Weronika
Kiedy pierwsza fala emocji mija, wspólnie z tatą stwierdzamy, że poczekamy z zawiadomieniem policji. Zamiast tego postanawiamy przejść się po Janowie w poszukiwaniu mamy. Jest przed dziewiątą w niedzielny poranek, więc ulice są praktycznie puste. Wstający dzień zapowiada się chłodno, ale bezchmurne niebo wygląda jak w środku lata. Promienie słońca muskają twarz, chociaż już nie ogrzewają tak jak wcześniej. Ten spacer mógłby być nawet miły, gdyby nie okoliczności i towarzystwo.
– Matko Boska, zwolnijcie trochę – Ciotka Helena dyszy ciężko, próbując za nami nadążyć. Mam jej dość od momentu, gdy stanęła w naszych drzwiach. Trzeba przyznać, że popisała się świetnym wyczuciem czasu, wybierając akurat dzisiejszy dzień na kolejną niezapowiedzianą wizytę. Oczywiście, jak tylko usłyszała, co się stało, postanowiła razem z nami poszukać mamy. Wiedziałam, że to kiepski pomysł, ale wiedziałam też, że tata nie będzie miał serca jej odmówić – w końcu to siostra mamy. Obydwa moje przeczucia się sprawdziły. Tata dzielnie trzymał język za zębami, mimo że ciocia, zamiast nam pomóc, tylko nas spowalniała. Ledwo zdążyliśmy dojść do skrzyżowania Gdańskiej z Pomorską, a ona już zaczęła charczeć jak buldog francuski z zapadającą się krtanią:
– To nie... na moje... zdrowie – powtarza raz po raz, robiąc przerwy na oddechy. Odwracam głowę i rzucam jej wymowne spojrzenie. Ciotka jest co prawda osiem lat starsza od mamy, ale wciąż to dopiero pięćdziesiątka na liczniku, a zachowuje się jakby miała z dwadzieścia lat więcej. Osobiście uważam, że to wina otyłości, siedzącego trybu życia i beznadziejnej diety, ale Hela woli wmawiać sobie i innym, że jest schorowana i ma słabą odporność.
– Może powinniśmy przejechać się po okolicy samochodem? W ten sposób szybciej sprawdzimy większy obszar – proponuje ciotka, zatrzymując się na przystanku autobusowym, który akurat mijamy. Wymownie patrzymy na siebie z tatą i to on pierwszy odpowiada:
– No nie wiem... Jeżdżąc tylko głównymi ulicami możemy łatwo coś przegapić... – Nie brzmi na przekonanego do pomysłu Heleny. Tymczasem wspomnienie o aucie sprawia, że do mojej głowy wpada nowy pomysł.
– Czemu wcześniej o tym nie pomyśleliśmy! – Z rozmachem uderzam się otwartą dłonią w czoło.
– Też mnie to dziwi – stwierdza ciotka i opada z sapnięciem na ławkę pod wiatą autobusową. – Chodzenie jest męczące.
– Nie o to mi chodzi! – parskam. – Cmentarz! Musimy sprawdzić cmentarz!
Patrzę na tatę i widzę jak jego szare oczy robią się większe pod wpływem moich słów. Już wiem, że nie będę musiała go dwa razy przekonywać. Helena może tego nie wie, ale od pogrzebu Wiki mama ani razu nie odwiedziła jej grobu. Nie była w stanie. Ból sprawił, że zamknęła się w domu, zapominając o świecie zewnętrznym. Nie wiem, czemu wcześniej o tym nie pomyśleliśmy, chyba z szoku, bo gdy teraz się nad tym zastanawiam to oczywiste, że gdyby mama w końcu wyszła z domu, to w pierwszej kolejności poszłaby na cmentarz.
***
Kiedy przekraczamy cmentarną bramę, cała pewność ze mnie ulatuje jak powietrze z niezawiązanego balonika. Moje serce wybija coraz szybszy rytm, gdy pospiesznym krokiem idziemy pod górę. W tym roku jesień przyszła szybciej niż zwykle, malując drzewa na odcienie złota, pomarańczy i czerwieni. W powietrzu unosi się zapach deszczu i butwiejących liści. Zachłannie łapię oddech, gdy między żebrami po lewej stronie wbija się niewidzialne ostrze. Mimo to nie zwalniam. Niemal wbiegam po kamiennych schodkach, byle jak najszybciej zobaczyć grób Wiki. Gdy widzę przygarbioną sylwetkę na ławeczce z moich ust mimowolnie wyrywa się bezgłośne westchnienie ulgi.
CZYTASZ
pod powiekami
Mystery / ThrillerKiedy wzorowa przewodnicząca szkoły niespodziewanie popełnia samobójstwo, lokalna społeczność na moment wstrzymuje oddech. Dlaczego to zrobiła? Kto jak kto, ale ona? Nikt by się tego nie spodziewał, a już na pewno nie Weronika. Dziewczyna nie potraf...
