- No proszę... Jeszcze jedna piosenka - namawiała Emma z błagalnym wzrokiem.
- Panno Swan, za chwilę ochrona wyrzuci nas stąd za stwarzanie zagrożenia na parkiecie - mruknęła Regina, bezskutecznie próbując poprawić roztrzepane po tańcu włosy. W końcu poddała się, a ciężka głowa sama opadła jej na dłoń.
- Nie moja wina, że nie są przygotowani na taki zabójczy duet.
Kieliszki znikały w błyskawicznym tempie. Barman już bez pytania dolewał wódki.
- Obawiam się, że to będzie zabójcze - wskazała na szkło - ale dla nas.
- Mów za siebie, ja się świetnie trzymam - odparła dumnie Emma i pewnie oparła się o blat, prawie lądując na podłodze.
Regina parsknęła śmiechem, wychyliła ostatni kieliszek i odstawiła go do góry dnem, dając znak barmanowi, żeby już nie polewał.
- Dobra, czas się zbierać - mruknęła cicho i ociągając się zeszła z siedzenia.
- No co tyy, szefowoo. Jest dopiero pierwsza- zaczęła marudzić zielonooka i podążyła za nią, dopijając wcześniej szota.
- Nie przeginaj Panno Swan - próbowała odpowiedzieć, zachowując poważny ton, lecz w połowie zdania dostała pijackiej czkawki.
Emma zamarła, po czym zakryła usta dłonią, tłumiąc śmiech. Regina walczyła tak desperacko, jakby od tego zależała jej godność.
- Może chodźmy na zewnątrz - powiedziała blondynka najpoważniej jak umiała i pociągnęła kobietę w stronę wyjścia.
Gdy tylko wyszły z klubu, brunetka przyznała, że robi jej się niedobrze, więc Emma znalazła spokojne miejsce, gdzie mogły usiąść. Siedząc na ławce czekała, aż Regina poczuje się lepiej. Szukała na niebie gwiazdy polarnej, kiedy dotarł do niej cichy chichot, który szybko przerodził się w nieopanowany śmiech. Zerknęła na kobietę i mimowolnie się uśmiechnęła, widząc ją tak beztroską i rozbawioną. Całkiem inny człowiek.
Zmrużyła oczy, próbując zrozumieć ten nagły wybuch radości.
- Co cię tak rozbawiło?
- Po prostu... - kobieta przetarła łzy z kącików oczu. - Dawno tak dobrze się nie bawiłam. Nie spodziewałam się, że skończę kompletnie pijana na ławce pod klubem i to w towarzystwie kogoś, kto potrafi mnie doprowadzić do szału... i jednocześnie sprawić, że naprawdę dobrze się bawię. To już chyba talent.
- Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że mnie lubisz. Wracamy? - Skinęła na wejście budynku.
Regina chwilę myślała nad odpowiedzią, aż w końcu pokręciła przecząco głową.
- Wystarczy na dzisiaj. I tak zapowiada się ciężki poranek.
Podniosła się, a potem chwiejnym krokiem ruszyła w stronę ciemnej uliczki. Zdezorientowana Emma doskoczyła do niej, potykając się o swoje nogi.
- Zamierzasz ledwo trzymając pion iść przez pół miasta o tej godzinie?
- Daj spokój, jestem już dużą dziewczynką. Poradzę sobie - machnęła lekceważąco ręką, nie zatrzymując się.
- Wiem. Ale nie zamierzam iść do domu i zastanawiać się, czy rano nie znajdą cię w jakimś rowie. Idę z tobą.
Blondynka dotrzymywała jej kroku, szukając w tym samym czasie taksówki w aplikacji.
- Jak to kurwa wszyscy kierowcy są zajęci!? Czy w pieprzonym Seattle na taryfie pracuje pięć osób?!
- Może to i lepiej, bo coś czuję, że dopłaciłabym za czyszczenie tapicerki - mruknęła pod nosem jej towarzyszka i pochyliła się, opierając dłonie na kolanach. - Lepiej będzie, jak się przejdę.
Dziewczyna spojrzała na nią zmartwiona i czekała, aż będą mogły kontynuować podróż.
Po chwili ruszyły dalej.
Przeszły już ponad kilometr, co jakiś czas odpoczywając na czymkolwiek, co dało się uznać za siedzisko.
- Chce mi się siku - przyznała Emma.
- Boże Święty, Panno Swan, piętnaście minut temu przechodziłyśmy obok stacji benzynowej! Mogłaś pomyśleć o tym, kiedy pytałam, czy coś chcesz!
- Oooo, mogłam wziąć hot-doga- rozmarzyła się.
Regina westchnęła ciężko i rozejrzała się dookoła. Znajdowały się akurat w pobliżu jakiegoś małego parku, na którego środku była restauracja z ogródkiem.
- Idź tam - wskazała na żywopłot przy ścieżce. Dziewczyna pobiegła we wskazane miejsce, a ona odwróciła się w drugą stronę. Zaczęła obserwować zamknięty lokal.
- Na co tak patrzysz? - zapytała Emma, kiedy wróciła i stanęła obok niej po załatwieniu potrzeby.
- Widzisz tę figurę przed knajpą? Bierzemy ją.
Emma parsknęła, ale widząc poważną minę Reginy, uniosła brwi z niedowierzaniem.
- Poważnie? Pani Mills chce buchnąć dekorację o wartości pięćdziesięciu dolców? Wchodzę w to.
CZYTASZ
MISINTERPRET
RomanceUwaga: Opowiadanie zawiera sceny przemocy i mocny język. "- Kim ty, kurwa, jesteś i co robisz w moim banku?" Plan był prosty: wejść, zgarnąć kasę, zniknąć. Nie przewidziała, że ktoś inny wpadnie na ten sam pomysł... dokładnie w tej samej minucie. Je...
