12.To ty, tato?

1.2K 86 41
                                        


Wydawało mi się, że moje serce na chwilę się zatrzymało i to tylko po to, aby w moment zacząć bić szaleńczym rytmem. Nie potrzebowałem wiele czasu, aby uzmysłowić sobie co się stało.

- Ciel! - podbiegłem do niego, zanim zdążył osunąć się na posadzkę.

Złapałem go i ułożyłem bezpiecznie na ziemi, a następnie zadzwoniłem pod numer alarmowy. W międzyczasie rękami brudnymi od krwi grzebałem po szafkach, znajdując w końcu apteczkę. W chwili kiedy zacząłem przykładać do rozcięcia na szyi waciki, po drugiej stronie ktoś się odezwał. Zostawiłem telefon na głośno mówiącym i rozpaczliwie tłumaczyłem ratownikowi, co się wydarzyło, słysząc swój drżący głos i widząc ręce, które ledwie były w stanie cokolwiek utrzymać. Cały drżałem, podczas gdy mężczyzna w słuchawce kazał mi się uspokoić.

Okrutna prawda tego zdarzenia była taka, że nie mogłem zrobić nic oprócz dociskania mu do szyi tych cholernych wacików. W trakcie tego procederu byłem w zbyt dużym szoku i strachu, aby uronić chociaż jedną łzę. Patrzyłem więc jedynie na bladą twarz mojego ukochanego, z każdą chwilą coraz dobitniej uświadamiając sobie, że tym razem nie wszystko musi skończyć się dobrze. Rana była dość głęboka i mocno krwawiła, bardzo możliwe, że go nie odratują. A jeśli odratują, zapewne mógł stracić głos.

- Proszę, Ciel... - powiedziałem cicho, rozpaczliwie go do siebie tuląc i mając przy tym nadzieję, że to nie ostatni raz, kiedy mogę to robić za jego życia. Tymczasem jego twarz była spokojna niczym we śnie.

Pov.Ciel

Otworzyłem oczy, tym samym odkrywając, że znajduję się w jakimś pokoju. Na szafce przy łóżku stała lampka w kształcie księżyca, na suficie mieniły się małe, fluorescencyjne gwiazdki. Rozglądając się, dostrzegłem też kilka innych, niebiesko-białych mebli i dwa kosze wypełnione po brzegi zabawkami. Wydawało mi się, że skądś znam ten pokój.

Przejechałem dłonią po granatowej ścianie i w tym samym momencie uświadomiłem sobie, że ten pokój jest mój. Pokój, w którym mieszkałem, dopóki moi rodzice nie przeprowadzili się nagle na tamten świat. Nie wiem czemu nie zorientowałem się od razu, widząc te wszystkie ozdoby, meble, zabawki i kubek, który stał obok księżycowej lampki, napełniony do połowy wodą. Wraz z odkryciem kołdry dostrzegłem, że mam na sobie piżamę taką samą jak wtedy, kiedy mało mi brakowało do dziewiątych urodzin.

Niestety niedane mi się było nad tym wszystkim zastanowić, do pokoju wszedł ktoś dobrze mi znany. Podszedł do mnie ze spokojnym i miłym uśmiechem, po czym przysiadł na krawędzi łóżka jak wtedy, kiedy za dzieciaka miałem koszmar. Mój ojciec, którego nie widziałem już szmat czasu wydawał się w ogóle nie zmienić. Radość z tego, że go widzę szybko jednak uleciała kiedy przypomniałem sobie gdzie byłem i co zrobiłem, zanim znalazłem się tutaj.

- J-ja umarłem? - zapytałem drżąco, czując w oczach zbierające się łzy.

- Nie. Jasne, że nie. - powiedział i nim mogłem jakkolwiek zareagować, wciągnął mnie na swoje kolana z taką łatwością, jakbym dalej miał dziesięć lat. - Nie umarłeś.

- Więc dlaczego się tu znalazłem? - pociągnąłem nosem, kładąc głowę na jego barku. Nie wiedziałem, że ludzie w zaświatach są ciepli.

- Jesteś tutaj, ponieważ tam na dole walczą o twoje życie. To co się z tobą stanie jest niepewnie. Możliwe, że im się nie uda. Nieźle się załatwiłeś, Ciel. - westchnął cicho, być może z żalem, ale jednak spokojnie.

