SADYSTA

2.7K 37 0
                                        


SADYSTA


Czemu koszmar nie kończy się?
Dlaczego znowu strach dusi mnie?
Czemu koszmar nie kończy się...?
[ONA, On tu jest]


Każdy kolejny dzień Hermiony w niewoli u Dracona był większym lub mniejszym koszmarem. Dziewczyna była bita, poniżana i wyzywana za najmniejsze przewinienia, czy uchybienia.
Starała się być jak cień, starała się nie istnieć i pokazywać, że jest materialną istotą tylko wtedy, gdy on tego chciał.
Pewnie zabiłaby się już po dwóch tygodniach, ale był ktoś, kto trzymał ją przy życiu. Ktoś kto jej współczuł i dawał tyle ciepła i czułości ile był jej w stanie dać.
To był Kusiciel, doberman Draco Malfoya, który teoretycznie spał codziennie w łóżku ze swoim panem. Teoretycznie, bo już piątej nocy „zdradził" ukochanego właściciela.
Zwierzęta, które są wychowane w miłości, i które mają odpowiednią opiekę wykazują ogromne pokłady empatii. Tak właśnie było z tym psem.
Doskonale wyczuwał, że ta dwunożna istota śpiąca przy łóżku cierpi i bardzo mocno chciał ją pocieszyć, zwłaszcza, że w ciągu dnia Hermiona zawsze była gotowa go pogłaskać i obdarzyć dobrym słowem, kiedy się do niej garnął. W jego psim móżdżku nie mieściło się pojęcie, dlaczego jego dobry przecież pan, tak źle traktuje tą kochaną istotę, która zawsze przemyciła dla niego jakiś dobry kąsek.
Tej pamiętnej nocy, kiedy tylko Kusiciel wyczuł, że jego pan zasnął, po cichu zszedł z łóżka i cichutko zaskomlił do ucha Hermiony. Dziewczyna natychmiast się obudziła.
- Kusiciel? Nie powinno cię tu być, zmiataj na wyrko - wyszeptała.
Pies mało sobie robiąc z jej protestów ułożył się obok Hermiony i mocno przytulił się do jej ciała, dając maksymalnie dużo ciepła, którego brakowało mimo koców na podłodze. Teraz było już tak zawsze.

Pies, gdy tylko wyczuwał, że jego ulubieniec, <bo nie okłamujmy siebie, to nie zwierzęta należą do nas, ale my do nich>, wreszcie zasnął zeskakiwał z miękkiego wygodnego łoża i kładł się obok dziewczyny, by móc ogrzać ją swoim ciepłem. Pies był na tyle czujny, że wyczuwał, gdy jego pan się przebudzał i zaraz wskakiwał na łóżko. I tak Hermiona znalazła kogoś, kto w tych ciężkich czasach pokochał ją bezwarunkową miłością.
To wielkie zwierze przypominało jej ukochanego kota, którego była pewna, że już na zawsze utraciła i teraz na nie przelała całą swą miłość. To w jego sierść wypłakiwała się, gdy Draco bił ją, upokarzał i poniewierał. A zdarzało się to prawie, co dziennie.

Kusiciel mężnie znosił swoje "rozdwojenie jaźni" i okazywał zarówno Hermionie, jak i Malfoy'owi swoje oddanie i miłość, tak, że Draco nie miał nawet pojęcia o podwójnej lojalności swego ulubieńca.
I wilk był syty, i owca cała, chociaż akurat ta owca miała życie usłane kamieniami o ostrych krawędziach. Doberman wygładzał te krawędzie i dawał "owcy" potrzebną do przetrwania dawkę psiej miłości.
Ale nie zawsze to wystarczało, nie zawsze pomagało. Nie w chwilach, gdy była gwałcona, kopana, czy traktowana jak przedmiot. Chociaż to ostatnie było najmniej bolesne fizycznie i najmniej upokarzające.

***

Wiele trzeba mocy, by umieć żyć wiedząc,
jak bardzo życie i niesprawiedliwość są z sobą złączone.
[Friedrich Wilhelm Nietzsche]

Równo tydzień po piętnowaniu nastąpiło dużo bardziej stresujące dla Hermiony przeżycie. Draco grał w jedną ze swoich ulubionych gier, w Pokera, i omal nie przegrał jej do* człowieka, który, co mogłoby się wydać nieprawdopodobne, byłby dla niej o wiele gorszy od dotychczasowego pana.
Stało się tak, ponieważ ten dzień był dla Malfoya juniora pechowy.
*przegrywa się do

Przy okrągłym, drewnianym stoliku siedziało czterech młodych mężczyzn i ostro grało w pokera. Żaden <lepiej pasowało rozpoczęcie nowego zdania niż przecinek> z nich nie zwracał uwagi na bladą, szczupłą dziewczynę, która siedziała w kącie pokoju i nawet nie śmiała na nich spojrzeć. Była tylko tłem, nic nie znacząca rzeczą... nie, nie była rzeczą... była szlamą, a szlama to gorzej niż śmieć.
- No Malfoy chyba znowu przegrałeś... coś ciężko ci dzisiaj idzie. - zarechotał Gregory Goyle i strzepnął popiół z cygara na podłogę. W końcu skrzat albo szlama posprząta.
- Aha - Draco napił się wódki prosto z butelki i Kusiciel posłał mu pełne wyrzutu spojrzenie.
- Co, piesku? - zapytał czule (nie przewidziało ci się Drogi Czytelniku) blondyn - Nie podoba ci się, kiedy pan gra w karty i pije. Spokojnie, niedługo skończę.
- No chyba nas nie zostawisz... za dobrze mi idzie, postaw coś cenniejszego niż pieniądze. - czarnowłosy Ślizgon oblizał swe wargi i spojrzał na Dracona - Może twój nowy koń. Podobno dostałeś go od samego Lorda?
- Zapomnij Goyle, konia w życiu bym nie postawił... jak chcesz mogę postawić szlamę, w końcu zawsze chciałeś ją przerżnąć, a tak będzie twoja na cały długi tydzień. Co ty na to?
Gregory Goyle znowu zarechotał i siedzącą w kącie Hermionę przeszły fale zwierzęcego strachu. Kiedy pomyślała, że ten niedomyty, wulgarny i okrutny człowiek miałby ją chociaż dotknąć, zrobiło się jej niedobrze. Kusiciel uniósł łeb i zawarczał, patrząc prosto na Goyle'a.
- Chyba cię nie lubi. - powiedział bez cienia emocji Dracze.
Gruby mężczyzna już miał zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że on też nie cierpi Kusiciela, ale wolał to przemilczeć.
- Nie kupuje kota w worku, nawet nie wiem jak ona wygląda, jeszcze wciśniesz mi jakiś bubel.
Draco przez chwile nic nie mówił tylko patrzył na towarzyszy. Wreszcie ruchem ręki przywołał Hermionę, która wolała natychmiast do niego podejść, niż oczekiwać na wybuch gniewu.
- Skoro nie wiesz jak wygląda to zobaczysz, bo Granger się zaraz dla nas ślicznie rozbierze... prawda Hermionko? - zapytał, jakby naprawdę liczył na jej odpowiedź.
Dziewczyna z przerażeniem, modląc się o to, żeby Goyle stracił dobrą passę, zaczęła powoli się rozbierać. Kusiciel pisnął żałośnie i ostentacyjnie położył łapę na ślepiach, jakby chciał dać swojemu panu do zrozumienia, że to, co robi jest, co najmniej niestosowne.
Hermiona rozebrała się do samej bielizny i miała ogromną nadzieję, że nie będzie musiała jej zdejmować.

Draco z obrzydzeniem patrzył, jak jego towarzysze zaczynają się ślinić na widok prawie nagiego ciała kobiety.
"Rany, czy oni nie potrafią się opanować?" - myślał, przypalając sobie papierosa i spod półprzymkniętych powiek obserwując trzęsącą się z zimna i strachu dziewczynę.
- Gramy czy nie? - zapytał zirytowany przedłużającym się milczeniem - Jak przegram - jest wasza na tydzień i nie obchodzi mnie, co z nią zrobicie, byle by żywa wróciła, a jak wygram... zbieram całą pulę, a o niej możecie zapomnieć.
- Grać to możemy, ale dlaczego ona nie jest jeszcze naga? Chcę ją pomacać - tym razem odezwał się Crabbe i ruszył w stronę dziewczyny.
- Siadaj na tyłku i nie ruszaj się - warknął Draco - Macać to wy sobie będziecie jak przegram, a na razie jest moja i nie wolno wam jej ruszyć. A ty - teraz zwrócił się do przerażonej Gryfonki - ściągaj do końca te ciuchy, bo panowie chcą sobie popatrzeć.
Hermiona z miną skazańca, ale bez słowa skargi, zdjęła z siebie stanik i niepewnie popatrzyła na Malfoya.
- Gacie też ściągaj, chyba, że chcesz, abym zrobił to ja i przy okazji żebym przerżnął cię przy moich uroczych gościach - jego uśmiech był tak zimy jak tylko może być ludzki uśmiech a w oczach szklił się arktyczny chłód.
"Uroczy goście" w postaci Goyle'a, Crabba i Flinta, który był najbardziej okrutny z nich wszystkich, zarechotali obleśnie, jak jeden mąż.
Dziewczyna zsunęła majtki i stanęła naga i zażenowana przed wybredną publicznością. Czuła się jak okaz dziwnego zwierzęcia w cyrku, albo małpa w ZOO. Musiała opanować napad gorzkiego i szalonego śmiechu.
Miała ładne, chociaż trochę wychudzone ciało. Szpeciło ją jedynie kila śladów po uderzeniu batem na plecach i siniaki na wewnętrznej stronie ud i w dolnej części pośladków. Poza tym "towar przetargowy" był bez zarzutu.

Spuściła wzrok, by nie widzieć ich zwierzęcych spojrzeń, i w głębi duszy prosiła wszystkie bóstwa świata, by tym razem Malfoy'owi poszczęściło się i wygrał.
Najwyraźniej w niebie, piekle lub innych zaświatach ktoś musiał nad nią czuwać, gdyż karta się odwróciła i tym razem to jej pan był zwycięzcą. Marcus Flint zaklął szpetnie pod nosem, naprawdę miał ochotę zapoznać się z tą szlamiastą wywłoką... ale może jeszcze nie wszystko stracone.
- Skoro zgarnąłeś cała forsę, to może w ramach rekompensaty oddasz nam ją na jeden wieczór, co ty na to? - Zwrócił się do młodszego kolegi, jednocześnie nie spuszczając spojrzenia z pobladłej dziewczyny.
Tak, on by już ją nauczył szacunku. U Malfoya ma najwyraźniej za dobrze, nawet to po niej widać, prawie żadnych siniaków.
- Sam nie wiem - Draco był w tak dobrym humorze, po nagłej i niespodziewanej wygranej, że dosyć poważnie zastanawiał się nad prośbą mężczyzny.

Crabbe widząc, że młodszy Malfoy może ulec ich prośbom wstał i ruszył w stronę Gryfonki.
Niestety, nie należał do mężczyzn, którzy poruszają się zgrabnie, a już w szczególności wtedy, gdy sobie popiją. Zapatrzony w nagą kobietę nie zauważył Kusiciela leżącego na podłodze i nadepnął na psa. Po pokoju rozległ się niesamowity skowyt, a doberman spojrzał obrażony na towarzystwo. On był obrażony, a Draco wściekły.
- Ty kretynie, ośle jeden, patrz jak łazisz gamoniu. Ten pies jest cenniejszy niż twoja grube cielsko, kur*wa, jak mu coś zrobiłeś to ci nogi z dupy powyrywam. Spieprzać mi stąd i to w te pędy. Psa mi deptać będą. No już was tu nie ma.
Mężczyźni wyszli, jak niepyszni, wiedząc, że w tej sytuacji nie mają co marzyć o pożyczeniu szlamy. Dracon nie darował, gdy ktoś choćby dotknął jego pupilka.

Hermiona odetchnęła z ulgą po wyjściu mężczyzn i podniosła z podłogi stanik i skąpe figi.
Była trochę spokojniejsza, zwłaszcza, że Draco wygrał sporo galeonów bo wprawiło go to w dosyć dobry nastrój.
- Czy ktoś pozwolił ci się ubrać, Granger? – zapytał Malfoy i dziewczyna jęknęła w duchu.
Widocznie nie było wcale dobrze, no, ale w końcu ucierpiał ulubieniec Dracona i ktoś musiał za to oberwać, a ona była pod ręką.
- Ja.. ja przepraszam panie... ja wcale nie chciałam się ubierać... chciałam.. chciałam tylko posprzątać... bo ja wiem jak pan nie lubi bałaganu... ja bardzo przepraszam - dziewczyna próbowała kłamstwem ratować sytuację. Miała nadzieje, że Draco jest zbyt zamroczony alkoholem, by zbyt mocno ją katować.
- Granger przynajmniej byś nie kłamała - Draco rozparty w fotelu przyglądał się zastraszonej własności. - Wiesz, że w każdej chwili mogę ich tu z powrotem przywołać i cię im oddać. Powiedz, co jesteś w stanie takiego zrobić, bym zmienił zdanie? – w jego źrenicach pojawiły się iskierki okrutnego rozbawienia. - Tylko się wysil, szlamo.

W oczach Hermiony zaiskrzyły łzy, a w oczach jej właściciela kryształki lodu.
„Czemu? – pomyślała dziewczyna – Przecież ja nic nie zrobiłam Kusicielowi, nic nie mogłabym zrobić..." – mężnie starała się nie rozpłakać, bo by to tylko zdenerwowało Malfoya.
Spojrzała błagalnie na psa, jakby zwierzę mogło ją uratować od kolejnej sesji pod tytułem „jak poniżyć i upokorzyć człowieka do tego stopnia, żeby pogardzał sam sobą".
Pies wyczuwając rozpacz dziewczyny ruszył w jej stronę kulejąc. Ruszył, ale nie doszedł. Pomimo tego, że był naprawdę dużym i ciężkim zwierzęciem Draco bez problemu wziął go na ręce i ruszył w stronę drzwi.
- Idę z Kusicielem do Severusa, jak wrócę tu ma panować nieskazitelny porządek, a ty masz mieć pomysł, jak mi umilić czas, bo jak nie to cię im oddam.
- Chodź piesku, zobaczymy czy ta świnia nic ci nie zrobiła - zwrócił się pełnym miłości i oddania tonem do ukochanego stworzenia.

Hermiona zacisnęła zęby, włożyła bieliznę i zabrała się za sprzątanie. Po kwadransie w pokoju lśniło, bo dziewczyna nabrała wprawy we wszystkich czynnościach domowych. Nie mała innego wyboru.
Sprzątnęła, usiadła na środku pokoju i zapłakała rzewnymi łzami.

***

W tym samym czasie, gdy ona zalewała się łzami Draco bez pukania wszedł do komnat Severusa, odrywając go od bardzo ciekawych zajęć wykonywanych razem z Potterem.
- Nikt cię pukać nie uczył?! - Warknął zirytowany Severus wstając z łóżka i wciągając na siebie spodnie. - A temu co się stało i dlaczego do mnie z nim przyszedłeś?
- A niby do kogo miałem iść, przecież ty tu jesteś Mistrzem Eliksirów i masz praktykę uzdrowicielską.
- Ale nie po to, by leczyć jakieś ku... - Severus wolał urwać w połowie zdania, Kusiciel był czymś więcej, niż zwykłym psem, dlatego bez żadnych słów otworzył drzwi do gabinetu i wpuścił tam Dracona razem z psem, rzucając jeszcze Harry'emu spojrzenie z serii "Leż, czekaj i przygotuj się na zabawę".
- No to mów, co się mu stało - powiedział, gdy Malfoy położył psa na stole.
- Crabbe go zdeptał - odpowiedział Draco, jakby obwieszczał koniec świata.
- Co takiego?! Chcesz mi powiedzieć, że dlatego, iż ta chodzącą góra wpadła na twojego psa ja mam sobie przerywać i...
- On kuleje i go boli, a Potter i jego dupa raczej na ciebie zaczekają. Przecież nie zaniosę go de weterynarza.
- Wyjdź - Severus spojrzał na Dracona tak, jakby miał go zaraz posłać do piachu. - Wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy, zajmę się tym twoim kochanym psiaczkiem, a ty mi natychmiast zejdź z oczu, bo będziesz w jeszcze gorszym stanie niż on.
- Zajmiesz się nim należycie, Severusie? – spytał z troską Malfoy junior zanim wyszedł.
- Przecież wiesz, że tak, Młody, a teraz lepiej spadaj, pókim dobry! – Odrzekł urażony mistrz eliksirów z praktyką Uzdrowiciela.
- Dzięki, i miłej zabawy z Potterem – powiedział Draco. – Spokojnie, spokojnie – dodał widząc minę Snape'a – nie denerwuj się tak, już idę.

Draco powoli wracał do swoich komnat, wiedział, że jego pupilek jest w dobrych rękach i nie musi się o niego martwić. Nagle przystanął, gdyż do jego uszu doleciał radosny męski śmiech. Śmiech jego ojca. Chłopak stał w milczeniu i podsłuchiwał, jak jego szczęśliwy ojciec cieszy się życiem. Śmiał się tak beztrosko, tak jak nigdy. Bo w sumie on się nigdy nie śmiał.. nie w taki sposób, a przynajmniej nie przy nim. Młody mężczyzna zapamiętał ze swego życia wieczną powagę chłód i dystans płynący od rodziciela. Lucjusz nigdy nie zachowywał się swobodnie przy nim, czy przy własnej żonie, a teraz przy tej...
Draco nie chciał o tym myśleć, wolał pójść do siebie, niż słuchać, jak jego ojciec cieszy się życiem.

***

Hermiona otarła łzy i wstała z podłogi. Zrobiła to akurat na czas, bo jej pan i władca właśnie wrócił. Dziewczyna popatrzyła na niego z nadzieją. Przez chwilę wydawało się, że widzi w jego oczach smutek. Ale wrażenie minęło bardzo szybko, gdy podniósł na nią wzrok szarych, zimnych i niedostępnych oczu.
- Wymyśliłaś już jak mi umilisz wieczór, Granger? – Zapytał z jadowitą drwiną. – Radziłbym dużą pomysłowość, inaczej będziesz zabawiała do rana trzech, o wiele bardziej miłych niż ja, dowódców moich kompanii... Wszystko zależy od ciebie.
Dziewczyna poczuła, jak w jej gardle narasta jakaś twarda gula i nie może nic powiedzieć. Zresztą nie wiedziała, co powinna powiedzieć, wszystko, co zrobi może okazać się błędem i jej pan może ją im oddać. Niepewnie, ledwo słyszalnym szeptem, odezwała się do mężczyzny.
- Panie, możesz zrobić ze mną wszystko, na co tylko masz ochotę...
- Granger, kretynko, ja doskonale wiem, że mogę zrobić z tobą wszystko, tego to ty mi nie musisz mówić.
Hermiona zrobiła się blada i poczuła się słaba, tak słaba, że odechciało się jej żyć.
- Nie wiem – powiedziała nad wyraz spokojnie. – I tak niczym pana nie zadowolę, sir... Może mnie pan nawet rzucić na pożarcie wściekłym psom. Już mnie nic nie zdziwi.

A propos dzikich psów – Malfoy, mimo, że straszył ją pokazem tego widowiska, które odbyło się dwa dni wcześniej, jednak jej tego oszczędził. Teraz patrzył na nią w niemym szoku, zbyt zdziwiony, żeby się bardziej zdenerwować.

Przez chwilę zastanawiał się, jak ukarać ją za te pyskowanie. Spokojnie podszedł do karafki z winem, nalał sobie purpurowego trunku do kieliszka i upił troszeczkę.
- Granger, do końca miesiąca jesteś własnością pana Flinta, masz w tej chwili udać się do niego. Już cię tu nie ma.
Hermionie zaschło w gardle, a przed oczyma zaczęły wirować czarne kropeczki. Marcus Flint był gorszy niż stado bezpańskich psów... jeśli to możliwe, był nawet gorszy niż Draco Malfoy. Dziewczyna nie powiedziała ani słowa tylko ruszyła w stronę drzwi. Kiedy miała już dotknąć srebrnej klamki, osunęła się z płaczem na podłogę.
- Błagam, nie każ mi tego robić panie - mówiła przez łzy - zrobię naprawdę wszystko, czego zażądasz tylko nie każ mi tego czynić. - Nienawidziła siebie za te słowa, ale chęć przeżycia była silniejsza.
I może to nawet nie tyle chęć przeżycia ją skłoniła do takiego zachowania, co ogromny lęk przed Flintem.
Ale czemu się dziwić, skoro bali się go nawet jego ludzie?
Kobieta podeszła na ugiętych nogach do Dracona, który spokojnie sączył alkohol i upadła przed nim na kolana, jeszcze głośniej szlochając.
- Błagam – powiedziała – niech mnie pan nie oddaje.
Pochyliła się nisko i zaczęła w akcie desperacji całować ciężkie, wojskowe buty swojego pana, obficie oblewając je łzami.
- No wreszcie wiesz gdzie jest twoje miejsce, ale chyba nie sądzisz, że czymś takim mnie przebłagasz.?
- Ja naprawdę jestem gotowa zrobić wszystko, co pan chce, tylko błagam, niech pan mnie im nie oddaje - Hermiona bała się podnieść z podłogi i spojrzeć w lodowate oczy swego właściciela.
- Naprawdę Granger? Naprawdę jesteś w stanie zrobić wszystko? Wstawaj - warknął Draco i odsunął się od dziewczyny. - Jak wszedłem do Severusa to Potter dawał mu właśnie dupy... swoją drogą, wiedziałem, że on jest zdolny tylko do jednego, ale zastanawiam się, czy ty też byłabyś w stanie aż tak się poświęcić.
Hermiona przez chwilę nie rozumiała, o co mu chodzi, ale wreszcie dotarło do niej, o jakim rodzaju seksu mówi jej właściciel i zadrżała ze strachu. Była drobną, delikatnie zbudowaną kobietą i bez odpowiedniej gry wstępnej nawet zwykły stosunek mógł jej sprawić dużo bólu, a co tu mówić o seksie analnym z tak dobrze wyposażonym mężczyzną jak Draco Malfoy.

Blondyn doskonale bawił się jej strachem i poniżeniem. Patrzył na nią spokojnie z góry i powoli dolewał sobie wina do kieliszka.
- No, czekam na odpowiedź... tak czy nie, Granger?
Dziewczyna otarła łzy wierzchem dłoni. Dużo lepsze było chyba uprawianie seksu analnego z Malfoy'em niż jakiegokolwiek seksu z Flintem i Hermiona nieśmiało skinęła głową.
- Tak – szepnęła cichutko.
- Co tak, szlamo? – spytał ironicznie Draco. – Zapomniałaś jak się masz do mnie zwracać?
- Wybacz panie - dodała szybko, bojąc się na nowo go zdenerwować - zgadzam się na wszystko, co będzie chciał pan ze mną uczynić.
- Zgadza się na wszystko, a rozkazu wykonać nie chce... dobra Granger, jak będziesz miła i grzeczna to się zastanowię nad tym czy oddać cię, czy nie. A teraz rozbierz mnie szlamo... tylko tak żebym był z tego zadowolony - powiedział Draco i usiadł na łóżku.
Hermiona drżącymi rękoma zaczęła odpinać jego jedwabną błękitną koszule. Po odpięciu każdego guziczka całowała i pieściła jego nagą skórę wiedząc, że coś takiego go zadowoli. Draco lubił te nieśmiałe, delikatne pieszczoty dziewczyny, sprawiały mu one wiele przyjemności
Zdawał sobie sprawę, że one byłyby o wiele bardziej ekscytujące i przyjemne, gdyby dziewczyna była inaczej traktowana i nie drżała cały czas z obawy, że robi coś nie tak. Ale niestety, radość sprawiało mu także poniżanie Hermiony i nie chciał, ani nie mógł nad tym zapanować.
Kiedy ściągnęła z jego nóg ciężkie, skórzane buty a ze stóp zdjęła bawełniane, ciemne skarpety, kazał się jej odsunąć i ściągnąć bieliznę, którą miała na sobie.

To również wykonywała bardzo powoli i zmysłowo od czasu do czasu pieszcząc swe ciało. I to również mu się podobało, a Hermiona wolała dzisiejszej nocy wykorzystać wszystkie znane sobie chwyty, byle tylko wprowadzić swego pana w dobry nastrój.
- Nieźle Granger, widzę, że czegoś się jednak nauczyłaś... zobaczymy jeszcze czy we wszystkim przejawiasz takie zdolności.
Dracon ściągnął z siebie spodnie pod którymi nie miał nic i ponownie usiadł na łóżku.
- Klękaj i bierz się do roboty, zacznij pracować swoimi ustami. Może do czegoś się przydadzą
Hermiona bez słowa uklękła przed swoim panem. Właściwie ulżyło jej, że w taki sposób ma go zadowolić. Draco z rozbawieniem obserwował, jak dziewczyna pokornie zabiera się do roboty. Jakiś nieprzyjemny wewnętrzny głos podpowiedział mu, że gdyby ją traktował inaczej ich "wspólne życie" byłoby zupełnie inne. Ale Draco Malfoy miał w głębokim poważaniu głos czegoś, co niektórzy określali mianem sumienia.
Hermiona dłońmi pieściła jego wzniesioną męskość i całowała jego uda. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o ten rodzaj pieszczot to nabrała dużej praktyki i teraz wiedziała już, co zadowala jej pana.
Tak pana - dziewczyna nawet w myślach nie określała go inaczej, to był po prostu jej pan. Nawet nie mężczyzna, ale po prostu właściciel towaru, którym dla niego była.
Draco zaczął cicho jęczeć, bo pieszczoty dziewczyny bardzo mu się podobały. Nawet bardziej niż bardzo...
Zawsze robiła to dobrze, można by rzec, że miała talent dosłownie do wszystkiego, począwszy od zamiatania podłogi na seksie kończąc.
Tym razem jednak jej pieszczoty były wybitnie delikatne i czułe, i Draco wbrew samemu sobie poczuł ukłucie żalu, że nie wynika to z ciepłych uczuć dziewczyny, ale z chęci sprawienia mu przyjemności, tyko po to, by nie ponieść okropnych konsekwencji. Konsekwencji... no właśnie czego?... Tego, że Crabbe okaleczył jego kochanego psa...
Malfoy odepchnął Hermionę, zanim stracił całkowicie panowanie nad swoimi reakcjami i popatrzył na nią uważnie.
- Uklęknij na łóżku - powiedział lekko zachrypniętym głosem i dziewczyna straciła nadzieję na to, że okaże jej litość.
Drżąc na całym ciele wdrapała się na łóżko i przybrała pozycję klęczącą. Modliła się by ten koszmar szybko się skończył i nie spodobał Malfoy'owi, bo wtedy już nigdy tego nie powtórzy. Gorzej, jeśli ten rodzaj seksu przypadnie mu do gustu... o wiele gorzej. Dracon stanął za dziewczyna i w milczeniu przyglądał się jej drobnej sylwetce. Gdyby się postarał jednym dobrym uderzeniem mógł pozbawić ją życia. Mógł też sprawić jej o wiele więcej bólu niż zazwyczaj wiedział o tym doskonale... ale nie wiedział czy chce to zrobić. Miał świadomość, że zwykły stosunek przysparza jej wiele bólu i że to, co teraz zamierza zrobić może nie tylko boleć, ale też bardzo uszkodzić dziewczynę. W momencie, gdy miał rozpocząć akt do jego komnaty doleciał głośny krzyk pełen bólu.

Draco szybko wciągnął spodnie i wyszedł zaciekawiony i zaniepokojony na korytarz.
To, co zobaczył omal nie postawiło mu ze zgrozy włosów na głowie. Jakaś dziewczyna - nie widział dobrze, jaka - klęczała wsparta na twardej posadzce, o którą opierała się dłońmi, a Flint brutalnie gwałcił ją od tyłu przy wtórze rechotów Crabbe'a i Goyle'a.
- Co wy, do diabła, wyprawiacie?
Crabbe odwrócił się do tyłu i z butelką w ręku podszedł, do Dracona.
- Nic strasznego, zabawiamy się tylko z tą Gryfonką, a może ty też do nas dołączysz i przy okazji weźmiesz szlamę? Z chęcią bym się z nią zapoznał.
- Z jaką Gryfonką?
- Z Brown, Draco - odrzekł usłużnie Crabbe. Flint właśnie skończył i Vincent Crabbe ściągał spodnie, bo to była jego kolej.

Malfoy obrzucił dziewczynę nieprzytomnym wzrokiem. Pośladki miała całe we krwi, a jej szloch był rozdzierający.
- Puśćcie ją - warknął dziwiąc się swym własnym słowom.
- Co takiego? - Goyle spojrzał się na swego dowódcę niezadowolony. Denerwowało go, że ten młodszy od niego o sześć miesięcy mężczyzna jest jego przełożonym.
- Jak ci coś nie odpowiada Goyle, to idź na skargę do Lorda, a teraz ją puścicie.
- To moja własność - spokojnie powiedział Crabbe. - Nic ci do tego.
- Bardzo dużo mi do tego. Drze się pod moimi drzwiami, a wy zachowujecie się jak zwierzęta. Precz mi stąd, a ją proszę mi zostawić do rana... Bez dyskusji!! Wszyscy służycie pode mną i macie mi być posłuszni. Won!!
Mężczyźni jak niepyszni, opuścili korytarz cicho przeklinając na swojego dowódcę i w myślach ciężko mu się odgrażając. Draco podszedł do zmaltretowanej kobiety, która nie miała już nawet siły głośno płakać, teraz po prostu łzy spływały z jej szklanych oczu.
Draco wrócił do salonu po różdżkę i przeniósł Lavender za pomocą czarów do małego pokoju obok sypialni.
Dziewczynie każdy ruch sprawiał ogromny ból, i to było widać.
- Poczekaj, przyniosę ci eliksiry przeciwbólowe – powiedział Draco i wyszedł tylko po to, by ponownie wkur*wić Severusa.
Szybko pokonał schody i ponownie bez pukania wpadł do sypialni Snape'a. Wściekły Severus bez pytania o co chodzi skierował na niego różdżkę i powiedział tylko jedno słowo.
- Wynocha!
- Rusz dupę potrzebuje twojej pomocy i kilka eliksirów: wzmacniające, regenerujące, przeciwbólowe. Szybciej, z nią jest coraz gorzej.
- Coś ty zrobił Granger? – zapytał z furią Snape.
- Ty sukin... – ale Harry nie dokończył, bo Severus zatkał mu ręką usta, a Draco wrzasnął ze złością.
- Nie chodzi o Granger, ale o Lavender Brown i nie ja ją załatwiłem!
- No rusz się! - warknął Draco i wybiegł, nie czekając na Severusa.
Po kilku minutach znalazła się w sypialni, a za nim wbiegł Mistrz Eliksirów. Jak tylko zobaczył ciało dziewczyny szpetnie zaklął i podszedł do łóżka. Delikatnie zaczął ją dotykać dziewczyny, ale nawet ta ostrożność w niczym nie pomogła. Levander rozpłakała się z bólu.
- No nie płacz – powiedział Snape łagodnie – masz wypij to. To bardzo silny środek przeciwbólowy, zadziała już za pięć minut.
Podał dziewczynie fiolkę, którą z wdzięcznością wychyliła.
- A myślałem, że to ty jesteś sadystą, Młody... Kto to zrobił? – spytał lodowatym tonem Dracona.
- Usłyszałem na korytarzu płacz i krzyki. Jak wyszedłem to właśnie Flint się z nią zabawiał, a Crabbe i Goyle czekali w kolejce.
Severus nie zdążył nic powiedzieć, gdyż dziewczyna głośno krzyknęła i złapała się za brzuch. Spomiędzy jej nóg zaczął wypływać strumyczek krwi, a ciałem wstrząsnęły dreszcze. Severus próbował pomóc dziewczynie, ale niestety było za późno - poroniła.

Mężczyzna wyrzucił Dracona z pokoju i dopiero po godzinie, kiedy Lavender była umyta, opatrzona i spała pozwolił mu wejść.
- Wiedziałeś, że była w ciąży? Zapewne nie... Crabbe pewnie też nie wiedział – Severus nie chciał dopuścić do siebie myśli, że ktoś może tak potraktować kobietę w ciąży. - Pewnie mu nie...
- On wiedział – odpowiedział cicho Draco - wiedział, że ona jest z nim w ciąży...
- To sukinsyn, idę zaraz do Lorda, musi się dowiedzieć! I powinien mu ją zabrać.
- Już byłem u Lorda, sam wpadł na tak uroczy pomysł, żeby mu ją odebrać.
Kiedy Draco został wyrzucony z pokoju, poszedł prosto do Toma Riddle. Lavender była własnością jednego z pomniejszych dowódców, a skoro jej właściciel doprowadził do takiego stanu, to Lord musiał się tego dowiedzieć. Draco dosłownie biegł hogwardzkimi korytarzami, zastanawiając się, co go podkusiło. Mógł przecież nie reagować na krzyki dziewczyny, a tak musi odwalać brudną robotę donosiciela.
- Dostanie ją Zabini albo na Bellatrix. Zasugerowałem Zabiniego. – dokończył relację z wyprawy Malfoy junior.
- Dobrze zrobiłeś, młody. Czasem mnie potrafisz pozytywnie zadziwić – powiedział z szacunkiem Severus. – Lepiej wracaj do swojej niewolnicy.
Zmęczony Dracon wracał do swojej sypialni marząc tylko o tym, by się wreszcie położyć, był wykończony. Kiedy wszedł do pokoju jego wzrok zatrzymał się na Hermionie która dalej klęczała na jego łóżku. Dziewczyna bała się ruszyć, nie wiedziała, kiedy wróci jej pan i w jakim będzie humorze, wolała tkwić w tej upokarzającej pozycji niż ponownie zasłużyć na jego gniew.

Mężczyznę zamurowało. Patrzył przez chwilę na klęczącą kobietę, w końcu się odezwał.
- Wstawaj Granger, idź się myć i spać. Ja pójdę po tobie... Jedna z twoich koleżanek przed chwilą poroniła... - jego głos był zmęczony, rozdrażniony i jakby smutny.
Hermiona ledwo wstała z łóżka i przestraszona popatrzyła na swego pana.
- Która?
- Lavender, a teraz spadaj i kładź się spać.
- Dziękuje panu.
- Nie dziękuj mi Granger, tylko zejdź mi z oczu, bo jestem wściekły i rozdrażniony.- Draco usiadł z butelką wódki w ręku i wypił kilka łyków prosto z gwinta.
Hermiona pomimo tego, że bardzo się bała jego reakcji postanowiła zaryzykować.
- Czy będę się mogła z nią zobaczyć panie?
Draco opatrzył na nią bykiem.
- Na twoje nieszczęście Granger, tak. Możesz iść do niej na chwilę rano po śniadaniu i zanieść jej coś do jedzenia. Jest w pokoju obok sypialni, a teraz zjeżdżaj!
- Dziękuje panu - powiedziała cichutko i udała się pod prysznic.
Tym razem zostało jej odpuszczone, ciekawe tylko na jak długo, ale wolała się nad tym nie zastanawiać i cieszyć tą krótką chwila "wolności". Szybko się umyła i położyła na podłodze przykrywając cienkim kocem. Z jej oczu zaczęły płynąc łzy, tym razem nie płakała nad swoim losem, ale nad tragedią koleżanki, która, jeśli to możliwe znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji niż ona.

***

Draco wypił sporo, ale jak na złość nie mógł się upić. Za dużo przeżył. Ukochany pies miał poważnie uszkodzoną nogę, a ta durna Lavender Brown omal nie wykitowała na jednym z jego wyrek.
- Niech to wszystko jasny szlag! - krzyknął i rozbił butelkę z resztką alkoholu o ścianę.
Musiał się wyżyć. Założył pierwszą lepszą bluzę, którą chwycił z szafy i pobiegł przejechać się konno na swoim starym, dobrym wałachu, Helsingu.
Gdy tylko dosiadł konia, puścił zwierzę w dziki galop.
Szaleńczy pęd po hogwardzkich błoniach i Zakazanym Lesie, trochę go uspokoił. Na tyle, że po powrocie do sypialni nie wyżywał się na Hermionie, tylko położył się spać. Kiedy obudził się o szóstej nad ranem przez chwilę przyglądał się śpiącej kobiecie z zastanowieniem czy obudzić ją też i na niej rozładować napięcie seksualne, którego nie udało mu się wczoraj ugasić.

Zszedł z łóżka i zdjął z Hermiony koc. Bez zbędnych ceregieli rozebrał śpiącą jak kamień dziewczynę z jedwabnej, białej koszulki. Była zmęczona płaczem i napięciem psychicznym wynikającym z przerażenia jakie towarzyszyło jej przez ostatni wieczór.
Przez moment przyglądał się ciału kobiety by wreszcie w formie "wyrafinowanej pieszczoty" uderzyć ją dłonią w nieosłonięty niczym pośladek. Hermiona od razu przewróciła się na plecy i zaspanymi oczyma spojrzała się na swego właściciela. Po jego minie zrozumiała, o co mu chodzi, ale mimo wszystko była zbyt odurzona by od razu właściwie zareagować. Patrzyła na niego tylko dużymi oczyma, a to bynajmniej nie poprawiło jego nastroju.
- Rozchyl nogi, Granger – warknął i zaczął bawić się jej lewą piersią. Nie był delikatny, ale nie był też brutalny i dziewczyna pomyślała, że może nie będzie tak tragicznie.
Draco pogładził wnętrze uda swojej niewolnicy. Westchnęła cicho. Tak bardzo pragnęła, żeby dotykał ją tak samo w najintymniejszym miejscu, wtedy zbliżenie nie byłoby tak bolesne, jak zapewne będzie.
Mężczyzna zarzucił sobie nogi Hermiony na ramiona i gwałtownie w nią wszedł. Zacisnęła zęby z bólu i przysięgła sobie, że nie spłynie po jej policzkach ani jedna łza.

Ruchy mężczyzny były bardzo mocne, chciał się wyładować, a według niego seks doskonale się do tego nadawał. Nie obchodziło go, że zadaje ból kobiecie, w końcu to jemu miało być dobrze. Na szczęście dla Hermiony sam akt nie trwał tak długo, jak zazwyczaj i dziewczyna już po chwili mogła skulić się w kłębek. Wszystko ją bolało, jej ciało pomimo częstych brutalnych aktów, dalej było podatne na ból.
- Granger możesz iść do koleżanki, ale za godzinę masz być z powrotem.
Hermiona szybko skinęła głową, wolała nie zastanawiać się nad tym co by się stało, gdyby spóźniła się chociaż minutę.
Podziękowała mu grzecznie, włożyła białą koszulkę z powrotem i zarzuciła na ramiona bawełniany, niebieski szlafroczek. Wstała i cichutko opuściła sypialnię.

Weszła na palcach do pokoju, w którym spała Lavender i delikatnie potrząsnęła jej ramieniem.
Jej szkolna koleżanka obudziła się natychmiast. W jej oczach można było zobaczyć iście zwierzęcy lęk, bała się wszystkiego nawet takiego zwykłego dotyku. Przerażona rozejrzała się po pokoju, jakby w jakimś kącie miała zobaczyć swojego pana.
- To tylko ja, Lavender – Hermiona uśmiechnęła się do niej pocieszająco.
- Och! A co ty tu robisz? – Brown wlepiła zaskoczony wzrok w swoją koleżankę i bardzo nieśmiało się uśmiechnęła.
- Mój pan pozwolił mi cię odwiedzić, po śniadaniu też będę mogła przyjść.

- Dziękuje - dziewczyna zaczęła cichutko płakać, była okropnie rozbita psychicznie i ten pierwszy ludzki dotyk po tygodniach nieludzkich mąk był czymś tak niezwykłym, że nie potrafiła przejść po nim do porządku dziennego. - Ja powinnam już wstać, musze stąd iść, mój pan się wścieknie jak...
- Spokojnie, Lavender uspokój się... On ci nic nie zrobi - Hermiona niepewnie pocieszała zapłakaną kobietę, bo nie wiedziała jaka jest teraz jej sytuacja.
- Nic mi nie zrobi? Mogę tu zostać? Naprawdę?
- Na razie tak, uspokój się Lavender – orzechowooka dziewczyna, pogłaskała nieszczęsną istotę po głowie i obiecała sobie, że gdy jej pana nie będzie w pobliżu zapyta kogoś o sytuację Brown.
Współczuła tej dziewczynie, nie sądziła, że ktoś może trafić gorzej od niej, ale najwyraźniej tak było. Po czterdziestu minutach Hermiona opuściła pokój chorej i udała się do sypialni swego pana, by przygotować się na poranne śniadanie.
Nie musiała jednak nikogo o pytać o sytuację panny Brown. Przy śniadaniu zawiązała się bowiem ciekawa rozmowa.
- Co z Lavender Brown, Draco? – spytał Czarny Pan łagodnie patrząc na blondyna.
- Zaczyna wyglądać jak kobieta – chłodno odrzekł blondyn i wrócił do jajecznicy na bekonie.
- Severusie, czy myślisz, że Blais może ją dostać już jutro, czy jeszcze poczekać? Dobrze, że młody odradził Bellatrix, to, że jest kobietą nie znaczy, że byłaby dla niej lepsza od Crabbe'a – dodał w zamyśleniu Voldemort.
- Przez kilka dni jeszcze niech się nie rusza, a co do Belli...
- To po prostu wariatka - wszedł mu w zdanie Draco i uśmiechnął się rozbrajająco do ojca, który popatrzył na niego bykiem. - No chyba drogi ojcze nie zaprzeczysz, że cioteczka jest zdrowo szurnięta.
- Skończmy ten temat – uciął wymianę zdań Marvolo. – Bella jest zbyt kontrowersyjną osobą, by powierzyć jej opiekę nad dziewczyną po takich przejściach.
Severus skinął głową, a Draco wzruszył ramionami i przy stole zapadła napięta cisza.

Przerwała ją dopiero Sybilla, która widząc, że na stole nie ma już jej ulubionych rogalików z nadzieniem z toffi, zwinęła ostatniego z talerza zaskoczonego Lorda. Głupia mina mężczyzny spowodowała, że wszyscy siedzący przy stole wybuchli śmiechem i nawet Hermiona uśmiechnęła się lekko.
Pół godziny później Draco udał się do swego gabinetu, a Hermiona mogła pobiec do koleżanki i przekazać jej dobre wieści.
Przez kilka dni w życiu brązowowłosej gryfonki panował względny spokój, ale nic, co dobre nie trwa wiecznie...
Ale zanim to nastąpiło Hermionie wydawało się, że trafiła do najciemniejszych zakamarków Hadesu.

***

Draco Malfoy od ponad tygodnia chodził w morderczym nastroju. Wszyscy wokół próbowali go jakoś cholernie umoralniać, jakby to mu było potrzebne. Najpierw ta cała akcja przy stole, a dzisiaj jeszcze ten pieprzony Potter... i po co Severus się zjawił, tak to by przynajmniej odwdzięczył się temu dupkowi za wszystkie lata szkoły, ale nie Snape nie pozwoli dotknąć swojej zabaweczki.
Draco zaklął wściekle i skierował się do swoich komnat, by opatrzyć krwawiącą wargę.

Hermiona stała koło okna i przyglądała się jak Lucjusz Malfoy uczy Ginny jeździć na koniu. Cieszyła się, że jej mała przyjaciółka trafiła w tak dobre ręce. Jeśli nie mogły być wolne i żyć normalnie, to takie rozwiązanie było najlepsze. Dziewczyna wiedziała, że ani Ginny, ani Harry nie przeżyliby nawet tygodnia u jej pana. Byli zbyt wybuchowi i nie potrafiliby znieść tego cierpienia, ona też nie zawsze potrafiła, ale chęć przetrwania była zbyt silna, nawet w tych ciężkich dla niej czasach chwytała się życia.
Ona chwytała się życia, a ją chwytał w tej chwili paniczny strach.
Z jednej strony była bardzo wdzięczna Harry'emu za to, że stanął w jej obronie, a z drugiej ten kretyn spowodował, że teraz Malfoy nie tylko słownie, ale też za pomocą pięści zacznie się na niej wyżywać. Już sposób, w jaki odesłał ją do komnaty, gdzie miała na niego poczekać, dawał wiele do myślenia.
Brutalnie ją wepchnął do pomieszczenia i powiedział.
- Masz na mnie grzecznie poczekać, suko, i pamiętaj, że za każdy taki wyskok Pottera oberwiesz ty, durna szlamo. Nikt nie będzie mnie uczył, jak mam się obchodzić ze swoją prywatną własnością, absolutnie nikt, zwłaszcza ten zielonooki bohater, który jest teraz zwykłym niewolnikiem.

Teraz czekała grzecznie na swego pana, modląc się, by jak wróci był w choć troszkę lepszym nastroju. Kiedy drzwi do komnaty gwałtownie się otworzyły, Hermiona zrozumiała, że tym razem jej modlitwy nie zostały wysłuchane. Draco bez słowa usiadł w swym ulubionym fotelu i przez kilka minut nic nie mówił, tylko się jej uważnie przyglądał.
- Podejdź tu – powiedział w końcu zimnym tonem.
Hermiona spełniła polecenie na ugiętych z przerażenia nogach.
- A teraz mnie opatrzysz, tylko porządnie, bo jak spartolisz to tego bardzo pożałujesz.
Dziewczyna najdelikatniej jak potrafiła zaczęła opatrywać pęknięcie. Rana nie była zbyt duża, ale jak na gust Dracona M. nie powinno jej być tam wcale. Po kilku minutach odsunęła się od mężczyzny i cichutko szepnęła
- Skończyłam panie.
Malfoy bez słowa wstał i podszedł do lustra wiszącego tuż przy szafie z ubraniami. Musiał w duchu przyznać, że opatrunek był wykonany idealnie, nawet Severus nie zrobiłby tego lepiej.
Popatrzył zimnym wzrokiem na niewolnicę.
- Jesteś zadowolona , że dostałem w twarz od Pottera, co Granger? – spytał z drwiną.
Hermiona tylko spuściła głowę, wolała nie odpowiadać, gdyż jakakolwiek odpowiedź była w tym wypadku błędem. Niestety milczenie też nim było.
- No, odpowiadaj głupia szlamo!
- Wcale nie jestem z tego zadowolona, panie – odpowiedziała prawie zgodnie z prawdą, bo przecież nie była zadowolona. Bała się ponieść konsekwencje tego, co zrobił Harry.
- Kłamiesz zdziro
- Nieprawda, panie - po jej twarzy zaczęły spływać łzy, a ciałem wstrząsnęły dreszcze - ja...
Ale nie było jej dane dokończyć, gdyż Draco podszedł do niej i uderzył ją w policzek tak mocno, że upadła na podłogę. Dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej, bała się, że to dopiero początek tortur.
Malfoy patrzył z góry na płaczącą i przerażoną dziewczynę .
„Mogłam trafić gorzej" – pomyślała na pociechę Hermiona, mając na myśli koszmar, który przeszła Levander.
No tak, tylko panna Brown była już od tygodnia własnością Blaisa Zabiniego, który pozwolił jej odwiedzić Hermionę i była szczęśliwa, na tyle, na ile może być szczęśliwy ktoś, kto przeszedł wszystkie kręgi piekielne.

Draco nie zawracając sobie dłużej nią głowy wyszedł z sypialni, musiał sprawdzić, czy z jego koniem wszystko w porządku, ostatnio zaczął kuleć i wyglądał dosyć słabowito. Niektórzy sugerowali, by go dobić, ale on nigdy by tego nie zrobił, co najwyżej już by na nim nie jeździł, tylko zapewnił mu odpowiednią opiekę na stare lata.
I pomimo tego, że Lord miał mu dać za mniej więcej tydzień, nowego trzyletniego ogierka, niemal jeszcze surowego, bo Draco uwielbiał oswajać konie nienawykłe do jazdy, nie przyczyniło się w najmniejszym nawet stopniu do zmiany stosunku Malfoya juniora wobec jego starych, wypróbowanych koni.

Następne dni mijały w miarę spokojnie. Hermiona poczuła się niemal szczęśliwa, jej pan nie bił jej tak mocno, a seks z nim był trochę mniej brutalny i stosunki sprawiały jej troszkę mniej bólu, niż zazwyczaj. Nie wiedziała, że to swoista cisza przed burzą.

Dwa tygodnie po zajściu, w którym Potter omal nie zabił Malfoya juniora, doszło do drobnego incydentu przy obiedzie.
Hermiona była zamyślona i rozsypała cukier, a Draco nienawidził, kiedy jego niewolnica „przynosiła mu wstyd".
- Przepraszam - wyszeptała przestraszona.
Marvolo widząc jej wystraszoną minę, uśmiechnął się tylko wyrozumiale i ruchem różdżki posprzątał po wypadku.
- Nic się nie stało, mi się też to nieraz zdarza.
Mimo tego zapewnienie Hermiona wolała nie patrzeć się na swojego pana, gdyż wiedziała, że jeśli nie tu, to w sypialni na pewno czeka ją kara za to przewinienie.
Nie myliła się. Malfoy ani razu nie wspomniał o tym do końca obiadu. Piekło zaczęło się dopiero później.
- Jesteś niezdarną szlamą Granger – powiedział z pogardą, gdy znaleźli się sam na sam w jednym z pokoi należących do Archanioła Cierpienia i trzasnął ją z całej siły w twarz.
- Jestem tylko człowiekiem - szepnęła dziewczyna cichutko mając nadzieję, że jej pan tego nie usłyszy, niestety bardzo płonną nadzieję.
- Niby kim? Człowiekiem? Granger jesteś tylko zwykłym śmieciem...
- Nieprawda - dziewczynie stało się obojętne, jak bardzo jej pan będzie ją bił, nie potrafiła już dłużej milczeć - jestem człowiekiem i też odczuwam ból i poniżenie.
- Jak śmiesz mi pyskować, durna suko, co?
- Suko? – Hermiona popatrzyła z żalem na swojego pana. W tej chwili nie obchodziło jej co z nią zrobi. Była tak rozżalona, że musiała powiedzieć, co czuje i myśli. – Pan by w życiu nie potraktował tak żadnego zwierzęcia, ani psa ani suki, sir – z jej oczu pociekły obfite łzy.
Tego dla Dracona było już za dużo, ta szlama śmiała mu pyskować, ale w jednym miała rację - nigdy nie potraktowałby tak zwierzęcia.
Bo zwierzęta nie oszukiwały, nie udawały i nie kłamały, one zawsze były szczere.
- Teraz Granger pożałujesz, że w ogóle odważyłaś się odezwać. Nauczę cię, czym jest cierpienie i poniżenie, i radziłbym ci zapamiętać dokładnie kilka lekcji, których ci dziś udzielę.
Mówił cicho, prawie szeptał, i to napawało Hermionę największym przerażeniem.
- Rozbierz się – powiedział jeszcze ciszej i zdjął wiszący przy drzwiach bat.

Dziewczyna wiedziała, że nie ma sensu prosić go by się powstrzymał, jakiekolwiek prośby tylko pogorszą sprawę. Z łzami w oczach zaczęła się rozbierać i po chwili stała naprzeciw niego naga i trzęsąca się ze strachu.
- Odwróć się i oprzyj o stół - powiedział Draco spokojnie, jej łzy nie robiły na nim żadnego wrażenia.
Nie bił jej długo, ale tak mocno, że Hermiona już po trzecim uderzeniu była bliska utraty zmysłów. Kilka następnych razów które otrzymała, było niemal nie do zniesienia. Po wszystkim osunęła się na podłogę i zwinęła w kłębek, modląc się o rychły koniec, ale to był dopiero początek.
Draco brutalnie przewrócił ją na zakrwawione plecy i dziewczyna wrzasnęła z bólu, a jej oczy wyrażały jedynie zwierzęce przerażenie i cierpienie.
Mężczyzna nie trudził się nawet ściąganiem ubrań, po prostu odpiął i zsunął spodnie by następnie brutalnie zgwałcił krzyczącą z bólu kobietę. Sam akt nie byłby może aż atak bolesny, gdyby nie to, że dywan, na którym leżała, był bardzo szorstki, a jej plecy okropnie poranione. Kiedy Malfoy skończył Hermiona była na wpół przytomna i tylko cichutko popłakiwała.
- To jest pierwsza lekcja Granger, po kolacji udzielę ci jeszcze kilka... Zobaczę, co uda mi się wymyślić. – Powiedział spokojnie i zapalił papierosa.
Patrzył z zainteresowaniem na dziewczynę, która nie była w stanie nawet podnieść się z podłogi, a on nie zamierzał jej w tym pomagać.
- Wstań i się ubierz... chyba, że spodobało ci się i chcesz jeszcze – powiedział jedynie i głębiej się zaciągnął.
Dziewczyna powoli podniosła się z ziemi, ale natychmiast zakręciło jej się w głowie i ponownie upadła na podłogę. Nie była w stanie utrzymać się na własnych nogach i tylko cichutko pochlipywała.
- Jak wrócę wieczorem masz być gotowa do kolacji.
Kiedy wyszedł, Hermiona leżała bezwładnie jeszcze przez jakieś piętnaście minut, a później się podniosła. Bardzo delikatnie narzuciła na siebie koszulkę i syknęła z bólu. Przerażało ją, że miała za sobą dopiero pierwszą lekcję.
Nie miała, do kogo się zwrócić, żeby opatrzono jej rany, a do szóstej wieczorem, bo wtedy właśnie odbywała się kolacja, musiała być gotowa. Podeszła do lustra i przekręciła głowę w taki sposób by zobaczyć swoje rany, kiedy ujrzała zalane krwią plecy z jej gardła wydobył się szloch. Modliła się o to, żeby wieczorem jej pan miał lepszy humor i jej kara była mniej bolesna i upokarzająca, bo w to, że ta kara jednak nastąpi nie wątpiła.
Nagle usłyszała cichutkie pukanie. Szybko wytarła łzy, zapięła koszulkę, niepewnie podeszła do drzwi i je uchyliła. W progu stała Lavender Brown.
- Przyszłam cię odwiedzić, Herm – powiedziała delikatnie się uśmiechając. Wyglądała o wiele lepiej niż w dniu, w którym dostał ją Blais Zabini.
- Ja... ja nie wiem czy możemy teraz rozmawiać... mój pan na pewno nie będzie zadowolony.
- Hermiona, czy ty się dobre czujesz? - zapytała Brown uważnie przyglądając się pobladłej twarzy przyjaciółki.
- Tak, nic mi nie jest... to jest po prostu nieodpowiedni moment... ja nie mogę teraz rozmawiać... przepraszam. W każdej chwili może wrócić Draco Malfoy, wiesz jestem jego niewolnicą, i może być zły, że ja z tobą sobie gadam, zamiast robić coś pożytecznego.
- No co ty? – Twarz Lavender się rozjaśniła. Do tej pory była serdecznie wdzięczna Malfoy'owi juniorowi za to, co dla niej zrobił. – On jest zbyt wyrozumiały, żeby się gniewać.
Hermiona stała w drzwiach i nie wiedziała, co powiedzieć, jak się zachować. Dla tej dziewczyny Malfoy był rzeczywiście uosobieniem dobroci i wspaniałym człowiekiem, ona nie znała jego drugiej natury, tej mrocznej i okrutnej. Na jej szczęcie w korytarzu pojawiła się jak zawsze uśmiechnięta Luna i szybko złapała Lavender, krzycząc, że ich pan wybiera się na piknik i bierze je ze sobą.
Kiedy dziewczyny pożegnały się z Hermioną, nieszczęsna istota poszła w samotności wylewać łzy upokorzenia.

Piętnaście minut przed kolacją wrócił Malfoy i obrzucił Hermionę sceptycznym spojrzeniem. Przebrała się w prostą, luźną, zieloną sukienkę, która nie urażała jej tak pleców, jak reszta ubrań.
- Przynajmniej ubrać się potrafisz - mruknął i nie czekając na dziewczynę ruszył do wyjścia, wiedziała, że ona podąży za nim jak wierny pies, w końcu umiejętnie ją wytresował. Tylko nie wiedzieć czemu czasami brakowało mu czegoś w jej osobowości, ale nad tym wolał się nie zastanawiać.
Kolacja minęła w względnym spokoju, a Hermiona była wdzięczna, że nikt na nią nie zwracała uwagi.

Kiedy wrócili, Draco spokojnie nalał sobie wina.
- Dobra, Granger... byłaś w miarę grzeczna, to lekcja numer dwa nie będzie zbyt, jak to ujęłaś, poniżająca.
Wypił wino jednym haustem, rozpiął spodnie i usiadł w fotelu.
- Na co czekasz, na specjalne zaproszenie? – zapytał z zimną drwiną, zdezorientowaną Hermionę.
Kobieta ostrożnie podeszła do niego i klęknęła miedzy jego nogami. Draco Malfoy nie był jej pierwszym mężczyzną - jej pierwszy chłopak zginął w czasie starcia ze Śmierciożercami, ale dziewczyna trafiając do Malfoy'a była bardzo niedoświadczona, jeśli chodzi o sprawy seksualne i teraz po tych tygodniach poniżenia wiedziała jedno: miłość francuska mogła być czymś pięknym...i czymś okrutnym. A jej pan bardzo się w takiej miłości lubował. Szkoda tylko, że był przy tym okrutny.
Po raz nie wiadomo który, od kiedy była jego niewolnicą, zaspokoiła go oralnie, ale po raz pierwszy została potraktowana tak podle, jak teraz. Malfoy po wszystkim nie odsunął jej od siebie, ale brutalnie kopnął ją w klatkę piersiową ciężkim, wojskowym glanem. Hermiona poczuła się tak poniżona i zbrukana, że rozpłakała się jak małe dziecko, co jedynie rozwścieczyło Dracona.
- I co ryczysz kretynko? - warknął zapinając spodnie - Nawet tego dobrze nie potrafisz zrobić, ale jestem pewien, że on się tobą odpowiednio zajmie. Za parę minut będziesz miała gościa, i radzę, bądź dla niego grzeczna, bo dopiero wtedy poznasz, co to znaczy prawdziwe poniżenie.
To powiedziawszy wyszedł z pokoju, nawet nie zainteresowawszy się, w jakim stanie jest dziewczyna.
Ruszył do kwater Lorda i grzecznie zapukał do jego oficjalnego gabinetu. Wiedział, że go tam zastanie, bo Marvolo opracowywał razem z Severusem jakąś nową strategię wojenną.
- Wejść!- usłyszał Malfoy junior i otworzył drzwi.
- Panie – powiedział bez ogródek – muszę z tobą porozmawiać na osobności.
Marvolo spojrzał zdziwiony na Dracona. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by jego najmłodszy dowódca chciał rozmawiać z nim sam na sam.
- Severusie myślę, że już wszystko jasne. Twój plan akceptuję w całości, możesz odejść.

- O co chodzi, Młody? – Zapytał zaciekawiony Voldemort po wyjściu Snape'a.
- O Granger. Dać jej palec, to urwie rękę, jak każda zdzira – Draco się skrzywił. – Zacząłem ją trochę pobłażliwiej traktować i od razu zrobiła się pyska... Chcę, żebyś ją nauczył rozumu, panie.
- Czy ja wygadam na belfra? - zapytał się Marvolo z zaciekawieniem. - Chyba sam sobie potrafisz z nią poradzić? Zresztą, ostatnio dałeś tego niezły pokaz. Jakoś nie mogę uwierzyć, żeby ona się tobie przeciwstawiała, to raczej nie w jej stylu.
- Chyba wiem lepiej, co jest w stylu Granger, a co nie – powiedział rozdrażniony Draco i zaraz dodał dużo grzeczniej. – Proszę cię tylko o to, żebyś ją nauczył pokory i im bardziej wymowny będziesz, tym lepiej. Gdybym widział inne rozwiązanie nie zawracałbym ci głowy.
Lord jeszcze przez chwilę zastanawiała się nad tym, w sumie nie miał ochoty karać Hermiony, ale Draco nie przychodziłby do niego z jakimś głupstwem, a poza tym... tak rzadko go o coś prosił.
- Dobra Młody, ale robię to tylko ten jeden raz. Gdzie cię później będzie można znaleźć?
- Jak zawsze w stajniach, nie wybieram się nigdzie indziej.
- A Granger gdzie jest w tej chwili?
- W drugim z moich salonów, tym po prawej, przecież znajdziesz. Nie sądzę, żeby gdzieś się wybierała...

Marvolo bez słowa ruszył do komnat Dracona. Gdy tylko wszedł do środka odnalazł spojrzeniem Hermionę i coś go cofnęło. W zapłakanych oczach dziewczyny widać było zwierzęcy strach, taki sam, jaki widywał u ludzi, których w przeszłości nagminnie torturował. Sprawiała wrażenie zwierzyny, która dostała się w pułapkę i jest świadoma tego, że nikt jej nie uratuje.
Siedziała skulona na podłodze i wycierała wierzchem dłoni, załzawione oczy. Marvolo po cichu zamknął drzwi podszedł do dziewczyny. Kucnął przy niej i przyjrzał się uważnie jej znękanej twarzy.
- Przyszedłem cię ukarać za nieposłuszeństwo – powiedział tylko po to, by sprawdzić jej reakcję. Nawet nie drgnęła, tylko jej oczy zdradzały, jak jest przerażona.
- Oczywiście panie - powiedziała spokojnym głosem, wypranym z wszelkich uczuć. Była pogodzona z losem, a gdzieś na dnie jej duszy rodziło się przekonanie, że naprawdę zawiniła i wszystko to, co ją spotkało było słuszne. Marvolo usiadł w tym samym fotelu, który jeszcze przed chwilą zajmował Dracon.
- Oczywiście? – zapytał, jakby nie rozumiał znaczenia tego słowa.
- Zawiniłam i zasłużyłam na karę... po prostu, sir.
- Czy ja mogę mieć wątpliwości co do tego, że zasłużyłaś? – spytał cicho - Wstań i usiądź na kanapie, chyba nie zamierzasz wycierać pupą podłogi.
Hermiona niepewnie wstała z podłogi i powoli podeszła do kanapy, usiadła na samym jej skrawku i wpatrywała się w podłogę. Bała się podnieść wzrok. W końcu była tylko nic nie wartą szlamą, o on był samym Lordem Voldemortem.
Mężczyzna patrzył się na nią uważnie, wreszcie, gdy do końca wypalił papierosa, podszedł do kanapy i usiadł koło niej.
- Więc co takiego zrobiłaś? - Zapytał łagodnym głosem.
- Obraziłam swojego pana, a nie powinnam tego robić - dziewczyna powiedziała to tak cicho, że na dobrą sprawę, gdyby Marvolo siedział chociaż o centymetr dalej na pewno nic by nie usłyszał.
- Ale on cię już ukarał, prawda?
- Pan miał do tego prawo, obraziłam go i należało mnie ukarać. Byłam nieposłuszna i należała mi się ta kara - dziewczyna powtarzała to niczym swoista mantre.
- Hermiono, nie jesteś skrzatem, żebyś w kółko powtarzała te same wyrazy - Marvolo poklepał ją delikatnie po plecach, a w jej oczach pojawiły się łzy bólu i z głośnym sykiem odsunęła się od mężczyzny.
Zaraz jednak padła na kolana i zaczęła go przepraszać.
- Wybacz panie, nie powinnam tego robić, ja naprawdę nie chciałam... Błagam panie, ja naprawdę nie chciałam, nie powinnam się od pana odsuwać - dziewczyna szlochała histerycznie, a Marvolo patrzył na nią przerażony. Przecież to dziecko bało się własnego cienia, a teraz błaga go o litość, tylko dlatego, że z powodu bólu odsunęła się kawałek od niego. To była istna paranoja.
- Rozbierz się – powiedział przerażony jej reakcją, obawiał się, że będzie musiał poważnie porozmawiać z Malfoy'em juniorem.
- Tak panie, ja... ja już będę posłuszna, naprawdę – Hermiona zaczęła szybko się rozbierać, przestraszona, że on jest na nią zły.
- Uspokój się, dziecinko – powiedział łagodnie Marvolo – chcę zobaczyć, co ci się stało, że tak cierpisz.
Hermiona siedziała przerażona mnąc sukienkę w roztrzęsionych dłoniach, a jej wargi nadal szeptały przeprosiny jak modlitwę. Miała na sobie jedynie czarne, króciutkie figi. Lord wzruszył się i przeraził jej wyglądem. Na plecach miała jedynie kilka śladów po uderzeniach, ale były one głębokie i rozjątrzone tak, że nie sposób było sobie nawet wyobrazić tego, że można by ją dotknąć, nie powodując krzyku spowodowanego ogromnym cierpieniem.
- Dziecko drogie, za co on ci to zrobił? - Marvolo próbował ją delikatnie objąć, ale dziewczyna tylko dalej szlochała powtarzając w kółko, że jej pan miał prawo to zrobić. Mężczyzna wiedząc, że nic nie zdoła z niej wyciągnąć konwencjonalnymi metodami włamał się do jej umysłu i przez chwilę uczestniczył w jej kilkugodzinnym koszmarze. W tym momencie miał ochotę zabić młodego Malfoya, a gdy jego wzrok spoczął na biczu złapał go i zawahał się. Odwrócił się do rozhisteryzowanej dziewczyny, która najwidoczniej pomyślała, że bat ma zostać użyty na niej.
- Nie płacz, Hermiono – powiedział bardzo głośno – on ci nie zrobi już krzywdy, rozumiesz? Nie zrobi ci krzywdy! – po tych słowach zamknął drzwi i pobiegł w kierunku całego szeregu stajni. Doskonale wiedział, które z nich należą do młodego Malfoya.

Ostatni Bastion |Harry Potter| [REUPLOAD]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz