Luty minął względnie szybko. Marzec zaczął się ulewnymi deszczami, a teraz kończył się słonecznymi, choć trochę chłodnymi, coraz dłuższymi dniami. A jeśli kończył się marzec było to równoznaczne ze zbliżającymi się urodzinami Rogacza. W międzyczasie odbyły się też urodziny Dor, a potem Remusa. Oczywiście na obie te uroczystości zostały zorganizowane wielkie balangi. Na jednej z nich Ann i Syriusz znowu się obmacywali, a teraz Nan unika go jeszcze bardziej niż wcześniej. Z kolei mój stuknięty braciszek stara ją do siebie przekonać za wszelką cenę. Nie wiem, co znowu wymyślił i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Dorcas jak zwykle łazi na te wszystkie randki i stara się znaleźć "wielką, prawdziwą miłość ". Niestety nie przynosi to oczekiwanych skutków, przez co Dor jest bliska załamania nerwowego. Peter z kolei ostatnio zrobił się jakoś dziwnie tajemniczy. Ciągle gdzieś znika, unika naszego towarzystwa, a jak już się pojawi, to prawie wcale się nie odzywa. I mówiąc szczerze, zaczynam się o niego martwić. Jeśli chodzi o mnie, to wszystko jest w porządku. Jeżdżę na różne akcje, ale nie tak często jakbym chciała. Przez ten czas zaprzyjaźniłam się z Damien'em i, o dziwo, również z Potterem. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że go lubię, ale jednak czegoś mi brakuje, tylko nie wiem czego. Nieważne. Ogólnie życie toczy się swoim rytmem. W szkole zaczyna robić się coraz goręcej i mówię tutaj o nauce. Zbliża się, powoli, ale jednak, koniec roku szkolnego, a przed nami ostatnia klasa. Już teraz czujemy presję związaną z końcowymi egzaminami, z Owutemami, z wyborem przyszłego zawodu i tak dalej. W tajemnicy mogę wam zdradzić, o czym myśli nasza grupka. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy mieć czwórkę aurorów, czyli mnie, James'a, Syriusza i Remusa, magizoologa, czyli Ann, Dorcas chciałaby być uzdrowicielką, a Peter z tego co wiem chce zostać cukiernikiem. Ciekawe tylko co z tych planów wyniknie.
Dzisiaj był 25 marzec, czyli piątek. Właśnie staliśmy w kolejce do doradcy zawodowego, dzięki czemu nie mieliśmy dziś lekcji. Gadałam z Seth'em o jakiś pierdołach, podczas gdy Huncwoci razem z Ann gdzieś zniknęli, a Dorcas była właśnie w gabinecie. Jeśli chodzi o orientację Seth'a, to rzeczywiście był gejem. Rozmawiałam z nim zaraz po Walentynkach i powiedział całą prawdę.
- To co, kim chcesz zostać? - zapytałam go opierając się plecami o ścianę i zakładając ręce na piersi.
- Um... Chciałbym pracować w ministerstwie, w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, a ty?
- Ja chcę zostać aurorem, bo wiesz... - nie dane mi było jednak dokończyć, ponieważ z gabinetu wyszła Dorcas, a ja zostałam wezwana do środka.
Niepewnie weszłam do pomieszczenia, a od progu przywitał mnie zachrypnięty głos kobiety.
- Imię i nazwisko? - zapytała nie podnosząc głowy znad pergaminów, na których coś zawzięcie pisała.
- Lily Evans - odpowiedziałam przestępując z nogi na nogą i rozglądając się po gabinecie.
- Och, usiądź - spojrzała na mnie i zaśmiała się - Przepraszam, że tak cię przywitałam, ale musiałam dokończyć pisać preferencje Dorcas. Nazywam się Florence Hopkins.
Florence była miłą kobietą w średnim wieku. Miała brązowe włosy ścięte do ramion i ciepłe, piwne oczy.
- A więc Lily - zaczęła - Co chciałabyś robić w przyszłości?
- Zostać aurorem.
- Och, odważnie. A czemu?
- Ponieważ chciałabym zwalczać zło jakie sieją wszyscy czarnoksiężnicy i ich poplecznicy. Wie pani, czasami już nie mogę siedzieć i patrzeć na to wszystko. Chciałabym coś zmienić.
- Rozumiem. A jakie przedmioty w zeszłym roku wybrałaś i co wyszło ci z poprzedniej rozmowy?
- Obronę przed Czarną Magią, Zielarstwo, Eliksiry, Zaklęcia, Transmutację, Starożytne Runy i Numerologię.
CZYTASZ
Never say never... | Jily
FanficZwykła historia. Ale czy na pewno? Jest sobie ruda, często zdenerwowana, pyskata Lily, wraz z nierozłącznymi przyjaciółkami; Dorcas, pięknością, zmieniającą chłopaków jak rękawiczki i Ann, szaloną, optymistycznie nastawioną do życia dziewczyną. Są t...
