Nie miałam pojęcia, jakim cudem udało mi się dotrzeć do teatru. Wiedziałam, że tylko tam mogę znaleźć schronienie. To on był moim jedynym domem, skoro mieszkanie rodziców mi odebrano, w ich posiadłości rezydowała ciotka Catherine, a wuj Greg, u którego po śmierci rodziców spędziłam tyle czasu, nie odbierał ode mnie telefonów.
Próba już się skończyła, więc w teatrze nie było nikogo, kto mógłby mnie zobaczyć. Wślizgnęłam się z walizką do środka, ignorując dziwne spojrzenia dozorcy, i podążyłam do garderoby. Tam rozłożyłam się na swojej sofce i poszłam spać. Nie miałam już sił na nic.
Z rana ogarnęło mnie mnóstwo myśli, którym nie potrafiłam zaradzić. Jak miałam teraz normalnie funkcjonować? Jak prać i prasować ubrania, jak brać prysznic, myć zęby... Co prawda w teatrze były łazienki, bo tancerze musieli często skorzystać z kąpieli po intensywnej próbie, ale musiałabym wstawać bardzo wcześnie, by skorzystać z nich, zanim inni zjawią się na miejscu.
Chociaż... Nie byłoby to aż tak trudne do uczynienia. Musiałabym jedynie pomówić z dozorcą, by zrozumiał, że po prostu muszę tu zostać. Taki żywot nie zdawał mi się ani trochę wygodny, ale do premiery musiałam przetrwać. Został mi do niej tylko miesiąc. Mogłam sobie poradzić, jeśli tylko chciałam.
Na szczęście zabrałam z mieszkania koc i poduszkę, było mi więc całkiem ciepło w nocy. Na obiad nie było mnie stać, bo ceny w zatrważającym tempie rosły. Niemal od razu wydałam wszystkie pieniądze, jakie mi zostały, na konserwy i słodycze. Miały długi termin przydatności, a ja obawiałam się, że za kilkanaście dni nie będzie mnie już na nie stać.
Brakowało mi chleba czy warzyw, które od zawsze smakowały mi dużo bardziej niż mięso, a moje dzienne racje żywnościowe nie wystarczały, by zaspokoić głód. Próby były ogromnie wyczerpujące, zwłaszcza dla odtwórczyni głównej roli. Potrzebowałam jeść i jeść, a nie miałam za co.
Któregoś dnia ja i James ćwiczyliśmy wyjątkowo wyczerpujący układ. Uwielbiałam go. Był pełen energii i młodzieńczego uroku, taki, jak lubiłam. James również go uwielbiał. Ten moment w spektaklu był jednym z niewielu, gdy oboje naprawdę stawaliśmy się jednością i mogliśmy się porozumieć bez słów.
Podskakiwałam, obracałam się i wybuchałam śmiechem, kręcąc się wokół sali wraz z Jamesem. Odbicia naszych sylwetek w lustrze płynęły z gracją i wdziękiem.
James niestrudzenie tańczył, lecz ja coraz bardziej słabłam. Kręciło mi się w głowie, a żołądek burczał coraz głośniej. Zdawało mi się, że zaraz braknie mi sił, lecz ja wytrwale powtarzałam kolejne kroki. Musiałam. Od tego zależało moje dalsze życie. Każdy krok, każde uderzenie metalowym podbiciem buta o parkiet było niczym miedziak z brzdąknięciem wpadający do mojej skarbonki, która miała zapełnić się po premierze.
Nagle straciłam równowagę i upadłam. Jęknęłam cicho. Przed oczyma zrobiło mi się ciemno. Chciałam się podnieść, lecz opadające powieki uparcie nie chciały się poddać. W końcu jednak przegrałam tę nierówną walkę.
Obudziłam się na kanapie w mojej garderobie. Głowa mi pękała, lecz najgorszy był okropny głód rozrywający mnie od środka. Potrzebowałam czegoś desperacko zjeść.
Rozejrzałam się po garderobie. Obok mnie siedział James. Ogromnie mnie to zdumiało. Patrzył na mnie z dziwną tkliwością i troską. Sprawiał wrażenie, jakby naprawdę przejął się moim, nazwijmy to, wypadkiem. Wzdrygnęłam się, gdy dostrzegłam, że trzymał moją dłoń.
— Faye, wszystko w porządku? — zapytał.
— Tak, niepotrzebnie robicie z tego takie zamieszanie. Nic mi nie jest. To zwykłe przemęczenie.
CZYTASZ
W blasku reflektorów
Historical FictionParyż, rok 1955. Ann King, młoda, ambitna amerykańska dziennikarka dostaje od swojego szefa zlecenie, które może zaważyć na całej jej dalszej karierze. Ma przeprowadzić serię wywiadów z Faye Lloyd, przyjaciółką swojego wydawcy. Faye, niegdyś wielka...
