MISTRZ I... VIRGINIA

3.1K 32 1
                                        

„Zły to uczeń, który nie przewyższa swojego mistrza."
[Leonardo da Vinci]

Ginny miała racje twierdząc, że lepiej trafić nie mogła. Lucjusz był dobrym i wyrozumiałym, chociaż chłodnym panem. Codziennie rano, po śniadaniu, kiedy tylko miał czas, dawał Virginii lekcje Savuare-Vivre'u (nie wiem jak się to gówno pisze), a po kolacji uczył ją grać w szachy, bądź dyskutował z nią na tematy filozoficzne a nawet opowiadał o różnych strategiach wojskowych. Okazało się, że dziewczyna jest bardzo inteligentna, umysł ma chłonny i lotny, ale ma zapędy do przekory, co bywa nieco denerwujące.
Virginia uwielbiała te dyskusje, lubiła też zostawać sama, wtedy mogła czytać książki jakie tylko chciała.
Było jaj naprawdę dobrze, to jednaka nie dawało jej stuprocentowego komfortu psychicznego. Ginny nie lubiła wspólnych posiłków, nienawidziła, kiedy Malfoy junior znęcał się nad jej przyjaciółką, Hermioną. Czuła się wtedy winna, czuła się niemal jak zdrajczyni. Nie mogła sobie darować, że trafiła o niebo lepiej od tej nieszczęsnej dziewczyny. Na szczęście, Młody raczej hamował się przy reszcie głównych dowódców Czarnego Pana i przy samym Voldemorcie.
Czasami próbowała rozmawiać z Lucjuszem na temat zachowania jego syna, ale on zbywał ją tylko i Virginia przestała o to pytać po tygodniu doszła do słusznego wniosku, że jest to temat krępujący i niemiły dla jej pana i tyle. Nie znaczy to, że zachowanie Dracona nie bulwersowało jej i nie intrygowało zarazem. Chwilami nawet się go bała.

Poza rozmowami z Lucjuszem i konnymi przejażdżkami w weekendy – niunia właściwie dopiero uczyła się jeździć – Virginia uwielbiała nade wszystko, chociaż na głos raczej by się nie przyznała, lekcje Ars Amadi. Malfoy senior był wytrawnym i kulturalnym, wręcz szarmanckim kochankiem. Irytowało ją tylko przez pierwsze dni, że nie pozwolił się jej nawet dotknąć. Na początku to nie było takie trudne, ale już trzeciego dnia poczuła palącą potrzebę „odwdzięczenia się" swojemu mistrzowi, co zostało w sposób kurtuazyjny, całkowicie olane, przez samego zainteresowanego.

Druga noc z Lucjuszem okazała się być szokującym i zarazem wspaniałym przeżyciem.
Kiedy Mężczyzna przyszedł do sypialni, widać było, że jest czymś lekko poirytowany, ale kiedy popatrzył na Ginny czytającą kolejną książkę na temat strategii wojennej, szczerze się uśmiechnął.
- Widać, że wychowałaś się wśród mężczyzn –powiedział.
Dziewczyna wyszczerzyła się w odpowiedzi radośnie i zamknęła książkę. Teraz miała rozpuszczone włosy, które otulały ją jak rudy, a właściwie prawie całkiem czerwony płaszcz.
Lucjusz podszedł do łóżka i pochylił się, żeby je pocałować.
- Jak to jest, że takie dziecko, czyta poważną batalistyczną literaturę, co?
- Jakie dziecko?! – żachnęła się Virginia. – A tak w ogóle, to co mam czytać, sir? Durne romanse?
- Nie posiadam romansów – Lucjusz uniósł ze zdziwieniem brwi. – Co to za dziwne insynuacje?
- No może i nie, taki tylko przykład dałam. Wolę konkrety, sir.
Lucjusz się szczerze roześmiał.
- Potrafisz poprawić człowiekowi humor... Miałem starcie z jednym ze swoich podwładnych. Kretyn nie potrafił przeprowadzić porządnej musztry. Dałem mu parę batów na gołe plecy ...– Ginny wybałuszyła swoje czekoladowe oczęta. Jakoś nie wyobrażała sobie Lucjusza spuszczającego komuś manto.
- A co się spodziewałaś, że pogłaskam kogoś, kto nie potrafi odróżnić spocznij od baczność, nie obchodzi go jak te bubki stoją w szeregu i jeszcze pyskuje przełożonemu, że wie lepiej?! To wojsko, nie przedszkole, Virginio. Dostał dosłownie kilka batów, a płakał jak dziewczyna – rudowłosa latorośl Weasley'ów zmarszczyła na te słowa z dezaprobatą nos. – Nich ci będzie, dziecino. Płakał jak małe dziecko. – Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie a dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Będę kiedyś mogła przeprowadzić musztrę na jakimś małym oddziale? – spytała, wlepiając w niego czekoladowe i szczere spojrzenie.
Rozbawiło go to i rozczuliło.
- Przy twoim metrze sześćdziesięciu, jak staniesz na palcach? – spytał zaczepnie. – Do przeprowadzania musztry trzeba mieć przeszkolenie, poza tym jak wojacy cię zobaczą to cię śmiechem zabiją, niuniu.
- Niunia?! – oczy rudowłosej zapałały żądzą mordu. –Ja jestem kobietą a nie niunią! –Zaraz opanowała się i rzekła dużo spokojniej. – Bardzo bym chciała kiedyś tego spróbować... Poza tym, gdyby pan kazał żołnierzom okazać mi trochę szacunku, myślę że poszłoby mi całkiem nieźle. Ja potrafię odróżnić komendę spocznij od komendy baczność.
Lucjusz uśmiechnął się do niej pobłażliwie i ku swojemu zaskoczeniu, powiedział:
- Zobaczę, co się da zrobić, ale nie obiecuję ci nic w najbliższej przyszłości.
- Dziękuję!!! – Ginny rzuciła mu się na szyję i go uściskała.
- Hej! Nie jestem twoim dobrym wujkiem – Lucjusz poczuł się zażenowany takim wylewnym okazaniem uczuć. Nie był ani do tego przyzwyczajony, ani nie chciał się do tego przyzwyczaić.
- Dziękuję, sir – powiedziała dostojnie dziewczyna i Lucjusz uśmiechnął się do niej z aprobatą.
- Tak jest dużo lepiej. Idę pod prysznic – oznajmił. – Mam nadzieję, że nie zaśniesz kiedy mnie nie będzie – jego głos brzmiał sugestywnie i Virginia zarumieniła się lekko.
- Nie, sir – pisnęła i odwróciła wzrok.
„No, jaka niunia i będzie się wykłócać, że jest kobietą" – musiał w duchu przyznać, że go wzrusza jaj niewinność, szczerość i słodka, bardzo dziecinna buńczuczność.

Kiedy wrócił, Virginia leżała pod kołderką, trzymając ją pod samą szyją. Lucjusz zdziwił się lekko i uniósł do góry brew. Czekoladowe oczy lustrowały jego prawie nagie ciało (był w samych czarnych bokserkach) z zaciekawieniem, podziwem i lekkim zażenowaniem.
- Co to za chowanie się? – spytał lekko rozbawiony.
- Nie chowam się, sir – czekoladowe oczy mrugnęły i otworzył się ponownie.
- Jak to nie chowasz się? A ta kołdra pod samą brodę, to co? – uśmiechnął się do niej, zaciekawiony jej zachowaniem.
- A tak jakoś wyszło, psze pana... Znaczy proszę pana. – Virginia zarumieniła się lekko. Z jednej strony podobało się jej to co robił z nią Lucjusz poprzedniej nocy, z drugiej czuła się jeszcze trochę zawstydzona.
Mężczyzna wydawał się rozumieć jej wewnętrzne rozterki, bo usiadł obok na łóżku i pocałował ją lekko w czoło.
- Nie masz się czego wstydzić ,ani czego się obawiać. – powiedział łagodnie i odsunął kołdrę.
Pochylił się by pocałować jej szyję a za chwilę usta dziewczyny. Pocałunek był delikatny i Virginia odprężyła się trochę. Lucjusz beż żadnych wstępnych ceregieli ściągnął dziewczynie koszulkę i obdarzył gorącymi pocałunkami jej piersi.
Ginny westchnęła cichutko i poczuła jak jej ciało odpowiada na pieszczoty mężczyzny. Była podniecona i pragnęła więcej.
Lucjusz zaczął ssać na przemian jej sutki, które automatycznie stwardniały i Virginia zaczęła cicho jęczeć. Wsunęła dłonie we włosy swojego mistrza i zamknęła oczy z rozkoszy.
Mężczyzna schodził ustami powoli coraz niżej delektując się ciepłem i miłym zapachem oraz smakiem skóry dziewczyny. Delikatnie polizał jej pępek i Virginia zacisnęła dłonie na jego włosach. Pieszczoty sprawiały jej tak dużą przyjemność, że zaczęła wić się i bardzo głośno jęczeć co sprawiło, że Lucjusz uśmiechnął lekko do siebie z satysfakcją.
Przejechał palcami po wnętrzu prawego uda dziewczyny i poczuł jak wygięła do przodu biodra, pragnąc poczuć jego dotyk w najintymniejszym miejscu. Nie dotknął jej jednak ale przetrzymał dłońmi biodra wiercącej się Virginii i pocałował delikatnie wilgotną, ciepłą i miękką kobiecość zmuszając dziewczynę do cichego okrzyku.
Wsunął język do jej wnętrza smakując esencję kobiecość swojej niewolnicy. Ginny krzyknęła głośno z rozkoszy. Miała wrażenie, że za chwilę zemdleje, albo po prostu umrze. Lucjusz nie przestał jej całować aż osiągnęła spełnienie i opadła bezwładnie na pościel, szlochając cichutko.
Mężczyzna położył się obok niej i przytulił ją do siebie. Pogłaskał wilgotne włosy dziewczyny i szeptał jej do ucha uspokajające słowa.

- Już dobrze? – spytał po kilku chwilach, kiedy Virginia już całkowicie się uspokoiła.
Dziewczyna skinęła głową i nieśmiało spojrzała mu w oczy.
- Przyzwyczaisz się – powiedział i ucałował jej czoło, oraz zarumienione jeszcze nieco policzki.
Ginny przytuliła się do białowłosego i objęła go mocno. Lucjusz nie protestował bo wiedział, że ona potrzebuje w tej chwili zwykłej bliskości i czułości. Dziewczyna zasnęła szybko spokojnym i relaksującym snem.

Trzeciej nocy Lucjusz zaspokoił ją kilka razy i Virginia zaczęła się głośno domagać, żeby odwdzięczyć się swojemu panu.
- Błagam – powiedziała w desperacji, po setnej odmowie Malfoya.
- Ostudzić ci niezdrowe zapędy? – zapytał.
- One są bardzo zdrowe, sir – zaprotestowała Virginia.
Lucjuszowi wcale nie było łatwo i jej gorąca, jak się okazało, natura wcale mu nie ułatwiała panowania nad sobą.
Mężczyzna wstał i podszedł do magicznie chłodzonego barku, przy którym stał pojemnik z kostkami lodu, ochładzany w identyczny sposób jak alkohol.
Ginny obserwowała go z niepokojem i zaciekawieniem. Była bardzo podniecona i chciała jak najszybciej doznać spełnienia, ewentualnie pieścić Lucjusza a on sobie polazł.
Mężczyzna jednak wrócił za chwilę z kostką lodu w rękach.
- Po co to panu? – spytała nieufnie.
- Żeby cię ostudzić Weasley – Virginia skrzywiła się lekko, ale całe jej nadąsanie minęło, gdy Lucjusz zaczął pieścić zimnym przedmiotem jej rozpaloną skórę. To na pewno jej nie ochładzało, ale przestała chociaż narzucać się z wdzięcznością pochłonięta przeżywaniem słodkiej rozkoszy.
Kostka błądziła po jej piersiach, brzuchu i szyi a Ginny jęczała i wiła się na łóżku. Krzyknęła, kiedy Lucjusz resztkami lodu przesunął po wnętrzu jej uda i zaczęła błagać go o litość.
Mężczyzna pocałował namiętnie jej gorącą kobiecość i Virginia przeżyła najdłuższy jak do tej pory orgazm, krzycząc głośno i rzucając się na łóżku, wstrząsana spazmami silnej rozkoszy.
Po tak silnych przeżyciach omal nie zaspała na śniadanie.

