Wiedzieliśmy że nie będzie łatwo. To nie tak że Minhyuk był sam. Też miał swoją armię i to nie byle kogo. Koło niego pojawiło się dziesiątki jak nie setka Tropicieli. Było to na tyle niebezpiecznie gdyż dobrze wiedzieliśmy że jad Tropiciela jest śmiertelny.
Właśnie dlatego nasza walka była ciężka. Każdy atak w nasza stronę musieliśmy pokonać. Działaliśmy jak nigdy wcześniej. Broniliśmy się wzajemnie i atakowaliśmy. Dobrze wiedziałem że jesteśmy niepokonani.
Z każdym pokonanym Tropicielem rośliśmy w siłę. Każdy z nas był lepszy. Byliśmy wręcz wspaniali. Kiedy nawet dostawaliśmy uderzenie ataku to podnosiliśmy się pod nim i oddawaliśmy z nagonką.
-Felix kochanie jesteś zrodzony z kwiatu lotosu-odparła jego mama-Twoim zadaniem jest sprowadzenie spokoju duchowego na tym świecie. Zrób to co trzeba
-Ale jak? Nie wiem nawet od czego zacząć
-Od tego masz mnie. Mówiłem Ci to na naszym pierwszym spotkaniu że Elf potrzebuje Czarnoksiężnika a więc masz mnie. Weź moja siłę i zakończ to-powiedział Changbin stając koło niego i podając swoją dłoń
Mój przyjaciel popatrzył na nas wszystkich i kiwnął głową. Łapiąc swojego chłopaka za dłoń jego oczy zaczęły świecić. Jego ciało również świeciło się niczym posypane brokatem. Najbardziej podobała mi się jego postura gdyż mimo sytuacji wyglądał na po prostu rozluźnionego.
-Jestem Lee Felix. Książę elficznej krainy. Pan natury i duchowego brzmienia Oddinary Ville. To ode mnie zależy kto i jak będzie używał ziemi, wody, ognia i powietrza tej krainy. Tylko ja mogę kazać tej krainie na okrucieństwo! Teraz jako syn królowej elfów nakazuje naturze zabrać stąd nie potrzebne naszej krainie śmieci!
Na jego słowa poczułem wibracje pod nogami a za chwilę spod podłogi wyrosły ogromne pnącza roślin które zabrały złapały Tropicieli. Nie mam pojęcia skąd wzięła się ta woda ale leciała ze sufitu niczym ulewa sprawiając że wszyscy byliśmy mokrzy. Widziałem jak powietrze tworzy tornado i zabiera naszych wrogów w dal. W sekundzie nie było ich. Byliśmy tylko my.
-Woow Felix jesteś mega!-krzyknął Jeoning na co mój przyjaciel wrócił do swojej uroczej fioletowo włosej postawy
-Jestem zmęczony-przyznał na co jego mama od razu wzięła go w ramiona
-Mój dzielny chłopiec
Wtedy to poczułem. Ogromny ból który sprawił że od razu rozejrzałem się dookoła szukając przyczyny mojego bólu ale nie było jej. Nie było jego. Nie było Minho.
-Zamorduje-warknąłem ruszając przed siebie dobrze wiedząc gdzie mam być
💚🖤💚🖤💚🖤💚🖤💚🖤💚🖤💚🖤💚🖤
Czułem się jak w moim koszmarze. Biegłem przez korytarze .Koło mnie był znany mi już chłód. Było mi zimno i do tego biegłem w przemoczonych butach. Nie wiem gdzie podziały się moje buty . Moje ubranie kleiło się od mnie sprawiając że ciężko mi było się ruszać.
Nie zajęło mi dużo czasu żeby wiedzieć że nie jestem sam. W sekundzie moi przyjaciele byli obok mnie. Widziałem wzrok Felix'a który mówił że ten także wiedział co się dzieje. Musiałem zdążyć.
Wbiegając do ogromnej sali czułem jak mój koszmar staje się prawdą. Widziałem stojącego na szczycie i śmiejącego się Minhyuk'a i widziałem Minho z bitym sztyletem w serce. Z jego ust lała się krew a ja czułem jak moje całe ciało przechodzi nieobliczalny gniew.
-Minhyuk! Do cholery na co ci to! Weź mnie to ja ją jestem lordem wampirów nie mój syn!-krzyknął Lord Lee żałosnym głosem
-Myślisz że zależy mi na waszej kranie?-zaśmiał się-Potrzebuje czegoś więcej! Czegoś więcej niż Oddinary Ville. Będę Panem wszystkich a do tego potrzebuje smutnego Zombie który jest niezgodny do odróżniania tego co robi. Jest tylko jeden sposób żebym go miał. Zabicie tego co daje mu zdolność do czucia emocji. Rozpoznania dobra od zła. Wystarczy że wbije ten sztylet głębiej i będę to miał. Będę Panem zombie.
-Możesz być nim bez tego!-krzyknąłem na co wszyscy popatrzyli na mnie-Zrobię co będziesz chciał. Będę twoja marionetka. Twoim zombie od zniszczeń. Twpim sługa. Wyrzekne się wszystkiego co mam. Oddam ci moje życie w twoje ręce. Chcesz żebym był twoim demonem śmierci? Będę nim, ale musisz oddać Minho jego ojcu. Miłość mojego życia ma być bezpieczna. Zostało mi ostatnie życzenie od Seokjin'a i mogę poprosić go aby każdy tutaj zapomniał kim był dla nich Han Jisung. Nie będzie go. Nie będzie istniał
-Chyba cie pojebało Jisung!-krzyknął Younghyun
-Oddam się Tobie-powiedziałem klękając przed nim jak na wiernego sługę przystało-Oddaj Minho w ręce Lorda Lee, a włączę Hana i nigdy nie wyłączę
Zajęło mu to chwilę a po niej faktycznie pstryknął palcem a Minho znów w pełni zdrów wylądował w ramionach swojego ojca. Widziałem jak chce się zerwać w moją stronę i jak jego ojciec kurczowo trzyma go zabraniając mu tego. Wysłałem w jego stronę tylko jeden delikatny uśmiech i złapałem w swoje dłonie bransoletkę od Seokjin'a.
-Nie rób tego książę!-krzyknął
-Ja, Han Jisung nakazuje
-Wystarczy Jisung! Koniec przedstawienia-warknął Changbin i w sekundzie znalazł się koło Minhyuk'a robiąc to na co tylko czekałem. Wbijając mu w plecy ten cholerny sztylet
-Co do cholery!-warknął mag zaraz po tym wypluwając krew która szybko zmieniła się na czarną miedź-Sztylet Demonów
-Czy ty naprawdę myślałeś że nie wiedziałem kim jest Jisung? Wyczułem jego krew Demona grubo przed jego przemiana. Myślałeś że serio ci się odda?-zaśmiał się głośno wbijając sztylet głębiej-Że Jisung? Jaja sobie robisz? Łatwiej cie było podejść niż małe dziecko
-Wiedziałeś o tym? O tym planie-spytał podchodząc do mnie Younghyun na co kiwnąłem głową przepraszając
-Co prawda Minho nie miał brać udziału w tym-przyznałem i poczułem znajomy zapach koło siebie i jak w sekundzie zostałem zamknięty w ramionach
-Ty i Changbin macie grubo przejebane, zombiatko-westchnął całując mnie w czubek głowy
-To jeszcze nie koniec!-krzyknął ledwo żywy Minhyuk
-Oj zamknij się tatku!-odparł Changbin przekręcając sztylet na co mag wydał z siebie ostatni dźwięk i zginął-Koniec proroctwa
CZYTASZ
Scary High ✅
FanfictionHistoria miłości pomiędzy pół Zombie, a wampirem. Pełna magi, mistycznych kratur oraz niebezpieczeństw takich jakich tylko świat Oddinary Ville może ukazać. Minsung