- Ja nie chcę. Nie chciałem, nie mogłem się powstrzymać. Coś mi kazało. Nie chciałem. - szlochałem, powtarzając to niczym mantrę, która jednak nie mogła już cofnąć czasu.

- Shh, spokojnie. - szepnął, przytulając mnie mocniej. - Przecież jesteś silny, prawda? Nie z takich rzeczy wychodziłeś. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Jednak na razie jesteś tutaj. To coś pomiędzy ''niebem'' a ''ziemią''. Natomiast moim zadaniem jest zająć się tobą, dopóki nie będzie wiadomo gdzie pójdziesz. Nie płacz, kochany. Nie warto.

Otarł łzy z moich policzków, wtedy też spojrzałem na niego szklącymi się oczami. Nie widziałem go tak dawno, że okazało się, że nie zapamiętałem go tak dobrze. Kolor włosów czy oczu nieco różnił się w mojej pamięci, ale już w pierwszej chwili kiedy przyszedł wiedziałem, że to jego jedyna i słuszna wersja. Tak jakbym od zawsze pamiętał go ze wszystkimi najdrobniejszymi szczegółami.

- Co prawda nie wiem co będzie... Ale bez względu na to, jak to się skończy, cieszę się, że mogę cię zobaczyć. - oplotłem rękami jego szyję, mocno przytulając.

- Ja też. Brakowało mi ciebie, wiesz? Bardzo. - wstał ze mną na rękach, (znów lekko, jakbym był dzieckiem) i udał się do kuchni, do której droga wydała mi się tak oczywista, jak jego wygląd, mimo że obraz rezydencji już się zacierał w moim umyśle. Ale ta, po której się obecnie poruszaliśmy, była chyba jeden do jednego jak ta, która spłonęła. - Przepraszam, że ja i mama musieliśmy cię zostawić i za to, że przechodziłeś przez te wszystkie okropieństwa.

- To nie wasza wina. Wiem, że gdybyście mieli szansę, wychowalibyście mnie najlepiej jak potraficie. - powiedziałem, znów czując jak w moich oczach zbierają się łzy. Tym razem już te wzruszenia, ale i tęsknoty, z jakiej dotychczas nie do końca zdawałem sobie sprawę.

- Nie myśl o tym, nie teraz. - mężczyzna posadził mnie na blacie, następnie się uśmiechając. Był trochę jak Sebastian, on też cały czas się uśmiechał. - Nie chciałbym abyś się smucił z powodu mojego czy mamy.

Pokiwałem jedynie głową, ocierając łzy z kącików oczu. Po tym na nowo przytuliłem rodzica, nim ten zdążył się na dobre odsunąć.

- A jesteście ze mnie dumni? - zadałem cicho pytanie, które męczyło mnie od dawna.

Każdy mój wybór zawsze rozważałem pod kątem tego, co pomyśleliby rodzice. Miałem jednak zbyt mało czasu, żeby ich poznać. Zbyt mało czasu, żeby zapytać, co popierają, co tępią, zbyt mało czasu, żeby zadać wszystkie pytania, na które chciałem uzyskać od nich odpowiedź.

- Bardzo. Skończyłeś studia, masz pracę, ale przede wszystkim znalazłeś sobie kogoś, kogo kochasz i kto kocha ciebie. To jest najważniejsze. - powiedział, głaszcząc mnie po włosach. Nie narzekał, że trzymam go przy sobie tak, jakbym miał już nigdy nie puścić.

- Bałem się. Bałem się, że kiedy pewnego dnia się spotkamy, nie będziecie ze mnie dumni.

- Nawet tak nie myśl. - odsunął się ode mnie, aby pstryknąć następnie w nos. - Nie ważne co zrobisz, będziemy z ciebie cholernie dumni. Zawsze. Zapamiętasz?

- Tak. - uśmiechnąłem się lekko. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie podniosło mnie to na duchu.

-Szkoda, że mama nie może być z nami. Na pewno bardzo by się ucieszyła na twój widok. - westchnął z żalem.

- Dlaczego nie mogła przyjść?

- Jestem swego rodzaju opiekunem. Aniołem, który ma sprawować nad tobą pieczę, póki jesteś w zawieszeniu między ''górą'' a ''dołem''. To rola dla jednej osoby.

- Ale mam ciebie, tato. To dobrze, cieszę się. - uśmiechnąłem się lekko, widząc, że on trochę przygasł.

