***
Leżę właśnie już w łóżku gotowa do snu lecz jak narazie coś mi nie wychodzi to spanie.
Z Ryanem skończyło się na tym, że pokazałam mu kilka zdjęć z albumu i opowiedziałam kilka histori z dzieciństwa. On też opowiedział mi co nieco o swoim bracie i rodzicach. Powiedział, że jak będziemy w LA to możliwe, że go tam spotkamy. I tak moja mama i rodzice zgodzili się na ten wyjazd. Może dlatego, że wypili za dużo wina, ale w to już nie wnikam. Ważne, że się zgodzili. Tak? Wyjeżdżamy już za tydzień, bo jak się okazuje, Ryan wraz z drużyną w podobnym czasie grają tam mecz. Zaproponowałam Katie aby z nami pojechała, a ta zaczęła piszczeć ze szczęścia. Powiedziałam jej, że może ze soboą zabrać jakiegoś chłopka. A i Kate już nie jest z Lucasem. Na szczęście przejrzała na oczy. Ryan także zaprosił swojego przyjaciela Leo jak dobrze słyszałam też z jakaś dziewczyną. Myślę, że to będzie wspaniały wyjazd. Nie mogę się go doczekać.
W penjej chwili po tych rozmyślaniach udało mi się zasnąć. Dzięki Bogu bo jeszcze chwila a bym zwariowała. Nic mi się nie śniło. Chociaż miałam małą nadzieję, że przyśni mi się Ryan. Niestety to się nie wydarzyło.
***
Rano gdy się obudziłam byłam w bardzo dobrym humorze. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Poszłam pod prysznic, umyłem zęby i rozczesałam włosy. Zrobiłam lekki makijaż w postaci pomalowania rzęs.
Zeszłam na dół i odrazu podeszłam do lodówki i ją otworzyłam. Nic tam nie było więc ją szybko zamknęłam. Na drzwiach zobaczyłam karteczkę.
,,Pojechaliśmy z Jasonem do sklepu z meblami. Selena pojechała do koleżanki. Zrób proszę zakupy. My niedługo wrócimy.
- mama"
No tak. No to nie mam już popołudnia. Te zakupy zajmą mi chyba z pół dnia. Czyli w sumie cały zważając na to, że jest 12:00. Dzięki mamo.
Poszłam na górę żeby ubrać się w coś bardziej odpowiedniego do sklepu niż dresy. Założyłam czarne rurki i białą przewiewną bluzkę. Do tego nałożyłam normalne czarno-białe vansy.
Wziąłam klucze zamknęłam dom i skierowałam się w stronę najbliższego marketu. Niestety to było jakieś 10 minut drogi z mojego domu, więc naprawdę nie wiem jak się zabiorę z tymi zakupami jak w domu nie ma nic do jedzenia. No trudno. Może dźwiganie tych zakupów zastąpi mi siłownię, na którą nie chodzę i chociaż trochę schudnę. Raz się żyje. Pomyślałam i ruszyłam szybciej w stronę sklepu bo zaraz zacznie się pora, w której wszyscy ludzie po pracy robią zakupy.
W sklepie nie było na szczęście tylu ludzi co mi dość ułatwiło zakupy. Wzięłam co potrzebne, no i oczywiście żelki i masa innych słodyczy, bo bez tego by się nie obeszło i skierowałam się w stronę kas. Jak tylko zapłaciłam, a kasjerka ze sztucznym uśmiechem powiedziała:
- Do widzenia, dziękujemy za zakupy i zapraszamy ponownie. - wyszłam ze sklepu z 4 papierowymi torbami. No to się wkopałam. Przecież ja tego nigdy nie doniosę do domu. Potrzebuje chyba cudu.
Trąbnięcie.
Jakiś samochód zatrzymuje się.
Okno powoli się otwiera.
Otworzyło się.
Widzę Joe.
- Cześć. Może cię gdzieś podwieźć - mówi i uśmiecha się ukazując mi szereg zdrwych i białych zębów.
- Nie, nie trzeba, dzięki - mówię jednocześnie niechcący upuszczając jedną z toreb na ziemie.
- Oj chyba trzeba - mówi. Wysiada zapiera ode mnie torby i zanosi je do bagażnika. Ja zbieram czwartą z nich wraz z zakupami walającymi się po ziemi. Ten odbiera kolejną torbę i wkłada ją tam gdzie inne. Otwarte mi drzwi z przodu oś strony pasażera i zachęca żebym wsiadła. Ja niepewnie robie to. Jadę z nim autem. Wyglądam przez okno i widzę wielu ludzi przechadzających się w pośpiechu po mieście. Teraz tak myśląc, nie doniosła bym tych zakupów. Brawo Joe. Nie świadomie zostałeś moim cudem.
***
Jestem już w domu. Chłopak pomógł mi wnieść zakupy do domu i uparł się, że pomoże mi je rozpakować. Joe co chwila się pytał co gdzie ma włożyć. A ja ciągle musiałam mu pokazywać palcem co gdzie ma miejsce. To było lekko wkurzające, ale starałam się podejść do tego z uśmiechem.
- A to gdzie? - po chwili kolejny raz usłyszałam pytanie, które drażni moje uszy. Stanęłam do niego tyłem ze złością wypisaną na twarzy. Wymusiłem sztuczny uśmiech i odwróciłam się do niego.
- Do szafki nad blatem - powiedziałam odwracając się tyłem i zmieniłam spowrotem moją minę na taką, na jaką w tej sytuacji chyba każdy zareagował by złością.
- Wkurzam cię, co? - usłyszałam głos bruneta.
- Nie, no co ty - powiedziałam i odrazu tego żałowałam. Nawet na niego nie spojrzałam. Daisy zapisz się wreszcie na jakiś kurs aktorstwa.
- Jasne - usłyszałam przebiegły ton. - czyli nie obrazisz się jak jeszcze trochę u ciebie posiedzę. -
Odrazu stanęłam sztywno podnosząc się, ponieważ wypakowywałam rzeczy z torby na podłodze. No to się wkopałam.
- Wiesz co... - próbowałam się wytłumaczyć w jakiś sensowny sposób drapiąc się po głowie. Nic nie mówcie, ale to naprawdę pomaga. -...bo ja jeszcze muszę... - Daisy błagam wymyśl coś sensownego. Nie zbłaźń się. Dobra wiem co powiem. - ...wyjść z psem. - Boże co ja mówię. Przecież ja nie mam psa.
- Ty nie masz psa. - Joe uniósł brew i skrzyżował ręce.
- ... tia, bo... - No myśl. Myśl. Myśl. - ...psem sąsiadów - to się popisałam.
- Aha. No dobra. To ci nie przeszkadzam - powiedział brunet i już po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi.
Boże. Dlaczego ja jestem taka wredna dla niego. Może dlatego, że zranił twoją przyjaciółkę -moja podświadomość się odzywa.
No, ale ostatnio ci pomógł Daisy w starciu z twoim byłym. No i oczywiście te zakupy. Co ty zrobiłaś dziewczyno. Eliminujesz wszystkich dookoła siebie. Już niedługo zostaniesz sama.
Uwaga bardzo dziękuje za wszystkie wyświetlenia. Dobijemy do 500 ❤️❤️
CZYTASZ
The Hated Life
Historia CortaDaisy. 17 letnia dziewczyna , która przeprowadziła się do Kanady. W poprzedniej szkole była popularną nastolatką. W nowym miejscu bardzo się zmieniała. Czy przeprowadzka wyjdzie jej na dobre ? Czy znajdzie osobę której naprawdę zaufa ? #Książka dost...
