- Mam nadzieję, że było warto - Wypowiedziała to zduszonym tonem, podczas gdy jej usta same wygięły się w niechcianym półuśmiechu.
Kilkusekundowa cisza została przerwana przez dźwięk pudła rzucanego na ziemię.
- Swan! Myślałem, że już cię tu nie zobaczę!
- Ja miałam taką nadzieję...
Została zamknięta w żelaznym uścisku, a uwolniła się dopiero, gdy klepnięcie w plecy zmusiło go do poluzowania chwytu.
- Szefowo, możemy ją zabrać ze sobą?
Zanim odpowiedziała, rzuciła mu krótkie spojrzenie.
- Nie widzę przeszkód tylko wszystko jej wytłumaczcie. Przypomnij proszę Marcusowi, że jedziecie najpierw dłuższą drogą, więc musi dodać gazu, żebyśmy z Robinem za długo nie czekali na miejscu.
- Tak jest! - zasalutował i zarzucając blondynce rękę na barki, ruszyli do terenówki.
Kilkanaście minut później dwa wozy z bagażnikami załadowanymi kradzionym towarem ruszyły w trasę.
- Dokąd właściwie jedziemy? - zapytała Emma, gdy na skrzyżowaniu skręcili w innym kierunku niż auto Reginy i Robina.
Przed odpowiedzią, kierowca zerknął na nią w lusterku.
- Do Portland, tylko dłuższą drogą przez co musimy nadrobić straconą godzinę. Mamy kupca na ten stary szajs zwinięty z lombardu.
- Wszelkie środki ostrożności i te sprawy - dodał Killian, robiąc cudzysłów w powietrzu.
Dojechali na miejsce po trzech godzinach. Podczas podróży Emma odpowiadała na milion pytań na temat ostatnich kilku tygodni, a później słuchała niedorzecznych dyskusji kompanów, do których chcąc nie chcąc była wplątywana. Mimo, że ich gadanie przyprawiało o ból głowy to polubiła luźną atmosferę jaką wprowadzali. Siedząc za Marcusem, Emma testowała cierpliwość Jonesa serią coraz głupszych min. W odpowiedzi tylko unosił brew, jakby zastanawiał się, czy warto się angażować - aż w końcu błyskawicznym ruchem chwycił ją za kostkę i markerem wyciągniętym ze schowka zaczął bazgrolić po podeszwie jej buta.
Zirytowany Marcus kilkukrotnie zagroził, że zostawi ich nagich przypiętych do drzewa. Uspokoili się dopiero kiedy w zemście zaczął jeździć slalomem po leśnym terenie, wjeżdżając w każdą możliwą dziurę. Po tym już do końca drogi posyłali sobie tylko rozbawione spojrzenia i uśmiechy.
- Dobra gołąbeczki, jesteśmy. - Oznajmił szatyn i zatrąbił, zwracając na siebie uwagę Robina i swojej szefowej siedzących w drugim wozie na końcu parkingu.
Wjechali na teren szkoły, która wyglądała na opuszczoną od lat. Dookoła przestrzeni przynależnej do placówki rosły drzewa, a razem z betonowym murem stanowiły świetną zasłonę przed wścibskimi spojrzeniami. Żadne z brudnych czy rozbitych okien budynku nie wychodziło na plac, więc można było powiedzieć, że ryzyko na pojawienie się nieproszonych świadków zostało zminimalizowane praktycznie do zera.
Zaparkowali kilka metrów od bliźniaczego wozu. Nikt nie opuszczał pojazdów, dopóki na parkingu nie pojawiły się dwa białe audi. Z większego z nich wyszedł elegancki, siwy mężczyzna, a zaraz za nim jego dwumetrowy ochroniarz. Na ten ruch ze strony nowo przybyłych Regina również wyszła na zewnątrz. Pewna siebie przywitała się poprzez podanie ręki i dała znak reszcie grupy, że mogą opróżniać bagażniki.
Odstawiając pudło niedaleko brunetki, Emma zauważyła broń odznaczającą się pod jej kamizelką. Po plecach przeszły ją nieprzyjemne dreszcze.
Jej uwagę odwrócił podchodzący Jones..
- Blondi, otwórz to i wracaj pod furę.
Posłusznie wykonała polecenie. Kiedy wszyscy oprócz brązowookiej znaleźli się przy samochodach, kupiec zaczął dokładnie oglądać zawartość paczek. Pomiędzy przechodzeniem z jednej do drugiej, dawał sygnał swoim pracownikom, żeby przynieśli torby z gotówką. Tym razem to Regina musiała skontrolować otrzymaną kwotę oraz sprawdzić, czy pieniądze nie są fałszywe. Mimo pozornie spokojnej wymiany, w powietrzu można było wyczuć napięcie, a każdy ruch był bacznie obserwowany przez obie grupy. Ochroniarz nie odrywał dłoni od swojego pistoletu schowanego w kaburze, a zielonooka słyszała przyśpieszony oddech Killiana, który był gotowy w każdej chwili sięgnąć po karabin leżący w otwartym bagażniku. Położyła mu dłoń na ramieniu, mając nadzieję, że uspokoi to ich oboje. Rzucił jej ukradkowe spojrzenie, a sekundę później dostrzegła, jak rozluźnia swoje spięte mięśnie.
CZYTASZ
MISINTERPRET
RomanceUwaga: Opowiadanie zawiera sceny przemocy i mocny język. "- Kim ty, kurwa, jesteś i co robisz w moim banku?" Plan był prosty: wejść, zgarnąć kasę, zniknąć. Nie przewidziała, że ktoś inny wpadnie na ten sam pomysł... dokładnie w tej samej minucie. Je...
