19

38 5 4
                                        

Po całej męczącej podróży, w końcu mogły rozprostować nogi na parkingu przed siedzibą. Unikały rozmowy, jakby każda z nich chciała poukładać sobie całą sytuację w głowie. Emma miała wrażenie, że Regina całkiem zignorowała to, co mówiła. W przeciwieństwie do tego co miała w zwyczaju nie zadała ani jednego pytania, nie rzuciła żadnym złośliwym komentarzem. To stresowało Emmę bardziej niż ewentualne wyśmianie od dramatyzujących gówniar, które nudzą się w życiu i szukają sensacji. Dręczyły ją wątpliwości czy to ona powinna coś powiedzieć, ale na szczęście kobieta odwróciła jej uwagę, rzucając dziewczynie dwie torby pełne banknotów. Sama zabrała pozostałe i ruszyła do wejścia bunkru. Było już tak ciemno, że blondynka mogła ją zlokalizować tylko dzięki chrzęstowi żwiru pod jej obcasami.
Pod ziemią okazało się, że z całej ekipy są tam tylko one. Kierowały się do sali, którą Emma nazwała “konferencyjną” bo gdyby zignorować wielką, pancerną szafę i ściany z półkami na wyeksponowane karabiny to wyglądałoby to dokładnie jak w biurze wielkiej korporacji.

Po przyzwyczajeniu wzroku do ostrego światła lamp, Regina podeszła do sejfu, otwierając jedne z jego drzwi kodem. Zawartość, jaka ukazała się oczom blondynki, w pełni uzasadniała takie zabezpieczenia. Z przerażeniem oraz podziwem przyglądała się stalowej kolekcji, a to była jedynie mała część ogromnego schowka na perfekcyjnie poukładane, zabójcze zabawki kryminalistów. Ich nozdrza wypełnił zapach metalu i brudnych pieniędzy – ciężki, mrożący krew, jakby tylko czekał aż ktoś uwolni go z szafy.
Kiedy starsza z kobiet chowała pliki banknotów do schowka, druga zrobiła krok bliżej. Jej spojrzenie zatrzymało się na jednym pistolecie. Srebrnym, z grawerunkami wzdłuż lufy aż po uchwyt i złotym językiem spustowym.

- Co tak przykuło twoją uwagę, Panno Swan?  - zapytała brązowooka stając u jej boku. Spojrzała w tym samym kierunku i lekko uniosła kącik ust – Robi wrażenie, prawda? Bądź grzeczna, a może pozwolę ci go kiedyś wyczyścić... albo użyć.

Zażartowała, a blondynka z cichym parsknięciem pokręciła tylko głową. Nie miała w tym momencie ochoty na dogadywanie sobie nawzajem, a kobieta ewidentnie do tego dążyła.
Regina widząc jej reakcję zmarszczyła brwi. Po kilku sekundach ciszy znowu się odezwała, tym razem zmieniając ton na łagodniejszy. Jakby właśnie rozmawiały o wyborze deseru.
- Który ci się podoba?
Nie zastanawiając się za długo, zielonooka wskazała na czarny, matowy pistolet z elementami w kolorze miedzi.
- Beretta... Dobry wybór, Panno Swan - przyznała zadowolona kobieta i sięgnęła po wspomniany egzemplarz. Przyjrzała się mu dokładniej, sprawdzając magazynek. Przeładowała z tępym kliknięciem. W końcu uznając, że wszystko jest w porządku podała ją zdezorientowanej blondynce.
- Proszę, może ci się przydać. A teraz chodźmy sprawdzić, jak strzelasz.

W pomieszczeniu, którego Emma jeszcze nie miała okazji zwiedzić panował chłód, a w powietrzu unosił się zapach prochu i metalu.
Ściany pokryte były matowym betonem, wypolerowanym do perfekcji. W niektórych miejscach wbudowano panele z czarnego szkła, odbijające delikatnie ruchy i światło jak lustra w luksusowej łazience. Podłogą był jasny, chłodny kamień, a na nim widoczne odciski butów świadczące o regularnym odwiedzaniu tego miejsca. Każde stanowisko strzeleckie było odseparowane elegancką przegrodą z przydymionego szkła, oprawionego w aluminium.
Zamiast papierowych tarcz, na końcu pomieszczenia stały manekiny. Bardzo zróżnicowane i przerażająco realistyczne.
- Nie zrób sobie krzywdy - rzuciła brunetka z lekkim uśmiechem, gestem dłoni zapraszając dziewczynę do stanowiska.
Ku zaskoczeniu Reginy, Emma obchodziła się z bronią, jakby dokładnie wiedziała, co robi. Jej dłoń zacisnęła się mocno na uchwycie, ruchy były świadome, choć wciąż podszyte niepewnością. Lufa drżała, lecz celowała prosto w manekina. To nie mógł być jej pierwszy ani drugi raz.
Rozległ się pierwszy strzał. Potem drugi. Echo odbijało się od betonowych ścian, a w krótkich przerwach słychać było tylko przyspieszony oddech dziewczyny. Trzeci. Czwarty. Piąty.
Regina podeszła bliżej, zerkając na wyniki. Dwa celne trafienia w klatkę piersiową, jedno w głowę, kolejne w bark i tylko jeden chybiony.

MISINTERPRETOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz