Weronika
– Zostaw ją!
W pierwszej chwili myślę, że wyobraziłam sobie ten głos, ale zanim dociera do mnie, co się dzieje, Wiktor leży na chodniku trzymając się za twarz, a przede mną staje zakapturzona postać.
– Zdążył ci coś zrobić? – lekko zachrypnięty, ale na swój sposób melodyjny głos pobrzmiewa autentycznym zmartwieniem. Zanim udaje mi się wydusić z siebie odpowiedź, mój tajemniczy wybawca ściąga kaptur, ujawniając twarz.
Mikołaj?!
– Wera, wszystko w porządku? - Wyciąga rękę w moim kierunku, delikatnie łapiąc mnie za ramię. – Chyba jesteś w szoku.
Nawet jeśli jestem, to jego dotyk wyrywa mnie z tego dziwnego stanu odrętwienia i paraliżu. Jednak nie jest nieprzyjemny. Mam wrażenie, że dłoń Jakubowskiego, mimo materiału kurtki, przekazuje przyjemne ciepło.
– Tak... Nie... – potrząsam głową. – Znaczy się: nie, nie zdążył mi nic zrobić.
– To dobrze. – Mikołaj wzdycha z wyraźną ulgą. – Zboczony pijak! – Spogląda w bok, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o obecności Wiktora. Mężczyzna próbuje wstać, podpierając się jedną ręką, bo drugą cały czas trzyma nos, z którego obficie leci krew. Jednak jest tak oszołomiony, że każda próba kończy się ponownym lądowaniem na chodniku.
– Niech ja cię dorwę... – warczy do Jakubowskiego, który słysząc to tylko parska pogardliwie.
– Chcesz go zgłosić na policję? – Odwraca się do mnie. – Myślę, że powinnaś.
– Wiem, że powinnam... – Obejmuję się ramionami, próbując opanować drżenie, w które wpadło moje ciało. Nie czuję już zimna, więc to musi być kwestia adrenaliny. – Ale chyba nie mam na to siły. – Opuszczam głowę, zażenowana swoim tchórzostwem. Zawsze uważałam, że takich zwyrodnialców trzeba bezwzględnie zgłaszać i dziwiłam się, gdy czytałam albo słyszałam w telewizji, że wiele kobiet milczy na temat doznanej przemocy. Jednak teraz na samą myśl o składaniu zeznań, żmudnych procedurach, a do tego szansie na spotkanie szowinistycznego funkcjonariusza, który będzie czynił sugestie, że pewnie jakoś sprowokowałam sprawcę... To za dużo, nie dam rady.
– Jasne, rozumiem. – Mikołaj kiwa głową i nie drąży dalej tematu, za co jestem mu wdzięczna.
– Możemy stąd iść?
Robi dwa kroki w kierunku Wiktora i bez słowa wymierza mu porządnego kopniaka w brzuch. Z gardła mężczyzny wydobywa się zduszony okrzyk bólu.
– Spróbuj jeszcze raz tknąć jakąś kobietę bez jej zgody, a przysięgam, że znajdę cię i wykastruję. – Jakubowski spluwa na niego. – I nie waż się pokazywać na spotkaniu grupy! Jesteś skończony, rozumiesz?! Skończony!
Wiktor tylko jęczy i zwija się w pozycję embrionalną, ale to chyba wystarcza Mikołajowi za odpowiedź twierdzącą, bo otacza mnie ramieniem i wychodzimy z ciemnego zaułku. Mrużę oczy, bo ulica Targowa wydaje mi się nagle niezwykle jasna i wyraźna, zupełnie jakby to, co wydarzyło się w tamtej ukrytej w ciemności alejce było tylko złym snem.
– Odprowadzę cię do domu – ni to stwierdza, ni to proponuje Jakubowski.
– Nie. – W nerwowym odruchu potrząsam głową.
– No weź, nie wygłupiaj się! Jak ty to sobie wyobrażasz, że pozwolę ci teraz wracać samej, tym bardziej po tym... – nie dokańcza, ale nie musi. Mnie też mdli na samą myśl jak to mogło się skończyć gdyby nie on.
– Drżysz. – Zauważa Mikołaj i bez pytania zdejmuje z siebie kurtkę, którą narzuca mi na ramiona. Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. To chyba połączenie szoku, zmęczenia i absurdalności tej chwili.
CZYTASZ
pod powiekami
Mystery / ThrillerKiedy wzorowa przewodnicząca szkoły niespodziewanie popełnia samobójstwo, lokalna społeczność na moment wstrzymuje oddech. Dlaczego to zrobiła? Kto jak kto, ale ona? Nikt by się tego nie spodziewał, a już na pewno nie Weronika. Dziewczyna nie potraf...
