14

8.6K 353 53
                                        

*Kara

Kiedy się obudziłam zobaczyłam koło mnie na krześle śpiącego mojego porywacza. Co on tutaj robił i dlaczego śpi na krześle?

Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu i zobaczyłam, że wszystkie ściany są białe. Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię?

Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, że jestem w szpitalu, ale dlaczego?

Nic z tego nie rozumiałam. Miałam tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

Popatrzyłam na mojego porywacza. Miał kilkudniowy zarost. Jego twarz wyglądała na bardzo zmęczoną. Spał tak spokojnie, że mogłabym teraz wyjść z tąd i uciec, a on nawet by tego od razu nie zobaczył. Ale nie mogłam tego zrobić. Dlaczego? Sama nie wiem.

Pomimo tego, że wcześniej uciekałam teraz chyba nie mogłam tego zrobić. Co się ze mną dzieje? Nie powinnam tak myśleć.

Te niespokojne myśli spowodowały, że zaczęłam się wiercić. Przez co obudziłam mojego porywacza. Dziwne, że jeszcze nie poznałam jego imienia tylko muszę nazywać go porywaczem.

-obudziłaś się- powiedział z ulgą, w jego oczach można było dostrzec troskę i wielkie szczęście

-a ile spałam?- zapytałam zachrypniętym głosem, miałam strasznie sucho w gardle

-prawie tydzień- powiedział, a mnie zamurowało

Spałam prawie tydzień. W ogóle dlaczego jestem w szpitalu? Pamiętam... o Boże! Przecież ja miałam wypadek!

-czy wszystko ze mną w porządku?- zapytałam z lekkim wahaniem

Nie odpowiedział, tylko popatrzył się na mnie smutnym wzrokiem.

-Odpowiedz!- krzyknęłam, chciałam wiedzieć co ten wypadek mi zrobił, a jego milczenie jeszcze bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie jest dobrze

Nagle do pokoju wszedł lekarz.

-dzień dobry, widzę że się już pani obudziła to bardzo dobrze, pani narzeczony wszystko już pani powiedział?- zapytał

-narzeczony? n-nie - powiedziałam rozumiejąc chyba co mój porywacz zrobił

-a więc ja muszę to zrobić. W wyniku wypadku straciła pani czucie w nogach i niestety będzie pani musiała jeździć na wózku. Ale nie jest wszystko stracone, czucie może powrócić i pani może na nowo stanąć na nogi, ale żeby tak było trzeba chodzić na rehabilitacje...- mówił dalej, ale ja go już nie słuchałam

Jestem kaleką. Będę jeździła na wózku inwalidzkim. Przecież ja nie dam sobie rady. Najprostszych czynności nie będę mogła zrobić. Dlaczego to mnie spotkało? Dlaczego? Zaczęłam płakać.

Nagle znalazłam się w ramionach mojego porywacza.

-shh spokojnie poradzimy sobie zobaczysz-powiedział, ale jego słowa do mnie nie docierały

-przepraszam- usłyszałam nagle

-za co? -zapytałam

-ten wypadek nie powinien mieć miejsca i przeze mnie wjechałaś w tą ciężarówkę, gdybym na ciebie nie krzyczał...- powiedział ze smutkiem i ułożył głowę w zagłębieniu mojej szyji.

-gdybyś mnie wypuścił ja bym tutaj nie leżała i nie przejmowała się tym, że nie będę mogła chodzić do końca życia- powiedziałam ze złością

Jakby nie patrzeć to jest trochę jego wina. I ja nie zamierzam od tak powiedzieć, że tak nie jest.

-wyjdź z tąd, chcę zostać sama- powiedziałam wyrywając się z jego ramion

On nic nie mówił, tylko po prostu wyszedł. Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami chciałam się podnieść i podejść do okna, ale nie mogłam ruszyć nogami. Byłam kaleką. I nie potrafię się z tym pogodzić.

Łzy ciągle płynęły mi po policzkach. Nie potrafiłam się uspokoić. Jak ja sobie teraz poradzę?

Nie mam rodziny, żeby mi pomogła. Nie mam pieniędzy na rehabilitacje. Nie mam siły.

Mam jedynie porywacza, który nawet mi nie powiedział jak ma na imię...


...............................................

I jak wam się podoba?

No to Kara została kaleką. Czy kiedykolwiek stanie na nogi? No nie wiem.

Na pewno jej porywacz bez imienia będzie jej pomagał.

Wybaczcie za tak ddddłłłłłłłuuuuuggggggąąąąąą nie obecność, ale nie miałam czasu, żeby napisać rozdział. Mam nadzieje, że co jak co wam się podoba.

I proszę nie zabijajcie mnie jeszcze. Nie chcę umierać jeszcze. :)

Do następnego :D

PorwanieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz