We wtorek, od razu po wyjściu z więzienia, Jones znalazł ustronne miejsce, w którym mógł rozmawiać bez świadków. Tak jak Regina przewidywała, Gerard po sprawdzeniu zawartości koperty z ogromnym zaangażowaniem pomógł stworzyć listę mężczyzn o imieniu James, którzy ostatnio mieli przyjemność opuścić mury tego budynku lub którzy jeszcze odsiadują.
Wieczorem, tego samego dnia, Regina znalazła pogniecioną kartkę ze spisem nazwisk, leżącą na biurku w siedzibie. Mogła zacząć poszukiwania.
Mijały dni, potem długie tygodnie. Liście zaczęły żółknąć i opadać z drzew, a powietrze stawało się coraz chłodniejsze. Dni Reginy były praktycznie identycznie i gdyby nie zmieniająca się pogoda, myślałaby, że czas stanął w miejscu. W jej firmie nadszedł gorący okres, każdy błąd, każde opóźnienie mogło kosztować fortunę. Większość czasu poświęcała spotkaniom, negocjacjom z inwestorami i analizowaniu kontraktów. Każda decyzja, nawet na pozór zła, była starannie kontrolowana przez przebiegłą panią prezes.
Po każdym z takich zapracowanych dni wychodziła z jednego biura, kilka minut później będąc w drodze do drugiego w kwaterze swojego gangu. Tam, w gabinecie odciętym od zewnętrznego świata, rozpoczynała drugą zmianę.
Zdarzało się, że nie pojawiała się w siedzibie w ogóle, ze względu na mniej lub bardziej zaplanowane wyjazdy służbowe, przez co postęp w jej małym śledztwie był wstrzymywany. Musiała jednak pamiętać o tym, że nie tylko jeden biznes musi się kręcić i żaden nie może ucierpieć przez tropienie Jamesa.
Wolne chwile w całości przeznaczała na wykreślanie z listy kolejnych nazwisk. Większość mężczyzn odpadała po kilku godzinach sprawdzania ich akt i życiorysów. Jeden miał wyrok za kradzież, inny za narkotyki, jeszcze inny wciąż siedział i raczej nie pasował. To doprowadzało kobietę do coraz większej frustracji.
Pewnego razu trafiła na akta mężczyzny, który wydawał się idealny – agresja wobec byłej partnerki, pobicie niemal ze skutkiem śmiertelnym. Pojechała pod adres, ale kiedy ujrzała mężczyznę, wiedziała, że to nie on. Zbyt spokojny, uporządkowany, zwyczajny. Ani w jednym procencie niepodobny do Emmy. Była wściekła, czując, że zmarnowała kolejne dni na fałszywy trop.
Przez cały ten czas Regina była całkowicie niedostępna. Przestała chodzić do kawiarni, zrzucając to na asystentkę, odrzucała zaproszenia przyjaciółek. W siedzibie czuć było napiętą atmosferę. Emma przemykała korytarzami, starając się nie natknąć na szefową, podobnie jak reszta ekipy. Nawet Robin wykonywał zadania bez komentarzy. Kobieta nie pamiętała, kiedy ostatnio wysłuchał polecenia bez wygłaszania swojej opinii.
Minął ponad miesiąc od momentu, gdy zaczęła szukać Jamesa. Każdy dzień wypełniała rutyna. Spotkania w firmie, nadzorowanie interesów, wieczorne przeglądanie dokumentów.
Tego dnia w jej ręce trafiły akta, które najciężej było zdobyć. Widząc nazwisko, zacisnęła usta. Starając się zachować spokój, poczuła napięcie, którego nie dało się stłumić. Liczyła na przypadkową zbieżność danych, choć każdy szczegół pasował do sprawy. Jej oczy przebiegały po kartach szybciej niż zwykle. Miała już wszystko, co potrzebne, a jednocześnie przerażała ją myśl, że może stanąć twarzą w twarz z osobą, której obecność w jej świecie oznaczałaby komplikacje, których bardzo chciała uniknąć. Dlatego postanowiła najpierw zobaczyć się z nim w cztery oczy jeszcze w tym tygodniu.
Nadszedł piątek, który Regina obrała sobie za dzień polowania na Jamesa. Odkąd wyszła z firmy, czekała na niego w samochodzie kilka klatek dalej od adresu, wskazanego przez niego policji jako tymczasowy. Miała wrażenie, że minęły wieki, aż w końcu w zasięgu jej wzroku pojawił się zakapturzony mężczyzna. W tej okolicy spotkać żywego ducha to był cud, więc od razu przykuł uwagę. Wyglądał zwyczajnie, ale nerwowy sposób chodzenia i oglądania się za siebie był podejrzany. Kobieta zaczekała, aż wejdzie do klatki i ruszyła w tym samym kierunku, zakładając na głowę kaptur czarnej bluzy. Nie cierpiała takich ubrań, ale na tę sytuację była to najlepsza opcja. Odczekała jeszcze chwilę przy wejściu i zadzwoniła domofonem pod odpowiedni numer mieszkania.
- Kurator federalny - powiedziała, gdy odebrano, a następnie usłyszała trzask odkładanej słuchawki i odblokowanie zamka.
Ściany klatki schodowej były brudne, a w niektórych miejscach tynk odpadał całymi płatami. Wchodząc przez drewniane, obdarte drzwi uderzył ją zapach dymu papierosowego i smrodu niewynoszonych kilka dni śmieci.
- Miało nie być już więcej wizyt, chyba nie skarżyli się na mnie w robocie, co? - usłyszała męski głos dochodzący zza ściany otwartej kuchni. Stanęła na środku małego mieszkania i w ciszy patrzyła na mężczyznę, próbującego w pośpiechu ogarnąć wszechobecny syf. Widząc to, nie mogła opanować drgnięcia kącików ust, przypominając sobie blondynkę, która w dokładnie taki sam chaotyczny sposób sprzątała pokój w pensjonacie, gdy Regina wpadła odebrać koszulę.
- Czyżbyś w końcu wziął się za uczciwą pracę? - zakpiła z niego kobieta, a on podskoczył jak oparzony, patrząc na nią z przerażeniem.
Identyczne jak u blondynki wielkie, zielone oczy i charakterystyczne wcięcie na brodzie.
- Kim ty... Czekaj, znam cię? - zrobił krok w stronę stojaka na noże.
Nie spuszczała z niego wzroku ani na sekundę.
- Niestety tak, James – powoli zdjęła z głowy kaptur.
- Regina... - szepnął i oparł się o blat – Jak...
- Powiedz mi lepiej, jak ma na imię twoja córka.
Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc na początku pytania.
- Emma.
- Czyli to naprawdę ty - westchnęła Regina, podchodząc do okna. Miała jakąś małą nadzieję, że okaże się, że to nie on jest z tym wszystkim powiązany.
- Wyjaśnisz mi kurwa, o co chodzi?
- Twoje potomstwo uciekło z domu, żeby cię znaleźć.
- Co? - mężczyzna był w coraz większym szoku – Wie, że David nie jest jej ojcem?
- Skoro tu jest, to raczej tak - przewróciła oczami – Ale nie zna całej prawdy, a ja tak i właśnie o tym musimy porozmawiać.
Patrzyła na niego, przyglądając się ostrzyżonym na krótko, jasnym włosom i bliznach na odsłoniętych fragmentach umięśnionego ciała. Wyglądał dużo lepiej niż zapamiętała.
- Nie zaczynaj tego tematu, a najlepiej to się nie mieszaj- warknął.
- Bardzo bym chciała, ale muszę wypełnić swoją część umowy. Los tak chciał, że twoja córka poprosiła mnie o pomoc w odnalezieniu cię, bo twoja była partnerka powiedziała, że wsadzili cię do paki za pobicie. Jak widać nie była zbyt przekonująca, bo Emma w to nie uwierzyła i chce poznać twoją wersję wydarzeń. Teraz pytanie czy twoja córka wciąż jest w niebezpieczeństwie z twojego powodu? Coś jej grozi?
Zdenerwowany James sięgnął po butelkę piwa i opróżnił ją kilkoma łykami.
-Dopóki oni nie wiedzą, że wyszedłem to nie.
- A co, jeśli się dowiedzą? Podejrzewam, że twoje długi nie uległy przedawnieniu.
- Nie twój zasrany interes. Nie masz prawa powiedzieć jej prawdy o tym, co się stało.
- Posłuchaj śmieciu - podniosła głos, odpychając się od parapetu. -Zmarnowałam dwa miesiące na to, żeby cię znaleźć. Nie pierdol mi teraz o tym do czego mam prawo, bo równie dobrze mogłabym cię tu i teraz sprzątnąć a twojej córeczce powiedzieć, że znalazłam cię zaćpanego na śmierć w jakiejś melinie.
- To ty mnie kurwa posłuchaj - zrobił dwa kroki w jej stronę - Jeśli cokolwiek jej powiesz, to zdradzę jej kilka ciekawostek na twój temat. Zastanawiasz się pewnie o co chodzi, hm? - coraz bardziej przybliżał się do kobiety, a ona zachowywała kamienną twarz- Również znam prawdę, która sprawi, że ta wasza umowa nie będzie obowiązywać, a jeśli Emma, odziedziczyła mój charakter, to gwarantuję, że na wymianie zdań się nie skończy. Doskonale wiem co zrobiłaś... Mamo...
W jednej chwili ciało Reginy spięło się do takiego stopnia, że na kilka sekund przestała oddychać.
- Jeszcze raz tak do mnie powiedz, a rozpierdolę ci głowę o każdy kant, jaki tu znajdę - wycedziła przez zęby i z całych sił powstrzymywała się, żeby nie wcielić groźby w życie.
Zielonooki uśmiechnął się szeroko.
- Chętnie spotkam się z córką, ale musimy zawrzeć pokój. Siedzę cicho, dopóki ty niczego nie piśniesz. Inaczej postaram się, żeby wszyscy dowiedzieli się prawdy o tobie. Może z telewizji?
- Jesteś tak samo obrzydliwy jak wcześniej, albo nawet gorszy - rzuciła patrząc mu w oczy i wyszła, trzaskając wątpliwej jakości drzwiami.
CZYTASZ
MISINTERPRET
RomanceUwaga: Opowiadanie zawiera sceny przemocy i mocny język. "- Kim ty, kurwa, jesteś i co robisz w moim banku?" Plan był prosty: wejść, zgarnąć kasę, zniknąć. Nie przewidziała, że ktoś inny wpadnie na ten sam pomysł... dokładnie w tej samej minucie. Je...