Lucjusz myślał, że już gorzej być nie może, ale czwartej nocy zaczęła go błagać, by ją wziął i mężczyzna musiał użyć kostki lodu nie tylko do studzenia jej zapędów, ale połknął dwie, by sam siebie nieco ostudzić. Chociaż na niewiele się to zdało, to trochę pomogło. Mężnie wytrzymał i nie zabrał jej dziewictwa.
Następnej nocy jednak błagała go tak wytrwale i skutecznie, że nie mógł się powstrzymać. O ile jego rozkosz była wspaniała o tyle cierpienie Virginii ogromne i Lucjusz sam na siebie był wściekły, że nie zachował się odpowiednio delikatnie. Te wyrzucanie sobie niedelikatności było formą zadośćuczynienia na wyrost, bo tak naprawdę bardzo długo się powstrzymywał i wcale nie był brutalny.
Jego ruchy były bardzo powolne, ale Ginny miała delikatne młode ciało, była niewinna a Lucjusz był mężczyzną hojnie obdarzonym przez naturę.
O ile on sam siebie posądzał o brak delikatności, o tyle Ginny rozumiała dlaczego musiała tak cierpieć.
- Cicho, już nie płacz, nie zawsze tak będzie, tylko za pierwszym razem – przytulił ją do siebie i głaskał jaj płomiennorude włosy.
- Ja wiem – wychlipiała, - że to nie pana wina, pan był delikatny, ale je nie wiedziałam, że tak bardzo będzie bolało - siąpnęła potężnie nosem. – Ale ja nie mam do pana pretensji, sama chciałam a pan nie mógł chyba być bardziej delikatny niż był.
- Już dobrze - zrobiło mu się przykro, gdy pomyślał jak bardzo będzie cierpiała na drugi dzień. Nie mogło być nawet mowy o tym, żeby jej dotknął.
- Spróbuj zasnąć maleńka, zaśniesz? – spytał z troską. Zazwyczaj był pełen chłodu i rezerwy ale w nocy okazywał jej dużo zrozumienia i czułości, przede wszystkim ze względu na jej wiek i drobną budowę ciała, lecz także dlatego, że budziła w nim ciepłe uczucia, których nie rozumiał, i których nie chciał.

- Ale ja mogę sprawić panu przyjemność inaczej – powiedziała Ginny szóstej nocy, kiedy Lucjusz oznajmił, że naraziłby ją na niepotrzebne cierpienie i jedynie ją przytulił. – Mogę pana całować – dodała i zarumieniła się jak piwonia.
Potrząsnął przecząco głową.
- Ale jutro mi pan pozwoli, prawda? – czekoladowe oczy wlepiły się w niego z zainteresowaniem.
- Nie sądzę - odpowiedział lakonicznie.
- Dlaczego, sir? – wyglądała na niepocieszoną.
- Dobrze wiesz dlaczego, przecież o tym rozmawialiśmy.- Spojrzał na nią z rozczuleniem. – Jeszcze nie.
- Pojutrze! – postawiła ultimatum Ginny i Lucjusz się roześmiał, potrząsając przecząco głową.
Virginia wyglądała tak, jakby miała się popłakać.
- Tak ci zależy? - spytał zdziwiony mężczyzna.
Dziewczyna skinęła twierdząco. I mężczyzna westchnął ciężko.
- W niedzielę? – spytała niepewnie i Lucjusz nie miał serca jej powiedzieć „nie".
- Zobaczymy – odparł za to dyplomatycznie i Gin szeroko się uśmiechnęła, pewna swojego zwycięstwa.
„Przez następne dwa dni, pewnie dużo się nauczę" – pomyślała zdolna adeptka Sztuki Kochania.

Następnej nocy Ginny stanowczo twierdziła, że może się kochać i nic już ją nie boli.
- Wybacz, ale ja tak nie sądzę – Lucjusz jako doświadczony człowiek miał na ten temat inne zdanie. – Nie wiem nawet, czy jutro będziesz mogła odbyć normalny stosunek, ale dziś na pewno sprawiłbym ci ból.
- Ale przecież mówię, że mnie nie boli, sir.
- A udowodnić ci, ze nie masz racji? – mówiąc to, mężczyzna wsunął do jej wnętrz dwa palce.
Panna Weasley nie była na to przygotowana i nie mogła udawać, że odczuwa jedynie przyjemność a rzeczywiście ją trochę zabolało.
- Ała! – powiedziała z wyrzutem.
- No widzisz? – Lucjusz uniósł do góry brew.
- Ale ja mogę pana dotykać – od razu zmieniła taktykę Virginia.
- Ty jesteś jakaś dziwna. Nie wolisz żebym cię całował?
Dziewczyna zastanowiła się chwilę. Uwielbiała być całowana ale chciała też pieścić Lucjusza i to bardzo.
- Wolę być całowana, ale później pana dotykać. To dobra odpowiedź, sir? – Mężczyzna musiał przyznać, że Virginia nie grzeszy brakiem talentu do dyplomacji. W ogóle gdyby była facetem nadawałaby się do wojaczki.
„Chyba jej kiedyś załatwię tą musztrę" – pomyślał z rozbawieniem, ale udawał świętą powagę.
- To doskonała odpowiedź, Virginio Weasley, sam bym nic lepszego nie wymyślił.
Dziewczyna rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.
- Dziękuję, sir – powiedziała. Z czasem nabierała coraz większej ogłady w życiu towarzyskim. Lord nawet szepnął Malfoy'owi seniorowi na ucho, że kiedy będzie wydawał przyjęcie, za jakieś sześć tygodni, ona spokojnie do tego czasu wyrobi się na tyle, że nie tylko nie narobi swojemu panu wstydu, ale jeszcze przyniesie mu chwałę, która zakwitnie na ustach innych Generałów Lorda z całej Europy.
- Jesteś widocznie nie tylko wspaniałym strategiem, Lucjuszu, ale też kochankiem i mentorem, jak widzę – dodał i wywołał lekki uśmiech samozadowolenia na twarzy podwładnego, co omal nie podkusiło go by parsknąć śmiechem.
Białowłosy jednak się opamiętał i odrzekł z galanterią:
- Virginia jest bardzo pojętna i inteligentna, Lordzie – w jego słowach brzmiała szczerość i powaga– za te sześć tygodni całą historię wojen magicznych i niemagicznych będzie miała w jednym palcu, nie mówiąc o teorii i historii taktyk i działań wojennych.
Trzeba było przyznać, że to Czarnego Pana bardzo zaciekawiło i szóstego dnia na obiedzie specjalnie poruszył jakiś wojenny temat. Gin go nie zawiodła. Okazało się, że nie tylko chłonie wiedzę na ten temat, ale myśli jak rasowy materiał na żołnierza.

- Nie ma za co, Virginio. Byłabyś doskonałą dyplomatką. – Odpowiedział dziewczynie całkiem szczerze.
- Sześciu braci. – odpowiedziała rzeczowo grobowym tonem i mężczyzna roześmiał się szczerze.

Tej nocy pieścił ją najdelikatniej. Obsypywał zmysłowymi i czułymi pocałunkami całe ciało dziewczyny. Virginia zamknęła oczy i odpowiadała na jego pieszczoty cichutkimi jękami.
Lucjusz zaczął całować wnętrze ud dziewczyny, co wyrwało z jej piersi głośniejszy jęk. Mężczyzna bardzo delikatnie polizał jej łechtaczkę, sprawiając, że Ginny krzyknęła cichutko.
Dziewczyna zacisnęła palce na gęstych długich włosach kochanka, kiedy całował najczulej jak potrafił jej łono. Jego subtelne pieszczoty spowodowały, że nie mogła reagować inaczej jak tylko szlochając z rozkoszy. Krzyknęła głośno kiedy doprowadził ją do spełnienia.
Lucjusz podciągnął się do góry i obdarzył ją gorącym pocałunkiem. Virginia przyciągnęła mężczyznę do siebie i mogła poczuć wyraźnie jak bardzo jest pobudzony, czuła też swój intymny smak i to spowodowało, że na nowo ogarnęło ją podniecenie.
Mężczyzna pociągnął do siebie dziewczynę, tak że wylądowała leżąc na jego klatce piersiowej.
Ginny całowała namiętnie klatkę piersiową Lucjusza i ściągnęła z niego ciemnozielone bokserki, schodząc ustami aż do umięśnionego, płaskiego brzucha mężczyzny. Smak jego skóry, przyjemny zapach i ciche jęki mężczyzny, podniecały ją coraz bardziej i Virginia zaczęła całować ciało kochanka gwałtowniej.
Ujęła w dłoń jego twardą, pulsująca i gorącą męskość, mile zaskoczona strukturą najwrażliwszej części ciała swojego pana. Zsunęła dłoń na jądra mężczyzny by gładzić i bardzo delikatnie ściskać, jej język w tym samym czasie pieścił wnętrze lewego uda mężczyzny.
Lucjusz jęknął głośno i podciągnął podnieconą Virginię do góry, obdarzając ją namiętnym i gorącym pocałunkiem.
Dziewczyna pisnęła z dezaprobatą bo chciała go obdarzać pocałunkami w zupełnie innym miejscu, ale mężczyzna był bardzo silny i to on ustalał warunki. Pieściła go więc dłonią, masując członek i dostosowując rytm pieszczot do rytmu bioder kochanka.
Mężczyzna była tak podniecony, że doszedł bardo szybko, cicho krzycząc i pochylona nad nim Virginia poczuła ciepłe kropelki nasienia na swoim brzuchu. Lucjusz odsunął ją delikatnie od siebie i czule pocałował. Wziął różdżkę spod łóżka i oczyścił ciało dziewczyny ze swojej spermy, zanim jednak zrobił to ze swoim brzuchem, Ginny pochyliła się by zlizać nasienie z gorącej skóry mężczyzny.
Białowłosy omal nie wypuścił z wrażenia różdżki z dłoni.
- Virginio! – powiedział niemal zgorszony. Tak naprawdę był mocno zszokowany jej zachowaniem. Zarumienił się nieznacznie i popatrzył na rudowłosą. W czekoladowych oczach czaił się błysk przekory.
- Czy zrobiłam coś złego? – spytała niewinnie mała szelma.
- Nie, tylko mnie zaskoczyłaś. Jesteś zupełnie inna niż myślałem – powiedział zdezorientowany Lucjusz
- Czy to nagana, czy komplement, sir? – uśmiech Ginny osiągnął apogeum niewinności.
- Raczej komplement, Virginio - odpowiedział z uśmiechem mężczyzna. Czekoladowe ślepka zmrużyły się i dziewczyna wyglądała teraz jak zadowolony kociak.
„Ja ci jeszcze pokażę" – pomyślał Lucjusz.
„Zobaczymy, kto będzie rządził w łóżku za kilka dni" – pomyślała w tym samym czasie Ginny, uśmiechając się jak wcielenie naiwności.

Ósmego wieczora Lucjusz przyniósł do sypialni białe wino i kieliszki. Ginny się rozpromieniła.
- Lubię wino, sir – powiedziała – chociaż rzadko miałam okazję je pić. Czy dziś jest jakaś uroczystość?
- Nie, jest zwykła sobota. Ale postanowiłem, że będziemy sobie weekendy umilać alkoholem. W soboty winem a w niedziele szampanem. Czy coś nie tak?
- Nie wszystko w porządku, sir. Mi się to podoba.
Dziś nie miała na sobie koszulki ale ciemnozieloną pidżamkę z krótkim rękawem, która cudownie kontrastowała z jej płomiennorudymi włosami luźno spiętymi na karku.
Virginia powoli zmieniała się z dziewczątka w piękną kobietę.
„Wygląda jak mała księżniczka" – pomyślał mimo woli Lucjusz.
Nalał wina do kieliszków i podał jeden swojej niewolnicy.
- Na zdrowie – powiedział.
- Na zdrowie, sir – dziewczyna upiła mały łyk półwytrawnego greckiego wina – wow ale dobre – powiedziała rozpromieniła się, wychylając kieliszek do dna.
Mężczyzna uśmiechnął się pobłażliwie.
- Gdzie twoje maniery? – spytał unosząc niebezpiecznie brwi.
- Przepraszam ale nie mogłam się powstrzymać, takie mniamniusie... znaczy, takie szlachetne w smaku jest to wino, sir – dziewczyna przybrała kurtuazyjny, salonowy ton.
- Tak lepiej, droga Virginio – pochwalił ją Lucjusz – chcesz jeszcze tego... mniamniusiego wina? – dodał rozbawiony, widząc, że dziewczyna przybrała nad wyraz poważną minę.
Przecież nie chciał, żeby ich wspólne wieczory tchnęły patetyzmem i sztywnymi manierami.

