Pov.Sebastian
- Mam to! Mam! Mówiłem ci, że dam radę! - mojego męża usłyszałem już od progu. Widziałem, że jest w prawdziwej euforii, kiedy przyszedł do mnie i darł się, wymachując kwitkiem.
- O pół tona ciszej, kotku. Spokojnie, nic ci nie ucieknie. - zaśmiałem się, odkładając na bok czytaną dotychczas książkę. Na szczęście Ciel posłuchał moich rad, odetchnął i usiadł obok, podając mi dokument, przez który się tak rozemocjonował.
- Mówiłem no, mówiłem! Dałem radę. - powiedział, kręcąc się niespokojnie.
- Gratuluję, słonko. - powiedziałem z uśmiechem po zagłębieniu się w treść.
Trzy lata temu Ciel wymyślił sobie, że zrobi specjalizację na seksuologa. Od początku kibicowałem mu i cieszyłem się, że dalej się kształci i rozwija, ale byłem sceptycznie nastawiony do jego kończącego się zazwyczaj szybko zapału. A teraz? No proszę, ma już certyfikat i wbrew moim oczekiwaniom wytrwał do końca tej przygody.
- Mówiłem, że mi się uda. - powiedział niezwykle dumny z siebie i zabrał mi po chwili kwitek, odkładając go na kawowy stolik. Potem usiadł mi na kolanach i oplótł rękami moją szyję.
- Zdolniacha moja. - wymruczałem, kładąc dłonie na jego biodrach. - Czy moje kochanie da się zaprosić na kolację z okazji tak spektakularnego sukcesu?
- Twoje kochanie z chęcią przyjmie zaproszenie.
Pov.Ciel
- Mmm, było wspaniale. - skwitowałem z błogim uśmiechem nasze wyjście do restauracji, kiedy po miło spędzonym w niej czasie wyszliśmy na dwór.
- Racja. Było naprawdę miło. - przyznał mi rację i złapał mnie za dłoń, splatając nasze palce razem.
Spojrzałem w niebo, które w połowie stycznie stawało się coraz bardziej pogodne, bez ani jednej szarej chmury. Dalej było chłodno, każdy mój oddech zamieniał się w mały obłoczek pary, ale słońce dawało nadzieję na szybką, ciepłą wiosną. Co będziemy robić, gdy już się ociepli? Jak tym razem spędzę z moim ukochanym porę, w której cały świat budzi się do życia?
W pewnym momencie ożywiłem się i złapałem Sebastiana za rękaw, ciągnąc go w stronę parku znajdującego się niedaleko naszego mieszkania. Był tam staw, który o tej porze roku skuty był grubą warstwą lodu, na którą wciągnąłem bruneta. Mimo że był to mój pomysł, okazało się, że radził sobie lepiej ode mnie. Stąpał po tafli stabilnie i bez obaw, podczas gdy ja nieco się ślizgałem.
- Nigdy nie umiałeś chodzić po lodzie. - parsknął, mimo to podążając za mną.
- Może tym razem się nauczę, hm? - zerknąłem na niego ukradkiem i lekko się uśmiechnąłem, wyciągając mężczyznę na środek tego prowizorycznego lodowiska.
Nie przejąłem się wiatrem, który pośrodku tej lodowej pustki był chłodny i dość silny. Odwróciłem się do mojego ukochanego i skoncentrowałem się na jego twarzy. Jego policzki były czerwone od chłodu, moje zresztą nie wyglądały pewnie dużo lepiej. Ale to miało swój urok, tak jak cała ta chwila zrodzona z mojej spontaniczności i nieokreślonej iskierki, która kazała mi udać się właśnie tu.
W pewnym momencie, jak przeczuwałem już wcześniej, straciłem równowagę i wywróciłem się plecami prosto na twardy lód. Przez chwilę straciłem dech, co było zapewne spowodowane lekkim szokiem przy upadku, ale trwało to tylko chwilkę. Potem zacząłem cicho chichotać, sam nie wiem, z czego dokładnie. Konkretny powód do śmiechu dał mi Sebastian, który chciał się popisać i do mnie ''podjechać'', w konsekwencji również się wywracając. Okazało się przy tym, że śmiech jest zaraźliwy, więc i Sebastian zaczął się chichrać, leżąc ze mną na chłodnej tafli.
Tkwiliśmy tak przez dłuższy czas, marznąc i śmiejąc się, chcąc zatrzymać to wspomnienie w pamięci na długi czas. Było zimno, twardo i z perspektywy większości ludzi zapewne niezbyt przyjemnie, a jednak cieszyłem się tym prostym momentem i dłonią Sebastiana, którą przez cały czas trzymałem w ciepłym uścisku.
***
Bezchmurne niebo i lodowa tafla, w której odbijał się księżyc i gwiazdy. Dwie uśmiechnięte twarzy i oczy patrzące na siebie z miłością i czułością, jaką darzyć można jedynie osobę, którą kocha się do szaleństwa.
Słychać podeszwy butów stąpające po błyszczącym podłożu. W ich wyżłobieniach do teraz jest śnieg, który jeszcze chwilę temu chrupał, ugniatany w celu utorowania sobie drogi do tej pięknej ślizgawki. Wiatr niespodziewanie zamilkł, tak jakby z zapartym tchem czekał na to, co się jeszcze wydarzy. Kiedy przestał wiać, wszystko stało się jakby wyraźniejsze, głośniejsze, ich nierównomierne oddechy można porównać do echa, jakie niosą za sobą kościelne dzwony. Być może świat faktycznie byłby tak intensywny, gdyby wykreślić z niego jeden jedyny element.
- Zimno. - młodszy z mężczyzn zaśmiał się, odchylając głowę do tyłu.
Śnieg pruszył, otulając ulice białym puchem. Szron zadomowił się w oknach kamienic wybudowanych wokół jeziora. Budynki pamiętały czasy, w których ich mali mieszkańcy brali sanki czy własnoręcznie sklecone łyżwy i cały dzień bawili się w śniegu. Dziecięcy, niewinny śmiech wypełniał każdy zakątek tego miejsca. Być może to był właśnie dźwięk bezgranicznego szczęścia, ufności i radości z czegoś tak skomplikowanego i jednocześnie cudownego jak życie.
- Trochę. - oczy w ciemnym odcieniu wpadającym w czerwień skoncentrowały się na towarzyszu.
Niższy wydawał się trochę nieobecny, mimo to wciąż się uśmiechał. Oboje byli pochłonięci sobą i jednocześnie oczarowani tym, co ich otaczało. Pochłaniało ich to w całości, otępiało zmysły i wprawiało ciało w naprawdę błogi stan.
Kiedy rozległ się trzask? Zimna woda. Chłód wbijał swoje kłującego igiełki w każdą część ciała. Próba wydostania się, ucieczki od tego zimna, chciała być poprzedzona krzykiem, który jednak ugrzązł chłopakowi w gardle.
Teraz ból doszedł również do głowy, rozsadzał ją, jakby w jego czaszce znajdowały się kawałki potłuczonego szkła. Ostatni, niemy krzyk rozpaczy i bezsilności, zanim ciało całkiem zanurzy się w wodzie. Płuca błyskawicznie napełniają się wodą, ucieka tlen potrzebny do chociażby kilku ostatnich wdechów. Potem jest już tylko ciemność. Błękitne oczy samoistnie się zamykają i ciało, którego właściciel nie jest już świadomy, dryfuje jedynie w tej pustce i ciemności, którą ludzie na ziemi pieszczotliwie nazywają śmiercią.
Wraz z otworzeniem oczu od razu poderwałem się do siadu. Mój oddech był szybki i nierówny, tak jakbym chwilę temu faktycznie się topił. Czułem zimny pot, który spływał mi strużkami po plecach. Kiedy wystawiłem przed siebie ręce, te niesamowicie się trzęsły. Sen był niezwykle realistyczny, tak jakbym śnił wspomnienie. Co prawda byłem kilka godzin temu na zamarzniętym stawie, ale nie wydarzyło się nic złego. A może jednak lód mógł się złamać? Ale przecież był gruby.
Spojrzałem na zegar, który wybił godzinę trzecią, a potem zerknąłem na miejsce obok mnie. Sebastian pewnie jak zawsze był na dole. W ostatnim czasie gdy nie mógł spać, schodził do salonu i pisał. Nie tylko ja postanowiłem ustalić sobie w życiu nowe cele. Podczas gdy ja wyrobiłem sobie nową specjalizację, Sebastian chciał wydać książkę. Jakieś fantasy. Sprawdziłem mu tego trochę, bo mimo że miał sporą wyobraźnię, to jednak robił błędy, ale po fragmentach, które dostałem, na spokojnie mogłem poręczyć, że ma potencjał do napisania czegoś serio dobrego.
- Sebastian? - mruknąłem cicho, schodząc na dół. Tak jak podejrzewałem siedział przy laptopie i pisał, sącząc herbatę.
- Co się stało, słonko? - zapytał, dostrzegając zapewne, jak drżę, wspierając się o poręcz schodów.
- Zły sen. - mruknąłem, podchodząc bliżej, aby się do niego następnie przytulić.
Mężczyzna objął mnie i zaczął gładzić po włosach, od razu koncentrując na mnie całą uwagę. Cieszyłem się, że mogę liczyć na niego w ten sposób. Przytulić się i dostać tyle czułości ile potrzebuję, aby znowu poczuć się lepiej.
Zamknąłem oczy, zatracając się w spokoju, który zawsze w takich sytuacjach opanowywał moje serce. Sebastian był jedyną osobą, która potrafiła ukoić moje nerwy. Uratować przed utonięciem w koszmarze niczym w lodowatej wodzie.
Witam moje jelonki. WOLNE. W końcu przerwa świąteczna, podczas której postawiłam sobie cel. Zamierzam przez przerwę świąteczną ukończyć trzecią część Psychologa. Pierwsza część zajęła mi 11 miesięcy, druga 3 miesiące, a trzecią zamierzam ukończyć w lekko ponad dwa tygodnie. Czy mi się uda? Zobaczymy! Wleci dzisiaj jeszcze jeden rozdzialik, jak się bawić to bawić na całego.
PS z czasu sprawdzania książki: Drogie dzieci, pamiętajcie-nie ilość, a jakość. Jak chcecie pisać, to twórzcie dziesięciorozdziałową opowieść dwa lata, ale nie zakładajcie, że ukończycie ją w trzy miesiące i będziecie pisać trzy po trzy tylko po to, aby zmieścić się w tym założeniu. Bo potem wychodzą takie kwiatki jak właśnie trzecia część ''Psychologa''.
CZYTASZ
PSYCHOLOG || SEBACIEL
FanfictionSebastian jest młodym, lecz jak twierdzą jego pacjenci, niezwykle dobrym psychologiem. Mieszka samotnie w centrum Nowego Jorku i jak większość ludzi sądzi, że już nic go w życiu nie zaskoczy. Nawet nie wyobraża sobie konsekwencji, jakie niesie za so...
