******
Jedynie miłość rozumie tajemnicę: innych obdarować i samemu przy tym stać się bogatym.
[Clemens von Brentano]
Lucjusz wrócił do swojej młodej żony w bardzo dobrym humorze. Ginny nawet się jeszcze nie położyła, tylko czekała na niego zniecierpliwiona.
- No, to już chyba wszyscy - powiedział Lucjusz na wstępie i przytulił Ginny.
- Wszyscy?
- Właśnie Marvolo zmusił do ślubu Sybillę i Remusa.
- Raczej zbytnio się nie opierali - mruknęła dziewczyna. - Przecież oni go kochają.
- Kochają go? O! Nawet ona?
- Oczywiście - Ginny uśmiechnęła się rozkosznie. - Nawet bardzo.
- No, to wróżka wpadła - mężczyzna uśmiechnął się złośliwie.
- Ja ciebie też kocham... Czy to wpadka? - dziewczyna popatrzyła uważnie na swojego męża.
- Nie, niuniu - Lucjusz zalotnie się uśmiechnął. - To przeznaczenie. Poza tym, mi też na tobie zależy, kochanie.
- Rozumiem - wyszeptała kobieta i uśmiechnęła się smutno.
- Coś się stało, malutka?
- Nie, nic... Jestem po prostu zmęczona. Czy mogłabym się położyć?
- Oczywiście.
Ginny powlokła się do łóżka z myślą, że to, iż komuś zależy, nie oznacza jednocześnie miłości. Nie wiedziała, że Lucjusz, tak jak Severus i Lord, ma zdolności wnikania do umysłu i teraz postanowił to wykorzystać, dlatego też zrozumiał, dlaczego jego niunia jest tak smutna.
Patrzył z czułością, jak dziewczyna wślizguje się z cichutkim westchnieniem pod kołdrę. Wydawała mu się taka drobniutka i bezbronna, zwłaszcza w niewinnej, białej, niemal prześwitującej koszulce do samych kostek.
- Dobranoc, Lucjuszu – szepnęła, nawet na niego nie patrząc i odwróciła się do ściany.
Mężczyzna powoli podszedł do łóżka i usiadł na brzegu, wpatrując się uważnie w młodziutką żonę.
- Kochanie - powiedział. - Kochanie, jesteś dla mnie bardzo ważna i bardzo mocno cię potrzebuję. Nigdy nie byłem zbytnio uczuciowym człowiekiem, nie wiem, jak mówić o miłości i nie wiem, czy cię kocham, ale nawet jeżeli tak nie jest, to jestem bardzo bliski pokochania cię z całego serca. Wiem tylko, że bez ciebie moje życie było puste, a ty nadałaś mu sens i wiem, że bardzo chcę się teraz z tobą kochać, chyba że ty nie masz na to ochoty... Zrozumiem.
- Ale będziesz zawiedziony – powiedziała, nie patrząc mu w oczy.
- Kochanie, oczywiście, że nie. Dla mnie ważne jest tylko, by być blisko ciebie. Nieważne, czy będziemy się kochać, rozmawiać, leżeć. Dla mnie miłość fizyczna nie ma aż tak wielkiego znaczenia jak dawniej. Dalej lubię się kochać, ale jeśli nie chcesz, to wystarczy mi, że będziesz blisko mnie. Zrozum, tylko ty się dla mnie liczysz.
- A jeśli to będzie dziewczynka? - wyszeptała Ginny, zmieniając nagle temat. Bała się, że Lucjusz mimo tego, co mówi, jest zły na nią, że zaszła w ciążę, a nawet jeśli nie, rozczaruje się, gdy urodzi mu córkę.
- Kochanie, nieważne, czy ten kłębuszek jest dziewczynką czy chłopcem, ważne, by był zdrowy.
- Zaraz... Jak ty nazwałeś nasze dziecko?!
- Kłębuszek...
Virginia uśmiechnęła się niepewnie.
- Ale masz pomysły - powiedziała. - Kłębuszek... A mnie nazywasz niunia... Całkiem nieźle. Ciekawe, co jeszcze wymyślisz.
- Czasami tak coś mi się powie - bąknął mężczyzna i lekko się zarumienił. - Ale nie czujesz się chyba urażona? - dopytał się z niepokojem.
- Za co? Za niunię, czy kłębuszka? - Ginny nagle się rozczuliła. Duży, dorosły facet, niby nieczuły, a bywa sentymentalny i jest taki troskliwy. - Nie gniewam się, to słodkie. - Podniosła się i ucałowała męża w policzek.
- A ile maleństwo ma? - zapytał się rozpromieniony nagle Lucjusz.
- Tak nieco ponad miesiąc - Virginia się zarumieniła. - Możemy spokojnie się kochać.
- Gin, maleńka, ale ja nie dlatego się pytam o kłębuszka... Po prostu się interesuję jego losem - tym razem to on się zarumienił.
- A tak w ogóle, to dostałeś wyniki moich badań?
- Tak, ale jeszcze ich nie sprawdzałem, a co?
- Nic, tylko myślałam...
- Wiesz, chyba jeszcze za wcześnie, żeby sprawdzić płeć dziecka, ale jak chcesz, to mogę zajrzeć.
Lucjusz sięgnął ręką po list i po minucie znieruchomiał.
- Coś nie tak z kłębuszkiem?
- Z kłębuszkiem wszystko w porządku... i z miotełką też...
- Miotełką?!
- No cóż, kochanie... Będziemy mieli więcej niż jedno dziecko.
- No to pięknie dzieci nazwiemy. - Ginny przeszedł już po chwili pierwszy szok wywołany wiadomością o mnogiej ciąży i uśmiechała się delikatnie. - Jak będzie dwóch chłopców, to jeden będzie Miotełek, a jak dwie dziewczynki, to jednej nadamy wdzięczne imię Kłębuszka.
- Oj, no co?! - Lucjusz się zaperzył i zarumienił z lekkiego zawstydzenia. - Przecież nie powiem, że nosisz w swoim łonie dwa kłębuszki...
Ginny nie wytrzymała i wybuchła perlistym śmiechem.
- Jesteś kochany! - krzyknęła. - Jesteś kochany i chcę, żebyś mnie mocno przytulił - dodała już ciszej i popatrzyła z bezgranicznym oddaniem na męża.
Lucjusz natychmiast z wielkim zapałem spełnił jej pragnienie. W końcu, czego się nie robi dla małżonki. Leżeli tak z pół godziny, kiedy Ginny ponownie się odezwała.
- Lucjuszu, a jak sądzisz, jak Draco zareaguje na to, że jestem jego macochą i będzie miał rodzeństwo?
- Sama będziesz musiała to jutro sprawdzić.
- I właśnie tego się boję.
- To może ja coś zrobię, żebyś się bać przestała - szepnął i polizał jej ucho.
Virginia westchnęła cichutko i ze zdziwieniem stwierdziła, że bardzo chce się kochać z Lucjuszem. Objęła go mocno i odnalazła jego usta. Jej pocałunki były słodkie, czułe i bardzo zmysłowe. Język Ginny błądził po podniebieniu mężczyzny, trącał jego język i wysuwał się, by delikatnie drażnić wargi ukochanego.
Mile zaskoczony w pierwszej chwili, świeżo upieczony małżonek Virginii zaczął odwzajemniać jej pieszczoty, by powoli przejąć kontrolę nad pocałunkami. Położył się na plecach i przyciągnął ją do siebie.
- Pragnę cię, pragnę całego ciebie dotykać i całować – wyszeptała, odrywając się od gorących, zmysłowych warg mężczyzny i zaglądając mu głęboko w oczy.
Lucjusz uśmiechnął się tylko tajemniczo i ułożył się tak, że teraz on i Ginny leżeli zwróceni do siebie twarzami.
- A ja pragnę dotykać ciebie. Dotykać, całować i wielbić.
- A jak będę gruba i...
- Ty nigdy nie będziesz gruba i brzydka. Zawsze będziesz moją niunią.
To powiedziawszy, pocałował ją delikatnie w szyję, a jego ręce dotknęły delikatnie powiększonych już piersi.
Westchnęła lekko i zamknęła oczy, chłonąc wysublimowany dotyk Lucjusza. Mężczyzna zsuwał z niej koszulę, pieszcząc kciukiem każdy odsłonięty fragment ciała żony. Kobieta położyła dłonie na nagiej piersi ukochanego i mrucząc z rozkoszy, delikatnie ugniatała mięśnie swojego małżonka, jak kotka, która czuje się bezpieczna i dopieszczona. Dłoń zsuwająca koszulę z jej drobnego ciała dotarła do zaokrąglonych bioder i zatrzymała się tam na dłużej. Lucjusz pieścił pośladek Virginii, ledwie muskając go zgrabnymi, długimi palcami. Z gardła kobiety wyrwał się cichy, niemal bolesny jęk.
Wreszcie, jakby litując się nad nią, pozbył się jej koszulki, a jego dłoń dotknęła wilgotnej kobiecości. Virginia ponownie jęknęła i przymknęła oczy. Było jej tak dobrze. Wreszcie była z Lucjuszem. Po czasie kłótni i nieporozumień nastał czas radości i wspólnoty. Wreszcie miała kogoś, kogo mogła kochać, a ten ktoś chciał przyjąć jej miłość. Lucjusz rozsunął jej uda i uwalniając się z ubrań, wsunął się w jej ciało. Ginny przywarła do niego, nogami otoczyła jego biodra, a rękoma szyję. Jej usta zostawiały palące pocałunki na jego twarzy.
Mężczyzna odwzajemniał się jej tym samym. Ich ruchy były powolne i łagodne, całowali się przy tym i dotykali delikatnie, a Lucjusz szeptał żonie czułe słowa do ucha. Ginny czuła się cudownie; wsparła głowę na klatce piersiowej mężczyzny i dała się ponieść fali namiętności. Zacisnęła dłonie na barkach męża i przywarła do niego, wyginając mocno biodra, w niemej prośbie o głębsze i bardziej zdecydowane ruchy. Lucjusz objął jej biodra dłońmi i przytrzymał stanowczo.
- Spokojnie, kochanie - szepnął ochryple, gładząc jędrne, drobne pośladki. - Spokojnie.
Ginny przywarła do niego jeszcze bardziej. Chciała go czuć wszędzie. Chciała być z nim jednością. I byli jednością. Razem dali się unieść rozkoszy, która otworzyła dla nich swe bramy.
Po wszystkim zasnęli przytuleni do siebie, a kiedy Lucjusz otworzył rano oczy, zobaczył, że całą noc przespali w tej samej pozycji – mocno w siebie wtuleni.
******
Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, ale patrzeć razem w tym samym kierunku
[Antoine de Saint-Exupery]
Następnego ranka nie było osoby, która nie spóźniłaby się na śniadanie. Wszyscy byli zaspani, zmęczeni i bardzo, ale to bardzo, szczęśliwi. W końcu odnaleźli to, co się w życiu liczy. Miłość.
Marvolo życzył wszystkim smacznego i jedli w milczeniu, które było niemal podniosłe i uroczyste.
- Mamy z Mioną prośbę - odezwał się w pewnym momencie Draco. - Chcielibyśmy się pobrać i no... Chcielibyśmy, żeby wszyscy byli obecni na naszym ślubie. - Chłopak zarumienił się lekko. - No i mamy jeszcze jedną prośbę, żeby Ginny Weasley i Harry Po.. Harry Snape byli naszymi świadkami... - Hermiona popatrzyła na niego ze zdziwieniem. To prawda, że zapytał ją, kogo chce na świadków, ale nie liczyła na to, że jednak zgodzi się na Harry'ego. Teraz spojrzała mu głęboko w oczy, pocałowała go w policzek i bardzo cicho wyszeptała do ucha: dziękuję ci.
Wszyscy patrzyli zaskoczeni na tą scenę, a samemu Czarnemu Panu wypadł z wrażenia widelec z dłoni.
- Malfoy.. Nazywam się Virginia Malfoy, od wczoraj... - przerwała ciszę przy stole Ginny, uśmiechając się przyjaźnie do Hermiony.
Draco spojrzał ze dziwną miną na ojca.
- Ale mamo do niej mówił nie będę!- jęknął.
- Wystarczy, że od czasu do czasu zaopiekujesz się rodzeństwem.
- Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że maluch nie będzie tak udanym dzieckiem jak ja. Wiesz, ja byłem...
- Ewenementem społecznym - powiedział Harry, a wszyscy przy stole roześmieli się głośno.
- Zawsze byłeś wyszczekany, Potter, znaczy Snape - oznajmił z niesmakiem Draco, ale nie wyglądał na mocno urażonego.
- I nawzajem, tchórzofretko - odparł Harry ze złośliwym uśmiechem.
- Harry, ja chciałabym, żebyś był świadkiem na moim ślubie, więc nie rób wszystkiego tak, aby się to nie udało. - Hermiona posłała brunetowi ostrzegawcze spojrzenie. - A tym bardziej nie staraj się, żebym ja zmieniła zdanie, bardzo cię proszę. - Po tych słowach, małżonek Severusa zarumienił się lekko i spuścił wzrok.
- Sorry, Herm - powiedział cicho. - To z przyzwyczajenia.
- No dobrze, wiesz, że ja się na ciebie nie potrafię długo gniewać.
- Gin... - Sybilla zagadała do roześmianej Virgini. - Znaczy, że obie urodzimy w tym samym czasie. Zobacz, w tym zamku po raz pierwszy będą noworodki. Dwójka...
- Trójka - poprawił dumny tatuś. - Ginny urodzi bliźnięta.
Wszyscy spojrzeli z zaciekawieniem na zarumienioną i rozpromienioną Virginię. Wyglądała na szczęśliwą i tak też się czuła.
„Ale ładnie wygląda" - pomyślała Hermiona, patrząc zachłannie na przyjaciółkę. Nagle poczuła dziwną tęsknotę i przygryzła w konsternacji dolną wargę. Zdała sobie sprawę, że jest jedyną kobietą przy stole, która nie oczekuje potomstwa.
Draco popatrzył uważnie na narzeczoną:
- Co się stało? - spytał bardzo cicho. - Mam wrażenie, że posmutniałaś.
- Och, nie, wydaje ci się - odpowiedziała szybko i uśmiechnęła się do Dracona. - I jak się czujesz, mając w perspektywie zostanie starszym bratem?
- Nawet dobrze... Zważywszy na to, że moja macocha jest młodsza ode mnie. Ale wiesz, to ma nawet dobre strony. My sobie spokojnie potrenujemy opiekę na dzieciach Ginny, a później sami weźmiemy się za stworzenie potomka.
- To znaczy, że też chcesz mieć dzieci?
- Oczywiście, że tak... Ale tylko wtedy, jeśli będą podobne do ciebie, Mionko.
- A jak będą podobne do taty? - spytała niepewnie.
- Jakoś przeboleję - odrzekł i uśmiechnął się łagodnie, zupełnie nie jak Malfoy i dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Po raz pierwszy czuła, że Draco zmienił się naprawdę, a nie tylko powierzchownie. Inaczej jego szare oczy nie byłyby tak ciepłe i nie byłoby w jego głosie tyle czułości.
Zaczęła nawet nieśmiało wierzyć, że to, co czuje do niej młody arystokrata, jest naprawdę miłością.
***
Po śniadaniu wszyscy zebrali się w kwaterze Dracona Angelusa Qvintusa Malfoya, aby uczcić swą obecnością jego zaślubiny z Hermioną Jane Cathleen Granger.
CZYTASZ
Ostatni Bastion |Harry Potter| [REUPLOAD]
Fanfiction[NIE JESTEM AUTORKĄ OPOWIEŚCI] Autorstwa dwóch nimfomanek i miłośniczek przemocy... Co staje się, gdy twój odwieczny wróg przejmie nad tobą władze i uczyni cię swoją własnością? [+18 CONTENT]
![Ostatni Bastion |Harry Potter| [REUPLOAD]](https://img.wattpad.com/cover/225207717-64-k507873.jpg)