2.

8.7K 383 75
                                    

Stałam na środku samochodowego parkingu przed budynkiem, jednego z liceów na Starym Mieście. Bryły roztopionego śniegu chrząsciły pod stopami, a lodowate powietrze wdzierało się zdradziecko do ust z każdym zaciągnieciem papierosa. Z rezygnacją spojrzałam w ciemne niebo, a delikatne płatki śniegu, subtelnie upiększały czarny płaszcz, tworząc na nim zimowy krajobraz. Rozejrzałam się po zaśnieżonym postoju, na którym wciąż mimo późnej pory stało kilkanaście aut. Większość z nich musiała tutaj przyjechać całkiem niedawno, inne zaś - sądząc po ilości śniegu na maskach stała juz kilka godzin.

- Na psa urok - powiedziałam cicho, kolejny raz wpatrując się w główną bramę i obserwując wjeżdżające auto - tupnęłam nogą, otrzepując but ze śniegu i gasząc papierosa - Frajer - dokończyłam złowieszczo, poprawiając czapkę i ruszając w kierunku przystanku autobusowego.

- Co powiedziałaś ? - usłyszałam zza pleców i na pięcie, odwróciłam się w kierunku rozbawionego Michała.
Siedział na wózku inwalidzkim,  a ręce trzymał na skośnych kołach. Był ubrany w niebieską puchową kurtkę, która dodawała mu kilka dodatkowych kilogramów i czapkę, która niesfornie się osunęła na wysokie czoło.

- Frajer - powtórzyłam z uśmiechem, schylajac się i delikatnie całując poczerwieniały od mrozu policzek.

- Daj frajerowi szansę - prosił żartem, składając ręce jak do modlitwy.

- Zapomnij - przerwałam twardo wciąż patrząc w jego ciemne oczy, a w myślach podziwiając długie rzęsy.

- Na kalekę się obrazisz? - żartował spoglądając na podwiniętą pod kolano, nogawkę spodni.. - Ej no weź ! - krzyczał, kiedy powolnym krokiem zmierzałam ku głównej bramie. - Zrewanzuje się! Kupie Ci czekoladę! - dokończył z desperacją w głosie.

- Zrobisz mi kolację - powiedziałam,  chwytając rączki wózka i mocno pchając go do przodu.
Odwrócił się zaskoczony, jakby chciał coś powiedzieć, jednak nim zdążył otworzyć  usta, przerwałam mu:

- To mój warunek - a widząc malujące się na jego twarzy zdumienie, dodałam - No, co? Jest glodna - i znacząco poklepałam się po brzuchu.

Z trudem wprowadziłam wózek na szkolny podjazd. Powierzchnia była oblodzona,  a kozaki na wysokiej szpilce,  slizgały się razem z cienkmi kołami wózka.

- Nieźle Ci poszło - powiedział z uznaniem,  kiedy otworzyłam stare frontowe drzwi, a przytrzymując ciałem jedno skrzydło, wepchnęłam wózek do środka.

-Jasne - odparłam pchając wózek przez szeroki korytarz i podziwiając ściany,  na których roiło się od tablic upamiętniajacych absolwentów liceum. - Prawie nas zabiłam. Dokąd teraz? - zapytałam gwałtownie zatrzymując się przed szklanym przejściem w inne skrzydło budynku.

- Sala gimnastyczna jest za tymi drzwiami - wskazał na wejście - po lewej stronie.
Spojrzałam na tabliczkę ewakuacyjną i rozpięłam czarny płaszcz,  przewieszając go przez oparcie wózka. Wąskim i zaciniomym korytarzem ruszyłam w kierunku sali gimnastycznej, z której dochodziły wrzaski i gwizdy.

- Co będziemy tutaj robić? - spytałam zatrzymując gwałtownie wózek przed wejściem.

- Zabrałem Cię na mecz - powiedział z satysfakcją, a na twarzy znów zauważyłam charakterystyczne dołeczki i lekko popchnął mnie w kierunku sali - Jesteś dziewczyną zawodnika numer jedenaście - powiedział z uśmiechem - to na wypadek, gdybyś nie znała mojego nazwiska - dodał i odjechał w nieznanym mi kierunku.
Weszłam na salę pełna ludzi i wrzasków, chociaż mecz jeszcze się nie zaczął. Trybuny otaczały całe boisko, a na parkiecie były położne jasne deski. Całość dopełniły czerwone kosze do gry. W tłumie dostrzegłam kilka wolnych miejsc na jednej z bocznych trybun i przeciskając się wśród wesołych i rozgadanych kibiców, zajęłam miejsce. Wyciągłam z torebki telefon, kiedy zawodnicy wyjechali na boisko. Dopiero po dłuższej chwili wpatrywania się w grupę koszykarzy na wózkach,  zauważyłam Michała.  Ubrany był w szare dresowe spodnie i białą bokserkę,  spod której na klatce piersiowej delikatnie przebijał ciemny tatuaż. Mężczyźni chwilę rozmawiali o czymś na parkiecie, gestykulując, a jeden z nich ręką wskazywał na przeciwników,  którzy stali przy przeciwnym koszu. W końcu sędzia odgwizdał początek meczu. Całą uwagę skupiam na brunecie. Jego ruchy były płynne i szybkie. Miał kilka dobrych podań, z których jedno skończyło się punktami. Byłam zachwycona jego siłą walki, determinacją.  Na boisku nie przypominał, zagubionego chłopaka z restauracji. Był pewny siebie, a w walce o piłkę bezwzględny. Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy mecz się zakończył,  a drużyna Michała odniosła zwycięstwo. Kibice - w większości rodziny, zaczęły się rozchodzić,  a ja chcąc przeczekać tłum przy drzwiach, wyciągłam z torebki telefon.

Wszystko w porządku - brzmiała wiadomość od Luizy.

- Tutaj się ukrywasz - powiedział Michał, przecierając ręką spocone czoło, a ja aż prawie podskoczyłam na krześle z zaskoczenia.

- Wystraszyłeś mnie - mówiłam chowając telefon i spoglądając na tatuaż,  którego wciąż nie mogłam dostrzec.

- Musisz mieć coś na sumieniu - żartował spoglądając na moją torebkę. - Wciąż głodna?

- Późno już - spojrzałam na wiszący nad wejściem zegar. - Jutro mam ciężki dzień - westchnęłam ubierając płaszcz. - Rozumiesz?

- Tak - westchnął z rezygnacją w głosie. - Przyjechałaś autobusem? - zapytał nagle ożywiony,  kiedy zmierzaliśmy do wyjścia z sali.

- Tak.

- Zatem pozwól,  że Cię odwiozę. Nie chciałbym, żebyś wracała sama po nocy - dodał z czarującym uśmiechem,  a ja nie miałam odwagi mówić mu, że nasza umowa nie powinna się opierać na innych fundamentach niż seks.

- Dobrze - odparłam z nikłym uśmiechem.

- Poczekaj tutaj - wskazał na ławkę, tuż przy szatni - zaraz będę.
I zniknął za drzwiami. Posłusznie więc usiadłam i z nudów zaczęłam czytać wiszące na ścianie dyplomy i wyróżnienia.
Nie chciałam podsłuchiwać,  jednak kiedy byłam tuż przy wejściu do szatni, usłyszałam urywki rozmowy, którym towarzyszył gromki śmiech.

- I tak Pogodzinski nie zamoczysz - powiedział, jeden z zawodników, rzucając czymś lekkim w kierunku drzwi.

- Racja - dodał inny - Ona...
Niewiele myśląc weszłam do środka. Michał był przy drzwiach i próbował założyć kurtkę. Wszyscy spojrzeli na mnie i w pomieszczeniu zapadła cisza. Podniosłam z podłogi,  opakowanie prezerwatyw i śmiało rzuciłam w kierunku blondyna, który teraz zastygł w bezruchu, podobnie jak reszta.

- Chodź. .kochanie - mówiłam chwytając wózek i manewrując nim w kierunku wyjścia. - Michał lubi kończyć w ustach -dokończyłam zamykając z hukiem drzwi.

Byłam zła. Zdenerwowana. Michał chyba tez był zły,  bo cała drogę milczał. Odezwał się dopiero na parkingu.

- Dokąd Cię zawieźć ?- zapytał chłodno, odpalając silnik.

- Wrzosowa - odpowiedziałam równie chłodno, zapinając pasy.
Włączył radio. Droga mijała nam w nieznośnej ciszy, a ja zamiast spróbować nawiązać rozmowę, liczyłam mijane uliczne lampy.

- Dziękuję - odezwał się prawie niesłyszalnie,  zatrzymując auto tuż przed moim blokiem.

- Przepraszam - powiedziałam równie cicho, odwracając się w jego kierunku.
Dopiero teraz zauważyłam jego delikatny uśmiech i pierwsze zmarszczki wokół oczu. - Nie powinnam była - położyłam dłoń na jego chłodnej dłoni.

- Daj spokój - przerwał i przysunął się jeszcze bliżej. - Dziękuję - powtórzył i pogładził moją twarz, wierzchem swojej ręki.

- Masz ładne dłonie - powiedziałam patrząc na wciąż pieszczące mnie dłonie.

- A ty usta - i nim zdążyłam zareagować, Michał mnie pocałował.

- Nie możemy tak - zaprotestowałam, kiedy jego ruchy zaczęły być coraz bardziej śmiałe, a jego język wędrował po dekolcie, rozpiętej bluzki.

- Nie możemy - odpowiedział przekornie, wciąż całując moją szyję i zasysając delikatnie płatek ucha - skończę zanim zacznę - dodał z filuternym uśmiechem, odsuwając się ode mnie, a wierzchem dłoni, przecierał zaczerwieniałe usta.

- Do zobaczenia - odpowiedziałam wysiadając w pośpiechu z auta.

Drżącymi rękami wystukałam kod domofonu i weszłam do środka. Szukałam kluczy w kieszeni, gdy podświetlił się ekran telefonu. W wiadomości tekstowej od Michała, było zdjęcie tatuażu okraszone komentarzem: " Wiem, że chciałaś zobaczyć ". Uśmiechnęłam się szeroko, do wytatuowanej klatki piersiowej. Chciałam schować telefon, jednak na ekranie pojawiła się kolejna wiadomość:

-  Chcesz zobaczyć na żywo? -  i nim w myślach zaczęłam analizować wszystkie za i przeciw - wybiegłam z klatki..

W połowie drogi do szczęściaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz