzianka.
Kiedy wszystko we mnie krzyczało, żeby go od siebie odepchnąć, kiedy próbowałam go przekonać, że wcale nie potrzebuję jego obecności, on nie odszedł. Z każdym dniem widziałam, jak robił wszystko, żeby mnie wesprzeć, żeby nie pozwolić mi się poddać.
Był przy mnie, gdy najbardziej tego potrzebowałam, choć ja sama nie potrafiłam się do tego przyznać.
Mimo mojego chłodu, mimo słów, które miały go odstraszyć, on trwał przy mnie. Nie odpuszczał, choć dawałam mu do zrozumienia, że nie chcę jego pomocy, że poradzę sobie sama.
Nigdy nie spodziewałabym się, że właśnie on, z całym swoim pozornym brakiem powagi, okaże się kimś, na kogo mogę liczyć. Wydawał się taki prosty, taki przewidywalny, a jednak... Zaskoczył mnie. I to podwójnie.
Co robił wcześniej, abym się nie poddała, to już wam mówiłam.
Potem, ta cała wizyta na hali… Jednak teraz… teraz to dopiero mnie zaskoczył. Otóż, kiedy zaprosiłam go do siebie, po tym jak mnie odwiózł, nie skorzystał z zaproszenia.
Byłam pewna, że rzuci się na mnie zaraz po przekroczeniu progu mojego mieszkania. A on, co zrobił?!
Grzecznie ułożył mnie na kanapie, spytał, czy nie jestem głodna - musiałabym chyba mieć żołądek, z gumy do żucia, bo po meczu, zabrał mnie pizze - i czy czegoś jeszcze nie potrzebuję, a następnie wyszedł.
Tak po prostu!
A ja podniosłam się do siadu i jeszcze przez dobre dwadzieścia minut, wgapiałam się w zamknięte za nim drzwi, myśląc: Co to, kuria było?!
Do dziś nie wiem. Ale kiedy teraz o nim myślę, widzę kogoś, troszkę innego.
Kogoś, kto nie tylko potrafi cieszyć się życiem, ale też być tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Kogoś, kto może i zgrywa idiotę i śmieszka, ale kiedy sytuacja tego wymaga, potrafi stanąć na wysokości zadania.
I choć może nigdy tego nie przyznam, jestem wdzięczna, że się nie poddał, że mnie nie zostawił, gdy najbardziej tego potrzebowałam.
__________________🤎________________
- Świetnie - stwierdza, Aleks. - Na dziś wystarczy - opuszcza moją nogę, na kozetkę i pomaga mi się podnieść do siadu.
- Jakie, świetnie? Nadal nie potrafię zgiąć kolana - marudzę.
- Oj, Asiu - uśmiecha się do mnie. - Zamiast patrzeć na to czego jeszcze nie robisz. Spójrz na to co już zrobiłaś - poleca. - A to dopiero nasze trzecie zajęcia.
CZYTASZ
Tie-Break # 2 Survivors
RomanceKobieta, która trzyma dystans jak tarczę i mówi ostrzej, niż czuje. Nie jest kolejnym podbojem ani chwilową rozrywką. Jest wyzwaniem i tajemnicą, do której nie dopuszcza nikogo bez walki. Emocje traktuje jak słabość, a bliskość jak zagrożenie. Jej ś...