- Tak, to dobrze. - przytaknął, podzielając choć trochę mój dobry nastrój. Również się uśmiechnął. A potem odsunął się i zaczął robić mleko z miodem, zerkając jednak na mnie kątem oka. - Urosłeś.

- No bardzo śmieszne. - parsknąłem, choć faktycznie nieco mi się urosło od naszego ostatniego spotkania. Zachowałem w tej rzeczywistości swoje ziemskie ciało dorosłego. 

Mężczyzna skwitował to jedynie uśmiechem, po czym podszedł do mnie i wziął na ręce, podając następnie mleko z miodem. Najwyraźniej zaświaty nie były jak sen, bo napar był bardzo słodki.

- Tato? - zapytałem, kiedy odstawiłem pusty kubek na blat. Udaliśmy się po tym wspólnie, jak podejrzewałem, do salonu.

- Tak? - odgarnął mi z czoła przydługą grzywkę, taką samą, jaką miałem za dzieciaka. Chyba ja też się jakoś bardzo nie zmieniłem.

- Co teraz?

- Czekamy. - rzekł krótko, siadając ze mną na dywanie w salonie.

Zaczęliśmy się bawić, tak jak to robiliśmy za starych dobrych czasów. Mężczyzna trochę mi poczytał, pobawiliśmy się zabawkami, przy których znów poczułem się jak beztroskie dziecko i wykorzystałem okazję żeby się z nim poprzytulać, na co nie miałem szans w okresie dorastania. Niestety nic nie trwa wiecznie, w końcu poczułem się zmęczony. Wraz z tym nieprzyjemnym uczuciem spojrzałem na zegar, jednak wskazówki i cyfry były rozmyte, przez co nie dało się odczytać godziny. Tymczasem mój towarzyszy wydawał się dostrzec moje znużenie.

- Spać? - zapytał, na co kiwnąłem głową.

Wraz z potwierdzeniem uśmiechnął się smutno i znów wziął mnie na ręce, udając się ze mną do mojego starego pokoju. Tam zostałem ułożony na łóżku i otulony kołdrą, dostałem nawet moją ulubioną przytulankę niebieskiego królika.

- Czemu jesteś smutny? - zapytałem, gdy usiadł obok tak jak na początku naszego spotkania, tym razem jednak bardziej smętny.

- To czas pożegnania. - wyjaśnił, przez co mi też zrobiło się przykro. - Ale głowa do góry, Ciel, jeszcze kiedyś się spotkamy. Byleby nie za szybko. Nie chcę cię widzieć wcześniej niż za kilkadziesiąt lat.

Pokiwałem głową i złapałem go za rękę, a potem patrzyłem na nasze dłonie, czując jak z każdą chwilą coraz bardziej odpływam. Z jednej strony chciałem wrócić do Sebastiana, a z drugiej strony czułem rozpacz w sercu, że znów muszę rozstawać się z rodzicem. Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mu czegoś nie brakuje, póki nie dostanie tego znowu do rąk. Bardzo ciężko to potem puścić, ale to jeszcze nie mój czas aby codziennie widywać ojca.

- Pozdrów mamę. Powiedz, że ją kocham. - przypomniało mi się nagle, gdy byłem już na granicy między snem a moim starym pokojem.

- Tak zrobię, skarbie. - powiedział, zmieniając nastrój na wesoły, zapewne po to, aby i mi na koniec zrobiło się lepiej.

- Do zobaczenia, tato. Kocham cię. - powiedziałem, czując, jak powieki mimowolnie mi opadają.

Zanim totalnie odpłynąłem, usłyszałem jeszcze ,,ja ciebie też''. Po tych słowach pogrążyłem się we śnie, a może właśnie miałem się z niego wybudzić. Czas na powrót.


Witam moje jelonki! Znów spotykamy się w poniedziałek. Dzisiaj rozdzialik z Vincentem, bo kocham gościa i strasznie ubolewam nad jego śmiercią. Teraz jeszcze sprawdzę następny rozdział na dziś i będziecie mieć dalszą część.

PS: Kupiłam sobie dzisiaj w biedronce chusteczki z nadrukami lam, do tego w pudełku z lamami i są absolutnie piękne.

PS2 ze sprawdziania tej książki jakiś rok później: Dałabym się pokroić za takie chusteczki, świetne były.

PSYCHOLOG || SEBACIELOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz