13. Wizyta.

221 28 1
                                        

Miałam wrażenie, że serce podskoczyło mi do gardła i wywinęło salto. W głowie poczułam ucisk, zaczęłam szybciej oddychać.

Problemy były nieuniknione.

– Ja... Przepraszam, ale... Skąd w ogóle to masz, mamo?

Laura spiorunowała mnie wzrokiem, ale zanim mi odpowiedziała, wzięła głęboki wdech.

– Czy powinnam wiedzieć coś jeszcze poza tym, co przeczytałam?

– Odnośnie czego, mamusiu? – Siląc się na uprzejmości i zdrobnienia, jeszcze bardziej ją denerwowałam, ale wiedziałam, że muszę zachowywać pozory spokoju i stłumić panikę, choć pilnie potrzebowałam pomocy.

Najspokojniej, jak tylko umiała, Laura zapytała:

– Jakie jeszcze sekrety może mieć przede mną moja jedyna córka, skoro umknęło mi coś tak ważnego?

Była tylko jedna rzecz, do której nie doszłam, pisząc pamiętnik.

– Chodzę z Andreasem.

Mama była tak zaskoczona, że zeszyt wysunął jej się z ręki i upadł na podłogę. Zastygła w bezruchu patrząc na mnie szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, podczas gdy ja schyliłam się po pamiętnik. Ogarnęła mnie ulga, kiedy znów trzymałam go w ręce.

– To przecudownie! – zawołała nagle, zrywając się z kanapy. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, objęła mnie i mocno przytuliła. Przez chwilę nie mogłam złapać oddechu.

– Zaraz. Mnie. Udusisz – wyszeptałam, a wtedy Laura odsunęła się. Uśmiech wciąż gościł na jej twarzy, chociaż ledwie chwilę wcześniej wyglądała, jakby chciała zamknąć mnie w ciemnej piwnicy i nie wypuszczać do końca życia.

Usiadłyśmy obie na kanapie. Laura swobodnie założyła nogę na nogę, położyła łokieć na oparciu i popijała kawę, czekając aż coś powiem. Tymczasem ja siedziałam nienagannie prosto, przyciskając pamiętnik do kolan. Serce łopotało jak koliber zamknięty w klatce, a dłonie drżały, nawet kiedy je splotłam.

– Więc – zaczęła Laura – od jak dawna ze sobą jesteście?

Zamrugałam zdezorientowana, ale odpowiedziałam:

– Od niedzieli.

– Trzy dni! Fajnie, choć dziwię się, że nie dłużej. Andreas jest taki mądry, ułożony, grzeczny i nie zadaje się z hołotą.

Przez „hołotę" rozumiała większość chłopaków w moim wieku, głównie tych ze szkoły prywatnej.

– Tak, ale...

– Co? Był dla ciebie niemiły?

Wzniosłam oczy do sufitu. Miałam wrażenie, że Laura postradała rozum.

– Nie o to chodzi.

– A o co?

– O ciebie – powiedziałam. – Co się z tobą dzieje? Jak tylko weszłam do domu, nawet mnie nie przywitałaś, za to przeglądałaś mój pamiętnik, czego nie powinnaś robić. Byłaś zła, a kiedy tylko powiedziałam coś innego, nagle się zmieniłaś, jakbym pstryknęła palcami. A poza tym, czemu wróciłaś wcześniej z pracy?

Laura westchnęła, odstawiła kubek kawy i spojrzała mi prosto w oczy.

– Po pierwsze, dzień dobry, kochanie. Po drugie, szef pozwolił mi wrócić do domu wcześniej po tym, jak prawie zemdlałam.

– Dlaczego? – spytałam przestraszona.

– Zapomniałam zjeść śniadania. – Chciałam zapytać, czy zaspała, ale nie dała mi dojść do słowa. – A ponadto, wcale nie jestem zła, co najwyżej zawiedziona tym, że mnie okłamałaś. Gdybyś powiedziała, że wybierasz się na zamek zamiast na nocowanie u Melanie, nie widziałabym w tym żadnego problemu.

Ja i FrankieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz