rozdział 111

6.9K 410 210
                                        




Jimin miał rację. Miałem wrócić niedługo, a wpadłem do mieszkania po północy. Szybko zdjąłem buty i kurtkę, rzucając to wszystko byle gdzie. Musiałem sprawdzić czy wciąż tu jest. Rozejrzałem się po wszystkich pomieszczaniach, na końcu dopiero wpadając do sypialni, gdzie na moje szczęście - spał młodszy. Wskoczyłem na łóżko, od razu przytulając się do jego pleców.

- Idź spać na kanapie, nie chce cię tu. - mruknął, odsuwając się ode mnie.

- Nie pójdę. - zaśmiałem się, znów przybliżając do chłopaka.

- Więc ja pójdę. - podniósł się do siadu, obdarowując mnie morderczym spojrzeniem. Może, gdyby nie to, że był zaspany i skupiałem całą swoją uwagę na tym, jak uroczo wygląda, przestraszyłbym się.

Wstałem za nim i chwyciłem jego nadgarstek. I mimo, że próbował się wyrwać, a nawet zaczął bić mnie poduszką, którą trzymał w drugiej dłoni, to i tak udało mi się przyciągnąć go do uścisku.

- Tylko dlatego, że jestem zmęczony. - oparł głowę o moją klatkę piersiową, po chwili lekko uderzając w nią piąstką.

- Bardzo bardzo?

- A co? Nie, nie będziemy teraz uprawiać seksu na zgodę. Nawet o tym nie myśl. Wciąż jestem zły i wciąż planuję wyprowadzkę.

- Nie o to mi chodzi - prychnąłem. - Do tego przejdziemy trochę później. Ubierz się, a ja zaczekam przy drzwiach. - przeczesałem kosmyki jego włosów i złożyłem pocałunek na jego czole. - Masz pięć minut albo ci z tym pomogę.

- Yoongi, nie chcę nigdzie wychodzić.

- Zaufaj mi. Chcę ci wszystko wyjaśnić.

- Nie możesz zaczekać do rana?

- Nie, Jimin. Ubieraj się. - odsunąłem się i po poklepaniu go po plecach, opuściłem sypialnie. Tak jak wcześniej zapowiadałem, skierowałem się do przedpokoju, gdzie założyłem ponownie kurtkę i buty. Właściwie nie wiem, po co to ściągałem.

Bawiłem się sznurkami od kaptura, mając ochotę iść po Parka, bo zajmowało mu to już więcej niż pięć minut, ale wtedy wyszedł z naszego pokoju w dresach i za dużej na niego bluzie, która oczywiście kiedyś należała do mnie. Bez słowa narzucił na siebie kurtkę i zawiązał sprawnie sznurowadła tenisówek.

- Musimy? Na dworze jest pewnie chłodno i... ja chce spać. - zapytał cicho, gdy złapałem jego dłoń. Pokiwałem twierdząco głową, otwierając drzwi i przepuszczając go pierwszego. Nie chciałem, by przypadkiem po moim wyjściu zamknął je i uciekł z powrotem do łóżka. Już i tak zmieniłem całkowicie moje plany na niespodziankę skoro był tak niecierpliwy.

Po wyjściu na dwór zarzuciłem na siebie kaptur, a nasze splecione dłonie schowałem do swojej kieszeni. Jimin wciąż wyglądał jakby miał zasnąć na stojąco. Ale nie mogłem odpuścić, nie teraz, gdy męczyłem się z zawieszeniem pieprzonych światełek na drzewie. Oh Boże, spraw, by nikt przypadkiem się nimi nie zainteresował i ich nie zerwał. Niby jest późno, ale to w końcu piątek. Przez całą drogę oczywiście musiałem wysłuchiwać narzekania ukochanego o tym, jak bardzo wolałby zostać w łóżku pod ciepłą kołdrą, a nie szwendać się po północy po mieście. Ale za każdym razem całowałem jego policzek i zamykał się na jakieś trzy minuty. Chociaż coś.

- Yoongi, jak daleko jeszcze będziemy iść?

- Już prawie jesteśmy. Nie wiem, jak możesz nie kojarzyć tej drogi.

- A dlaczego miałbym? Prowadzisz mnie gdzieś, nie wiadomo gdzie, późno w nocy. Jest ciemno, a ja wciąż ledwo kontaktuję. Daj mi spokój, bo odnajdę w sobie siłę i skopię ci dupę, obiecuję.

joke || yoonminOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz