21

61 8 56
                                        

Rumia, 26 kwietnia 2013

Weronika

– Hej, uśmiechnij się! – wesoły głos Karola z trudem przedziera się do mojej świadomości. – Dotrwaliśmy. To już koniec!

Odrywam wzrok od szkolnej auli, na której Stara Wiśnia właśnie męczy przemówienie o tym, że coś się kończy, a coś zaczyna. Spoglądam na Rolla z ukosa, ale jego uśmiech jest tak zaraźliwy, że kąciki moich ust też wędrują ku górze.

– Masz rację. Dotrwaliśmy. – Kiwam głową. Chyba mogę być z siebie dumna, bo ostatnie trzy miesiące, to była ciężka droga do przebycia. Nie ma co ściemniać, co najmniej pięć razy zastawiałam się, czy dam radę ciągnąć to dalej, ale za każdym razem Karol wyciągał mnie z dołka i zależnie od jego własnej oceny moich potrzeb, pocieszał albo kopał w dupę na rozpęd. Jestem wdzięczna, że go mam.

– Jeszcze tylko matury i najdłuższe wakacje życia! – Rollo zaciera dłonie, jakby już zrobił plany na ten okres, ale mi uśmiech momentalnie schodzi z twarzy.

– Szczerze mówiąc, to najchętniej nie podchodziłabym do matur – przyznaję niechętnie.

– Nawet tak nie mów! Kto jak kto, ale ty włożyłaś tyle pracy w przygotowanie się do tego cholerstwa, że na pewno zdasz wszystko na stówę!

– I co z tego? – Wzruszam ramionami. – Zmarnowałam tylko czas i energię, bo o studiach w Olsztynie mogę już zapomnieć.

Karol marszczy brwi, nie rozumiejąc, co mam na myśli.

– O czym ty mówisz?

– Tata powiedział mi, że nie będą w stanie z mamą opłacić moich studiów w Olsztynie. W sensie, nawet jeśli dostanę się na stacjonarne, to nie będzie ich stać na stancję.

– Ale jak to? Przecież to nie musi tak dużo kosztować... Możesz starać się o akademik...

– Jesteśmy na minusie – przerywam mu, bo nie chcę tego słuchać. Kilka dni temu to samo mówiłam tacie i nic to nie dało. – Tata długo to ukrywał, bo łudził się, że z czasem będzie lepiej, ale stracił większość klientów od czasu śmierci Wiki.

– Sorry, ale co ma niby wspólnego śmierć Wiki z ilością aut potrzebujących naprawy? – Karol kręci głową z niedowierzaniem i wcale mu się nie dziwię, bo ja też tak na początku myślałam, zanim zrozumiałam, że...

– Coraz mniej klientów przychodzi do warsztatu, bo ludzie boją się naszej rodziny. Nie wiedzą jak się zachować, czy powinni wspominać o Wiki czy może lepiej przemilczeć jej temat. Śmierć i żałoba to naturalne części życia, ale już nie, gdy ktoś sam sobie to życie odbiera, gdy rodzice muszą pochować własne dziecko... – Wzdycham z rezygnacją, pocierając powieki, żeby ukryć napływające do oczu łzy.

– Przykro mi, Wera. – Zanim zdążę odpowiedzieć, czuję jak Karol obejmuje mnie swoją chudą ręką.

– Trudno. – Ocieram twarz i prostuję się, a jego dłoń zsuwa się z mojego ramienia. – Muszę wymyślić jakiś inny plan.

– A masz już jakiś pomysł?

– Nie... Może? – zastanawiam się na głos. – Kusi mnie rok przerwy i jakaś praca w tym czasie. Odłożyłabym sobie trochę kasy i w międzyczasie zastanowiła się co dalej.

– Brzmi nieźle – Rollo spogląda na mnie z ukosa. – Poza tym, masz przecież pracę u Pana Zbyszka.

– No mam. – Waham się. – Ale chyba potrzebuję zmiany scenerii. Najchętniej wyjechałabym jak najdalej stąd... Gdzieś, gdzie mogłabym zacząć z czystą kartą. – Niełatwo mi to mówić, bo pan Zbyszek jest dla mnie jak dziadek, którego nigdy nie miałam. Jednak w głębi serca czuję, że muszę zostawić przeszłość za sobą. Inaczej będę dalej się taplać w bólu i poczuciu winy.

pod powiekamiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz