Ten rozdział również jest dedykowany dwóm osobą: Xyz206 i DramaQueen0209, obie miałyście podobne propozycje. Prześladowcy i w ogóle. Co prawda trochę zmieniłam, no ale fabuła musi się zgadzać XD dziękuję Wam bardzo <3
Pov. Elina
Było popołudnie, a my jeszcze nic nie znalazłyśmy. Nasze smoki w końcu nas znalazły i na szczęście przyniosły nam po parę ryb na osobę. Ze smakiem je zjadłyśmy i zabrałyśmy się do dalszych, niestety na razie bezowocnych poszukiwań. W końcu wzięłam na oślep jedną z książek w czarnej okładce myśląc, że może czarne oczy i czarna okładka będą miały coś wspólnego. Usiadłam koło regału i zaczęłam czytać pierwszą stronę niezbyt grubej książki. Ze strony na stronę na mojej twarzy pojawiał się coraz to większy uśmiech. Z impetem zatrzasnęłam książkę i przytuliłam ją mocno do siebie.
-Dziewczyny! Znalazłam to! -krzyknęłam nad wyraz szczęśliwa. -Musimy szybko wracać do nas, może chłopaki już go złapali i będziemy mogły działać.
-A co tam piszą ciekawego? -zapytała ciekawa Astrid.
-Dowiesz się na mojej wyspie. -odpowiedziałam jej wymijająco.
Nie zamierzam im na razie tego mówić, bo jeszcze nic nie jest pewne. Szybko wsiadłyśmy na smoki i wyleciałyśmy.
Pov. Stoik
Moje oczy widziały wiele śmierci, cierpień, jak i radości oraz uśmiechów, ale tego.. tych oczu nigdy nie widziałem u nikogo innego. Są nawet nieporównywalne z tymi, które widziałem u niego ostatnio na Słonecznej wyspie. Nie wiem czemu, ale zdaje mi się, że jest jeszcze bardziej mroczny, obojętny i.. zły? Im dłużej patrzyłem w jego oczy, tym większe miałem wrażenie, że one zmieniły się na bardziej zimne i puste.
Masz rację.. tracicie go..
Kiedy uciekł do lasu, to dopiero wtedy rozejrzałem się po wyspie. Może to być dziwne, ale jakoś teraz nie obchodzi mnie za bardzo ta wyspa.. tylko mój utracony syn. Moim oczom ukazała się masa ciał moich dawnych przyjaciół, które leżały teraz zakrwawione na ziemi. Uroniłem jedną samotną łzę, bo w końcu z tymi ludźmi przeżyłem bardzo wiele wojen jak i zwykłych dni. Byli to moimi przyjaciele, a ja byłem ich wodzem, który wypłynął z wyspy.. już nawet sam nie pamiętam po co. Jak gdyby nie patrzeć, to powinienem być wściekły na Czkawkę za to, co zrobił.. no właśnie, powinienem. Od czasu, gdy go straciłem, przemyślałem dokładnie swoje zachowanie, swój stosunek do niego i żałuję. Żałuję wszystkiego, co zrobiłem i wszystkiego, na co swojemu ludowi pozwoliłem. Gdyby nie to, to nie doszło by do tej rzezi. Jedyną osobą, do której teraz mogę mieć jakikolwiek żal, to ja.
-Dobra, gdzie jest wasza szamanka? -zapytał szybko Nopar, uważnie się rozglądając.
-A po co ci to wiedzieć gościu? -zaczął jak zwykle się wymądrzać Sączysmark.
Chłopak po chwili umilkł i zaczął wolnym krokiem iść w kierunku swojego martwego już ojca. Ukląkł przy nim i delikatnie położył swoją dłoń na jego. W świetle słońca było widać jak uronił jedną, drugą, a potem kolejną łzę. W tej chwili zrobiło mi się go szkoda, w końcu nikt na to nie zasługuje.
-Trzeba zrobić ten środek usypiający. -westchnął chłopak. -I to jak najszybciej, bo nie wiadomo, kiedy Czkawka tu wróci.
-Masz rację, chodź zaprowadzę cię. -zaproponował Śledzik.
Po chwili oboje poszli w stronę domu Ghoti. Ciekawe czy ktokolwiek jeszcze żyje, bo w wiosce oprócz nas nikogo nie ma. Może uciekli do lasu? Z westchnieniem usiadłem na kamieniu i spojrzałem na zdemolowaną wioskę. Nie wiem jak on to zrobił, ale połowa domów została zrównana z ziemią, a o ludziach już nawet nie wspominając. Zamknąłem oczy i starałem się jakoś uspokoić, ale dosłownie po chwili usłyszałem jakiś szmer za sobą, więc odwróciłem a tamtą stronę głowę i ujrzałem Albrechta.
-I co ja mam teraz zrobić, no co? -zapytałem go desperackim tonem.
Mój stary przyjaciel usiadł tuż obok i poklepał mnie po ramieniu, po czym spojrzał przed siebie.
-Wyobraź sobie stary druhu, że przez osiem lat próbowałem go wychować, być dla niego jak prawdziwy ojciec. -spojrzał na mnie. -I uwierz mi, bardzo ciężko wytępić z niego te złe wspomnienia. -westchnął i spojrzał na powoli chylące się ku zachodowi piękne słońce. -Przez te lata pozwalałem mu ryzykować życie, zabijać złych ludzi, zakochać się..
Patrzyłem zdziwiony na niego. Tyle razy byłem u niego, a on nawet mi nic nie powiedział.. nie powiedział, że wie gdzie jest mój syn.
-Patrzyłem nawet jak powoli umiera w moim domu.. w moich ramionach. -powiedział, chowając twarz w dłoniach. -Ale robiłem wszystko by..
-By go ocalić od przeszłości, pomóc mu? -zapytałem, a on tylko pokiwał głową. -Byłeś dla niego prawdziwym ojcem.
-I nadal jest.
Oboje jak poparzeni odwróciliśmy się w stronę tego nad wyraz charakterystycznego głosu, nie wierząc własnym oczom. Czkawka stał na skraju lasu i powoli pewnie stawił kroki naprzód, przesuwając się wraz z cieniem.
-Nie rozumiem. -powiedział Albrecht.
Chłopak zaśmiał się bez krzty radości, za to z okropną i już dobrze nam znaną obojętnością.
-Nie zapomnę tego, co zrobiliście. Oboje. -spojrzał na nas, po czym przekrzywił głowę w bok. -Ale i tak zamierzam skończyć to, co zacząłem.
Nigdy nie sądziłem, że będę bał się własnego syna. W tym wcieleniu jest niczym prawdziwy drapieżnik, a my jak nie stanowiące żadnego zagrożenia ofiary. Odruchowo cofnąłem się do tyłu.
-Chociaż w sumie.. -przemówił ponownie lodowatym głosem. -Do Albrechta i Nopara nic nie mam. Odejdźcie dla waszego dobra, bo jak słońce zajdzie, to skończycie tak jak reszta.
-Synku, przecież nie musisz tego robić. -Albrecht starał się go jakoś przekonać i załagodzić przy tym sytuację.
-Nie muszę, ale chcę. Ty byłeś dla mnie dobry, więc odwdzięczę ci się tym samym. Ale im? W życiu. -wampir nie dawał za wygraną, chociaż szczerze mówiąc, to nie liczę na jego łaskę, tylko na jakiś cud.
-Naprawię to, obiecuję.. tylko daj mi szansę- powiedziałem niemalże błagalnym tonem.
-Teraz to raczej za późno. -powiedział czarnooki.
Był już niemalże w połowie wioski, a my cofaliśmy się, starając się być jak najdłużej w słońcu. Kilkanaście metrów za nim zobaczyliśmy nieco zaskoczonego Nopara. Chłopak na twarzy miał wymalowane przerażenie, ale starał się to ukryć oraz spróbować załagodzić jakoś sytuację. Znów.
-Czkawka.. -powiedział, a ten odwrócił się w jego stronę. -Czemu to robisz?
Stal do nas bokiem, dzięki czemu idealnie wiedziałem jego profil. Cienkie blizny na boku jego twarzy po spotkaniu z wilkiem w Nawiedzionym lesie nadal były doskonale widoczne. Co więcej, dodawały mu jeszcze bardziej drapieżnego charakteru.
-I tak już wszystko stracone. -powiedział obojętnie, wzruszając przy tym ramionami. - Lepiej odejdź, bo stanie się z Tobą to samo, co z nim.
W mgnieniu oka pojawił się za Noparem, tuż obok.. Śledzika. Spanikowany blondyn trzymał w ręku strzykawkę, której najwidoczniej Czkawka nie zauważył.
-Powiedźcie mu papa. -powiedział z przerażającym uśmieszkiem.
Bez wyrzutów sumienia wgryzł mu się w szyję, po czym niemalże od razu puścił niczym szmacianą lalkę na ziemię. Blondyn zaczął zwijać się z bólu, a na jego skórze pojawiały się czarne, jakby wypalone ślady. Po chwili chłopak przestał się ruszać,a wokół zapanowała cisza.
-Co.. co mu zrobiłeś? -zapytał wstrząśnięty Sączysmark.
Chłopak odbiegł od ciała swojego ojca i z widocznymi łzami w oczach zbliżył się do swojego przyjaciela na tyle, na ile pozwalało mu słońce.
-Wpuściłem solidną dawkę jadu do jego krwioobiegu. -mruknął z lekceważeniem, oglądając swoje paznokcie. -Tak o w ramach zemsty.
Słońce zaszło już całkowicie, a my znajdowaliśmy się w jego ostatnim, delikatnym blasku. Czkawka wolnym i spokojnym krokiem zaczął podchodzić do mnie, zapewne chcąc mnie od razu zabić. Nie cofałem się, nie chciałem. Widziałem kątem oka jak Nopar podnosi strzykawkę z fioletową cieczą i cicho podchodzi do nas. Muszę odwrócić jakoś uwagę syna.. tylko jak? Spojrzałem w jego oczy i coś przykuło moją w nich moją uwagę. Mianowicie, przez czarną otchłań zaczął powoli przebijać się przygaszony odcień zielonych tęczówek. Kojarzy mi się, że coś podobnego widziałem na wyspie Słońca. Nagle jego koszulka na wysokości mostka zaczęła przesiąkać jakąś czarną mazią, by po chwili ukazać szkarłatną czerwień. Chłopak nagle upadł na kolana, jakby ktoś pozbawił go wszystkich sił. Spojrzałem szybko na Albrechta będącego obok mnie i od razu przykucnęliśmy przy nim.
-Czkawka.. -położył mu na ramieniu dłoń Albrecht. -Czkawka, jesteś tu?
-Tak.. chyba.. -wyszeptał z bólem, po czym podniósł delikatnie głowę do góry.
Jego całkowicie czarne oczy miały teraz delikatną, zieloną obwódkę, która mimo pełnego ukazania się, nadal była jakby przydymiona.
-Co się dzieje? -zapytałem, również kładąc mu dłoń, tyle że na barku.
-Ja.. ja nie.. ghh.. nie wiem.. nie kontroluję tego.. -wyszeptał.
Tyle lat ignorowałem jego ból i cierpienie na tej wyspie, tyle lat oglądałem jak Smark czy Astrid łamią mu ręce, nogi, a teraz.. a teraz nie mogę na to patrzeć. Kiedy już wiem przez co musiał przechodzić, kiedy zrozumiałem swój błąd to wiem, że muszę mu pomóc.
-Pomożemy ci, zobaczysz. -uśmiechnąłem się do niego. -I znów będziemy rodziną, tyle że tym razem szczęśliwą rodziną.
-Nie.. czuję, że teraz.. wszystko się zmieni.. ten stan.. -mówił cicho i jakby ostrożnie. -Brak emocji.. to mnie niszczy wewnętrznie.. ja.. nie mam już sił.. nie chcę już walczyć.. przepraszam..
Sapnął z ogromnym bólem wypisanym na twarzy i podpierając się ręką, w ciszy patrzył w ziemię. Widzę jego cierpienie i serce mi się kraja, bo nie mogę mu w żaden sposób pomóc. Wiem, że nie był sobą, kiedy to wszystko robił, kiedy zabijał i nie mam mu tego za złe, naprawdę. Chcę go już tylko odzyskać. Nagle przestał się ruszać, nawet jego oddech ucichł. Powoli, aczkolwiek uważnie zaczął wstawać, patrząc na mnie przy tym z pustką. Jego zielone tęczówki utonęły w morzu czerni, a wyraz twarzy przeszedł w zwykłą, nieludzką obojętność.
-Wkrótce wszystko się zmieni i raczej nic z tym nie zrobicie. -powiedział z chłodem.
Po dosłownie sekundzie wstał i w mgnieniu oka znalazł się przy przechodzącym obok kuźni Pyskaczu. O nie.. tylko nie mój najlepszy przyjaciel!
-A tu macie dowód na pożegnanie się ze starym Czkawką. -powiedział i precyzyjnym ruchem skręcił mu kark. -A teraz żegnajcie.
Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie miałem czasu opłakać przyjaciela. Chłopak chciał się chyba przemienić znów w smoka i odlecieć, ale na nasze szczęście Nopar szybko zareagował i korzystając z jego chwilowego zdezorientowania, z całej siły uderzył go ręką w ramię. Niby nic niezwykłego, ale w środku zaciśniętej pięści miał strzykawkę, która przebiła skórę wampira, a nieznana mi substancja usypiająca znalazła się w jego organizmie. Na twarzy Czkawki zagościło chwilowe zdezorientowanie, a już po chwili zaczął osuwać się na ziemię. Nie zawahałem się i od razu rzuciłem się na ziemię, aby go złapać, co mi się o dziwo udało. Miałem swojego synka w końcu ramionach.. po tak wielu latach.
-Mój biedny syneczek. -powiedziałem, przeczesując jego piękne, delikatne w dotyku włosy. -Pomogę ci jak tylko będę umiał.
Wyraz jego twarzy był teraz nad wyraz spokojny i wręcz przyjazny. Kto by pomyślał, że jeszcze nie dawno wymordował większą połowę Berk.
-Bierzcie go na smoki, bo nie wiem jak długo ta dawka będzie działać, a mamy jeszcze kawałek do przelecenia. -powiedział Nopar, poganiając nas.
Podniosłem syna i spojrzałem na ciała poległych Wandali.. mojego ludu, który już najprawdopodobniej jest całkowicie stracony. W kącikach oczu zebrały mi się łzy, ale nie zamierzam zbyt długo rozpaczać. Mam na głowie ważniejsze sprawy niż to.
***
Elina coś odkryła, a Stoik ma swoją wyspę gdzieś i martwi się bardziej o syna.. to się porobiło.
Dzisiaj dzień drugi maratonu z poniższą rozpiską:
~9:00 rozdział 11 "Wszystko i nic" -opublikowane
~10:00 rozdział 11 "W blasku mocy"
~11:00 rozdział 12 "Wszystko i nic"
~12:00 rozdział 12 "W blasku mocy"
~13:00 rozdział 13 "Wszystko i nic"
Miłego czytania ;*
CZYTASZ
Wszystko i nic
Fanfic"-Czy my go kiedyś odzyskamy? - zapytałam ze łzami w oczach Szczerbatka. -Czy jest na to jakaś, jakakolwiek szansa? Smok spojrzał na mnie smutno i cicho westchnął. On chyba też tracił powoli nadzieję." Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ktoś umier...
