Nie wróciłem do Londynu. Chodziłem po Horly mając małą nadzieje, że jednak zastanę tu Zayn'a. Liam wrócił do Londynu i powiedział, że jakbym chciał wróć, mam do niego zadzwonić. Parę godzin chodzenia po Horly opłaciło się. Znalazłem się na starym skate parku i z daleka zobaczyłem dwóch chłopaków. Podszedłem bliżej i zobaczyłem jak Zayn siedzi na ziemi i pali papierosa, a Louis jeździ an deskorolce na starych rampach. Ta dwójka niesamowicie się różniła, a i tak trzymali się razem. Nawet w ich ubiorze wszystko się różniło. Zayn był typowym bad boy'em, a Louis typowym luzakiem. Ten drugi miał na sobie czerwoną bluzę, dresy i buty firmy adidas, a Zayn czarne spodnie, brązową, skórzaną kurtkę i ciężkie czarne buty.
- Znowu Ty?! - krzyknął Louis i zszedł z deskorolki. Zayn wstał z ziemi i zaciągnął się ostatni raz papierosem, po czym wyrzucił go na ziemię i zdeptał. - Czego tu szukasz?
- Zayn, musisz mi opowiedzieć wszystko co wiesz o swojej byłej dziewczynie. - zwróciłem się do już czarnowłosego.
- Której? - zaśmiał się. - Było już całkiem sporo.
- Kira Fields, mówi Ci to coś? - spytałem.
- Niezła laska, ale chyba nie w Pana typie. - odezwał się brat Mercy.
- Dobra, odpowiem na kilka pytań. - westchnął. - Ale zabawimy się. - uśmiechnął się.
- Jak? - zmarszczyłem brwi.
- Zadasz mi dokładnie pięć pytań, nie więcej. - uśmiechnął się złośliwie.
- Nie będę się z Tobą bawił. - syknąłem.
- Nie bawisz się, nie masz odpowiedzi. - powiedział z małym uśmiechem.
- Dobra. - westchnąłem. - Jak długo ją znasz? - spytałem.
- Dwa, może trzy lata. - wzruszył ramionami.
- Współpracowałeś z nią w sprzedaży narkotyków? - zadałem kolejne pytanie.
- Raz może dwa razy mi się zdarzyło. - powiedział. - Jeszcze trzy pytania, oficerze.
- Może mieć coś wspólnego z Dangerous? - spytałem.
- Nie. - odparł.
- Dlaczego?
- Jest na to za grzeczna. Dla niej sprzedaż narkotyków było wyzwaniem, a co dopiero morderstwa. - powiedział. - Jeszcze jedno pytanie, wykorzystaj je dobrze. - odparł. Musiałem się zastanowić, nie mogłem popełnić błędu.
- Masz coś wspólnego z Dangerous? - odezwałem się w końcu.
- Nie, wiem tylko jaki jest jej pseudonim, to wszystko. - powiedział. - Koniec pytań, było miło. - uśmiechnął się.
- Ta, dzięki. - mruknąłem. Odwróciłem się i odszedłem od tej dwójki. Wyszedłem ze skate parku i ruszyłem po dom Mercy. Zadzwoniłem do Liam'a, by po mnie przyjechał. Nie miałem już tu czego szukać, choć wiedziałem, że pojawię się jeszcze tu nie raz. Stanąłem nie daleko domu Mercy i czekałem na mojego przyjaciela, a w głowie przetwarzałem zeznania Zayn'a. Usłyszałem nagle trzask drzwi i cichy szloch. Wychyliłem lekko głowę i zobaczyłem zapłakaną Mercy. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła do kogoś.
- Lou, proszę przyjdź do domu...on znowu... - wybuchnęła płaczem. Rozłączyła się i zaczęła rozglądać po ulicy.
- Mercy. - odezwałem się, a ona przestraszona odskoczyła w bok.
- Nie strasz mnie tak. - powiedziała.
- Co się stało? - spytałem.
- Nic. - warknęła.
- Gdyby to nie było nic, nie płakałabyś ani nie dzwoniła do swojego brata. - powiedziałem.
- To prywatne sprawy, nie przejmuj się. - machnęła ręką.
- Mers. - złapałem ją za rękę, a ona syknęła i wyrwała się. Znów ją złapałem i podwinąłem jej rękach. Ręka od łokcia do nadgarstka była cała fioletowa. - Możesz ruszać ręką? - spytałem, a ona przytaknęła głową. - Musi to zobaczyć lekarz.
- Nie, to nic takiego. - powiedziała szybko.
- Nic takiego? To jest stłuczenie, nie możesz tego ignorować.
- Przewróciłam się, okej? To nie pierwszy raz, nic mi nie jest. - powiedziała i wyrwała rękę z moje uścisku. Poprawiła rękach i schowała dłonie do kieszeni bluzy. - Nie musisz się przejmować, naprawdę. - dodała. Coś było nie tak. Już drugi raz widziałem u niej rany, a do tego jej ojciec, którego znów widziałem pijanego, płakała i dzwoniła do brata.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć, jestem policjantem i....
- Nic się nie dzieje, Niall. To nasze sprawy i sami sobie z nimi poradzimy. - przerwała mi.
- Mercy, już jestem. - obok niej pojawił się Louis. Spojrzał na mnie i zmierzył mnie wzrokiem. - Mógłbyś przestać męczyć moją siostrę? - spytał.
- Tylko rozmawialiśmy. - powiedziała Mercy. Brunet zmrużył oczy, po czym rzucił się biegiem w stronę domu. - Idź już. - spojrzała na mnie.
- Będę stawiał na swoim, Mers.
- Boże, Niall. Nic się nie dzieje, tak? Jak mam Ci to udowodnić?
- Zaprowadź mnie do domu. - odpowiedziałem szybko. Dziewczyna spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
- N-nie mogę. - zająkała się.
- Teraz już wiem, że jest coś nie tak. - powiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi.
- Niall, stój. - złapała mnie za rękę, ale ja się nie zatrzymałem. Wszedłem do środka i skręciłem w prawo. Znalazłem się w salonie, gdzie był Louis i ich ojciec. Mężczyzna spał na kanapie, a Louis przykrywał go właśnie kocem. - Widzisz, wszystko jest dobrze. - szepnęła. Odwróciłem się i w jej oczach zobaczyłem ulgę. Musiałem jej pomóc, tylko jak? Nie chciała mojej pomocy i nie wiedziałem do czego jest zdolny ich ojciec. To ewidentnie jego wina, a ona nie chcę się do tego przyznać. Wyszedłem z jej domu i stanąłem na chodniku. Musiałem jeszcze zaczekać na Liam'a, więc i tak nie miałem nic lepszego do roboty, jak stanie na tym głupim chodniku. Poczułem wibracje telefonu i westchnąłem ciężko. Odblokowałem urządzenie i przeczytałem wiadomość.
Od Nieznany: przestań węszyć, inaczej jej się coś stanie - DW xx
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.