W ciągu godziny wypili całą butelkę i Gin była leciutko wstawiona. Nie na tyle by zachowywać się hałaśliwie, czy niekulturalnie, jednak na tyle, żeby stać się bardziej szczerą i bezpośrednią wobec swojego pana.
- Ma pan śliczne dołeczki jak się pan uśmiecha, czemu nie robi pan tego częściej, sir? – spytała po ostatnim kieliszku wina.
- Bo nie mogę sobie pozwolić na beztroskę, moja mała – odpowiedział trochę nazbyt sztywno. – Jestem generałem i muszę jak najczęściej zachowywać powagę.
- Ależ przy mnie pan może robić co chce!- szczerze wybuchła Virginia - Ja nie będę ani pana oceniać, ani poprawiać. To ja jestem zależna od pana i chociaż przy mnie mógłby pan się całkowicie odprężyć i nawet powygłupiać, gdyby pan chciał... Przepraszam, nie chciałam być bezczelna – dodała widząc jego surową minę.
Nagle rysy Lucjusza złagodniały.
- Nie szkodzi – powiedział – wiem, że nie miałaś na myśli nic złego, ani nie chciałaś mnie obrazić. Możesz być pewna, że się i tak wystarczająco przy tobie odprężam, Virginio. Potrafisz poprawić mi humor – uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Dziękuję, sir – czekoladowe oczy wpatrzyły się w niego z wdzięcznością i niemal z uwielbieniem.

Mężczyzna wyjął z dłoni Ginny pusty kieliszek i odstawił na stolik. Przygarnął ją do siebie i delikatnie pocałował. Virginia ośmielona winem odważyła się delikatnie ugryźć dolną wargę swojego mistrza aby za chwile namiętnie ją ssać. Lucjusz zamruczał cicho z rozkoszy i odwzajemnił się jej, ssąc płatek jej lewego ucha.
Zdjął z niej górę od pidżamy i posadził sobie dziewczynę na kolanach, przodem do siebie. Ginny zarzuciła mu ręce na szyję i gorącymi pocałunkami obsypała szyję mężczyzny. Rano Lucjusz musiał rzucić kilka zaklęć maskujących na piękne, świeże malinki. Ale dopiero rano. Teraz przygarnął do siebie rozpaloną Virginię.
Ich języki splotły się w zawrotnym, miłosnym tańcu. Dziewczyna mocno oplotła nogami biodra swojego pana i poczuła, jak bardzo jest podniecony. Jej dłonie zaczęły rozpinać niecierpliwie białą koszulę Lucjusza i mężczyzna pomagał jej przy tym jak mógł. Jej nagie piersi przywarły do torsu białowłosego i Ginny jęknęła głucho. Lucjusz odchylił jej ciało do tyłu i ssał po kolei sutki, aż jęki dziewczyny były tak niecierpliwe i głośnie, że nie mógł wytrzymać.

Mężczyzna rzucił Virginię na łóżko i ściągnął z niej dół od pidżamy. Jego wargi błądziły po płaskim brzuchu, wywołując jej coraz głośniejsze jęki. W końcu zaczął całować ciepłą kobiecość niewolnicy, doprowadzając ją do szlochu.
- Weź mnie – poprosiła dziewczyna. – Proszę, chcę cie w sobie poczuć.
Lucjusz pragnął jej teraz tak bardzo, że nie musiała się powtarzać. Ściągnął z siebie szybkim ruchem spodnie i bieliznę, i posiadł Virginię.
Ginny krzyknęła. Tym razem z rozkoszy, nie z bólu, jak za pierwszym razem. Szybkim ruchem otoczyła biodra kochanka, zmuszając go do gwałtowniejszych i głębszych ruchów.
Prawie wcale ją nie bolało, czuła za to wspaniałą rozkosz, kiedy Lucjusz wchodził w nią coraz głębiej.
- Dobrze ci? – spytał ochryple i pocałował płatek ucha dziewczyny.
W odpowiedzi jęknęła głośno i wbiła paznokcie w jego barki.
Poruszał się w niej coraz szybciej a jego jęki stawały się coraz głośniejsze.
Virginia zamknęła oczy i zasłuchała się w reakcje kochanka, sama odpowiadając na jego poczynania cichymi krzykami i szlochem.
Zacisnęła uda na biodrach mężczyzny i tego już jej białowłosy pan nie wytrzymał. Usłyszała jego głośny krzyk i poczuła jak rozlewa się niej ciepłe nasienie Lucjusza. Jęknęła cichutko i przygarnęła do siebie kochanka, zanurzając palce wilgotnych od potu włosach i słuchając oddechu, który powoli odzyskiwał naturalny rytm.
- Nie skrzywdziłem cię? – spytał z troską.
- Nie, panie – odrzekła szczerze, patrząc mu w oczy – było mi dobrze.
Mężczyzna pocałował ją delikatnie i odsunął się od dziewczyny, aby za chwilę przyciągnąć ją do siebie.
Virginia bezceremonialnie ulokowała się na dosyć szerokiej klatce piersiowej swojego pana. Nie sprawiło jej to większego kłopotu bo była drobnej, filigranowej budowy. Przyłożyła ucho do lewej strony torsu i słuchała ze zmrużonymi oczyma bicia serca, które kołysało ją do snu.
Lucjusz z cichym pomrukiem zadowolenia przytulił jej młode ciepłe ciało do swojego i głaskał delikatnie plecy dziewczyny. Po kilku minutach obydwoje zasnęli zmęczeni i zadowoleni a wypite wcześniej wino spowodowało, że żadne z nich nie obudziło się wcześniej, niż pół godziny przed śniadaniem, na które oczywiście się spóźnili, co wywołało krzywy uśmiech Severusa i szepty Marvolo i Sybilli. Lucjusz jednak miał to gdzieś.

W Niedzielę, tak jak wcześniej obiecał Lucjusz, obydwoje raczyli się szampanem i Virginia stwierdziła, że woli białe wino. W pierwszej chwili dziewczyna przestraszyła się, że zezłościło to jej pana, ale okazało się, że Malfoy senior jest jedynie zaskoczony.
- Z reguły kobiety wolą szampana – powiedział i się uśmiechnął. – Ja natomiast przepadam za czerwonym winem półwytrawnym.
Tego wieczoru Lucjusz przyszedł do niej prosto spod prysznica i miał na sobie jedynie czarne bokserki i ciemnozielony szlafrok.
- Czerwone wino też jest dobre - rzekła Ginny z miną znawcy, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech rozjaśniający, zazwyczaj surowe oblicze Lucjusza.
- Nie piłaś jeszcze wina z moich zapasów.
- Ale Czarny Pan podał kilka razy wino do obiadu... To pańskie jest lepsze, sir? – spytała z przekorą.
- Lord podaje do obiadu w miarę młode wino, to, które trzyma w swoich prywatnych kwaterach i to, które trzymam ja, jest sporo starsze i szybciej uderza do głowy.
- Mi nie uderzy zbyt szybko. Mam mocną głowę, sir – teraz już pan Malfoy się szczerze roześmiał.
- Zobaczymy za tydzień - powiedział.
Virginia wzruszyła jedynie ramionami. Ona wiedziała lepiej.

Dziewczyna poczuła się bardzo ośmielona wypitą połową szampana.
Nabrała odwagi do tego stopnia, że sama zaczęła całować swojego pana i wsunęła dłonie pod szlafrok mężczyzny, pieszcząc jego tors.
Lucjusz nie miał oczywiście nic przeciwko temu, zwłaszcza, że w ciągu dnia okazywała mu należyty szacunek i pokorę. Nawet mu pochlebiało, że Ginny jako młodziutka dziewczyna lubi spędzać z nim noce i robi wszystko z własnej woli a nie pod przymusem.
Objął swoją niewolnicę i pozwolił jej na pieszczenie swojego ciała. Ginny była wniebowzięta. Do tej pory mężczyźnie nie bardzo podobało się, gdy chciała przejąć inicjatywę, teraz gdy poczuła, że ma wolną rękę z zadowoleniem zsunęła z niego szlafrok i zaczęła całować i pieścić tors Lucjusza, delektując się jego cichymi westchnieniami.
Nie wiedziała jak daleko pozwoli się jej posunąć, ale miała nadzieję, że będzie mogła robić wszystko co zechce. Uważała za wybitnie nie w porządku fakt, że ciągle, to ona odbierała rozkosz od niego i bardzo chciała, żeby tym razem było inaczej.
Virginia zsunęła z Lucjusza czarne bokserki. Jej dłonie pieściły biodra mężczyzny a językiem błądziła leciutko po twardym, umięśnionym brzuchu, zataczając leniwe kółeczka wokół pępka. Spodobało się jej, że mężczyzna reaguje na jej zabiegi cichymi jękami.
Palce prawej dłoni zacisnęła lekko na twardej męskości i zaczęła ją masować w górę i w dół, czując jak rośnie jeszcze pod wpływem jej pieszczot. Językiem w tym samym czasie drażniła sutki mężczyzny, zmuszając go do głośniejszych jęków.
Lucjusz pewnie przerwałby już dawno te pieszczoty, ale dziewczyna chciała go zaspokoić i błagała go o to już od kilku dni, i widział po jej zaangażowaniu, że sprawia jej to przyjemność.
I rzeczywiście tak było. Virginia była wręcz szczęśliwa, że może robić ze swoim panem to, co chce i jak chce. A ponieważ była pojętną uczennicą jej pieszczoty skutecznie go pobudzały i powoli doprowadzały do zatracenia się w rozkoszy.
Dziewczyna spragniona większych doznań i jeszcze głośniejszych reakcji kochanka zsunęła się z łóżka i uklękła między jego nogami, całując wnętrze ud swojego kochanka. Lucjusz w pierwszej chwili chciał ją odepchnąć, ale kiedy uniósł do góry jej głowę i zajrzał w czekoladowe oczy zobaczył w nich tak bezbrzeżne oddanie, że wzruszył się jedynie zamiast na nią nakrzyczeć.
- Coś nie tak? – spytała niemal z rozpaczą.
- Nie – odpowiedział. – Chciałem tylko żebyś wiedziała, że nie musisz robić nic, czego nie chcesz robić.
- Ale ja chcę, sir – pozwiedzała zapalczywie, wlepiając w niego szczery wzrok.
Mężczyzna delikatnie pogładził jej gęste włosy a Virginia wyczuwając w tym łagodnym geście przyzwolenie pocałowała jego podbrzusze błądząc językiem w gęstym, miękkim owłosieniu mężczyzny.
Lucjusz wsunął obydwie dłonie we włosy dziewczyny, przeczesując je delikatnie palcami.
Ginny ujęła w dłoń członek swojego kochanka i delikatnie pocałowała sam czubek główki. Lucjusz jęknął głośno i przygryzł dolną wargę niemal do krwi. Tak dawno nie był w takiej sytuacji, że prawie zapomniał jak ogromną rozkosz dają takie pieszczoty. Ośmielona jego reakcją, dziewczyna wzięła do ust całą główkę i zaczęła ją delikatnie ssać. Palce jej dłoni pieściły nasadę penisa a drugą dłonią gładziła wnętrze prawego uda mężczyzny. Jęki jej kochanka stały się teraz bardzo głośne a jego dłonie zacisnęły się mocno na włosach Virginii.
Ginny była zachwycona jego intymnym smakiem, zapachem, jego reakcjami. Teraz ssała go śmielej trzymając członek u nasady a drugą dłonią pieszcząc jądra kochanka.
Z gardła Lucjusza wyrwał się stłumiony okrzyk i mężczyzna jak najdelikatniej przycisnął głowę swoje niewolnicy, dając jej do zrozumienia, że pragnie jeszcze intymniejszych i bardziej śmiałych pieszczot.
Dziewczyna poddała się chętnie jego woli. Jej usta i język pieściły z zapałem najintymniejsze sfery kochanka, nie przerwała też pieszczot swoich dłoni, dostosowując ich rytm do ruchów bioder mężczyzny.
Lucjusz starał się być najdelikatniejszy jak tylko mógł, ale nie mógł przecież zapanować nad najbardziej naturalnymi reakcjami swojego ciała.
Virginia poczuła, że jej kochanek zaraz zacznie szczytować i zaczęła ssać go mocniej zmuszając go do krzyku z rozkoszy.
Mężczyzna musiał zamknąć oczy, bo zrobiło mu się słabo i czuł się tak, jakby miał za chwilę stracić przytomność.
Spełnienie było tak silne i cudowne, że z jego piersi wydarł się szloch a po policzkach spłynęły gorące łzy.
Dziewczyna przełknęła nasienie krzywiąc się lekko, bo jego smak był raczej nieprzyjemny, ale nie chciała postąpić inaczej bo pragnęła dać Lucjuszowi maksymalną rozkosz i okazać mu swoje oddanie i to, że jest przy nim nie tylko dlatego, że musi, ale też dlatego, że sama tego chce.
Silne ramiona podniosły ją z klęczek i posadziły na wygodnym łóżku.
- Ginny – szepnął cicho Lucjusz do je ucha i delikatnie pocałował jej obrzmiałe wargi wodząc po nich językiem. Rozebrał ją delikatnie. Jego usta błądziły po ciele dziewczyny schodząc coraz niżej. W końcu sam przed nią uklęknął i pieścił językiem jej podbrzusze i wnętrze ud.
Virginia jęczała głośno. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo jest podniecona wszystkim, co zaszło wcześniej i tym, co działo się w tej chwili.
Język mężczyzny wślizgnął się między jej uda pieszcząc delikatnie każdy najintymniejszy zakamarek kobiecości Virginii. Ginny zaszlochała cichutko i zacisnęła dłonie na włosach kochanka.
Lucjusz przytrzymał jej biodra i pocałował jej łono wsuwając język do jej wnętrza i zmuszając swoją niewolnicę do krzyku. Pieścił ją tak bardzo krótko, aby za chwilę znowu tylko delikatnie ją lizać
Dziewczyna musiała zamknąć oczy. Jej oddech był płytki, szybki i urywany. Jęczała i zaciskała z całej sił palce na jasnych włosach kochanka. Mężczyzna pieścił językiem jej łechtaczkę wsuwał się do jej wnętrza drażniąc je delikatnie i wysuwał tylko po to, żeby znowu lizać najwrażliwszą część jej ciała.
Pieszczoty były tak cudowne, że z piersi Virginii wydobywał się głośny, spazmatyczny szloch.
- Błagam – wyrwał się z jej ust zduszony jęk. Przycisnęła głowę mężczyzny do swojego rozpalonego ciała i Lucjusz pocałował namiętnie jej łono, doprowadzając Ginny na szczyt rozkoszy.
Kiedy chwilę później leżeli w namiętnym uścisku, dziewczyna oplotła swojego kochanka nogami i rękami, wtuliła twarz w jego włosy i wyszeptała cichutko: „dziękuję".

Następny dzień, był dniem „uroczego" występu Malfoya juniora przy stole i Lucjusz postanowił po prostu porozmawiać poważnie z Virginią. Nie było sensu omijać ponownie tego tematu szerokim łukiem, nie po takiej popisówce syna.

Kiedy przyszedł do sypialni, Ginny siedziała na łóżku i miała bardzo niewyraźną minę. Cały czas, od kiedy skończyła się kolacja, dziewczyna wyglądała tak, jakby próbowała powstrzymać się do płaczu i Lucjusz wiedział, że boi się po prostu o przyjaciółkę i nie śmie mu o tym powiedzieć.
- Virginio – zaczął – chciałem zaznaczyć, że przykro mi z powodu tego, co zaszło przy stole, mój syn zachował się haniebnie... Wiem, że boisz się o Hermionę – wypalił szybko.
- Posłuchaj – podjął ponownie z westchnieniem, kiedy pokiwała głową i uroniła pojedynczą łzę. - Chcę, żebyś wiedziała, że Czarny Pan nie pozwoli zadręczyć tej dziewczyny. Jeżeli Draco nadużyje jego dobrej woli, lub zrobi jej coś naprawdę złego, straci do niej prawo a ona stanie się albo własnością Lorda, albo któregoś z jego ludzi. To będzie zależało już od niego.
Popatrzył na swoją niewolnicę, która wyglądała, jakby jej troszeczkę ulżyło i jakby bała się o coś zapytać.
- Nie dopuści do tego, żeby on jej zrobił jakąś poważną krzywdę – dodał a dziewczyna obrzuciła go pełnym wyrzutu spojrzeniem, jak gdyby chciała zapytać, czy to co jego syn teraz robi nie jest już poważną krzywdą.

Lucjusz westchnął. Podjął poważną decyzję. Jeżeli teraz jej nie powie, może nie powiedzieć już nigdy. A z jakichś do końca nie wyjaśnianych powodów czuł, że musi jej o tym powiedzieć i to nie tylko ze względu na jej strach o przyjaciółkę.
Pierwszą rzeczą jaką zrobił było wyjęcie z barku, magicznie chłodnego Burbona i nalanie trunku do dwóch szklanek (sobie nalał dwa razy więcej).
Podał alkohol zdziwionej dziewczynie.
- Muszę ci o czymś opowiedzieć. Wiem, że wtedy bardzo stracę w twoich oczach... ale po prostu nie widzę innego wyjścia i nie chcę zachowywać się jak tchórz. - Kiedy mówił te słowa, było w nim tyle powagi, że dziewczyna postanowiła pokornie wysłuchać go do samego końca.

Virginia nie bardzo rozumiała o co chodzi jej panu, ale nie przerywała i nie dopytywała się o nic. Czuła, że nie powinna i mężczyzna był jej za to stokrotnie wdzięczny.
Lucjusz cichym i wypranym z emocji głosem, opowiedział swojej niewolnicy to samo, co Severus opowiedział kilka dni później Harry'emu. Ginny była wstrząśnięta, ale nie odezwała się ani słowem. Jedynym gestem na jaki się zdobyła, było położenie dłoni na dłoni Lucjusza, gdzieś w połowie opowieści a i tak zrobiła to z duszą na ramieniu.

Nienawidziła go i jednocześnie mu współczuła. Czuła do niego pogardę, za to co robił, ale czuła jednocześnie głęboki szacunek, że potrafił przyznać się do błędu i opowiedzieć jej o nim. Jej, nic nie znaczącej niewolnicy, której nie musiał zupełnie nic tłumaczyć, i która była mu winna bezgraniczne posłuszeństwo.
Ta mieszanina ambiwalentnych uczuć w miarę jak mówił, trochę się klarowała i pod koniec Virginia miała już o swoim panu całkiem dobrze wyrobione zdanie. Wiedziała, że nie pomyliła się sądząc, że lepiej trafić nie mogła.
A potem, gdy skończył, wcale nie próbował się usprawiedliwiać. Powiedział jedynie.
- Najprawdopodobniej teraz już mnie nienawidzisz i nie uważasz za dobrego pana, ale musiałem ci o tym powiedzieć.
Rudowłosa dziewczyna popatrzyła na niego z powagą i zacisnęła dłoń na jego dłoni. Ku jej zdziwieniu Lucjusz bardzo mocną chwycił ją za rękę i spojrzał w czekoladowe oczy z takim żalem, że słowa które miała powiedzieć uwięzły jej w gardle. Cała zgrabna przemowa o tym, jak to wszyscy popełniają w żuciu błędy, i że ważne jest aby umieć się do nich przyznać i zmienić swoje zachowanie, wzięła w łeb.
Powiedział coś zupełnie innego i to dopiero po dłuższej chwili gdy odzyskała głos.
- Ale ja pana nie potępiam... Nie mam takiego prawa, takiego prawa nie ma nikt. Jedyne co czuje to współczucie, naprawdę.
Lucjusz patrzył na nią ze szczerym zdziwieniem.
- I żal mi Dracona. Żal mi, że potrafi dogadywać się jedynie ze zwierzętami – jej czekoladowe oczy wpatrywały się w Malfoya z tak szczerym współczuciem, że mężczyzna mocno ją przytulił.
- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś – powiedział.
- Nie, to ja dziękuję panu, za to, że obdarzył mnie pan takim zaufaniem, sir.
Białowłosy popatrzył na swoją niewolnicę z niemym podziwem.
Znowu zaskoczyła go swoją dojrzałą postawą i mądrością
Tej nocy to on złożył głowę na jej piersi.

***
Virginia widząc, że temat ostatniej rozmowy zasmucił jej pana nie wracała już do niego w ogóle, cały czas starła się go pocieszyć i rozweselić spełniając jego najdrobniejsze zachcianki. A Lucjusz jak przystało na prawdziwego mężczyznę skrzętnie to wykorzystywał. Pewnego dnia posunął się nawet do tego, ze zażyczył sobie by w czasie, gdy on przebywa w zamku ona nie nosiła bielizny... a konkretnie majtek. Dziewczyna z początku potraktowała to jak zwykły żart i tu popełniła błąd... bardzo duży błąd...

***
******
Lucjusz pomimo tego, że naprawdę nie znosił mugoli i wszystkiego, co się z nimi łączy jednak jedną z rozrywek iście mugolskich bardzo sobie upodobał. Była to mianowicie szermierka. Codziennie spędzał przynajmniej godzinę czasu oddając się tej przyjemności. W śród ludzi Voldemorta była jeszcze jedna osoba, która również bardzo upodobała sobie to hobby. Był to młodszy dowódca Oddziału Piekieł, Blaise Zabini. W tej chwili obaj mężczyźni, po godzinnym treningu odpoczywali w jednej z hogwardzkich klas.
Siedzieli i raczyli się zimnym piwem imbirowym z dodatkiem koniaczku. Piwo było nalane nie do kufli a do wysokich, kryształowych szklanek. Trunek był mocny, dobry i wprowadził mężczyzn, wraz ze wspaniałym męczącym treningiem w świetny nastrój.
- Twoje uniki mnie wykończą, Blais, robisz się coraz lepszy - Lucjusz posłał młodszemu mężczyźnie pełen uznania uśmiech.
Pomimo sporej różnicy wieku obaj mężczyźni darzyli się szczerą i głęboką przyjaźnią, która swego czasu została zabarwiona lekką nutką erotyki. Od ich cichego romansu minęły już dwa lata i żaden z panów nie miał ochoty na odnowienie znajomości, woleli czystą i bezproblemową przyjaźń. Co prawda zdarzały im się nieraz wspólne przygody z jedną kobieta, ale nawet tego nie praktykowali już od dłuższego czasu.
Zabini właśnie miał zaproponować, żeby "wzięli w obroty" jego niewolnicę, która okazała się w łóżku dosyć nieśmiała chociaż zmysłowa i Blais chciał ją trochę "rozruszać". Słowa jednak zamarły mu na ustach, bo do sali wparował nikt inny, jak mała Weasley'ówna z którą przez ostatnie pół roku szkoły notorycznie się wykłócał, a która teraz stanowiła własność jego rozmówcy.
- Co ty tu robisz Virginio? - spytał zdziwiony Lucjusz. - Nie czytasz?
- Oczy mi się troszkę zmęczyły - odrzekła dziewczyna uśmiechając się do swego pana.
Jego towarzysza nie zaszczyciła nawet przelotnym spojrzeniem. Blais Zabini sprawiał, że jej i tak bardzo krucha cierpliwość znikała zupełnie.
Szerokim łukiem minęła uśmiechniętego Ślizgona i podeszła przywitać się z Lucjuszem, chciała się go zapytać, czy nie mógłby udzielić jej kolejnej lekcji jazdy konnej, które bardzo polubiła.
Zazwyczaj Lucjusz pozwalał się całować w policzek swojej niewolnicy. Tak było i tym razem. W ogóle traktował ją bardzo po ludzku a nawet można powiedzieć, że się nią opiekował. Powodem takiej postawy była jej delikatna budowa ciała, bezpretensjonalność i wrodzona słodycz, która jednak automatycznie znikała ustępując surowości, gdy ktoś małą Ginny mocno wkurzył.
Z przyzwyczajenia przejechał dłonią po jej plecach, by następnie zatrzymać się na drobnej pupie dziewczyny. Pod palcami poczuł delikatny materiał spodni i krawędź bielizny - majteczek, których panna Weasley, nie powinna mieć na sobie w ogóle.
- Virginio możesz mi powiedzieć, dlaczego założyłaś majtki, kiedy wyraźnie zabroniłem ci chodzenia w bieliźnie? - Zapytał surowym głosem.
- Tere fere, - dziewczyna przewróciła oczami, nadal uznając to za dobry żart.
Blais zdziwił się mocno jej podejściem do swojego pana i władcy. Jeszcze nie widział, żeby któryś niewolnik tak się odzywał do właściciela a o niej chodziły słuchy, że zachowuje się w stosunku do Lucjusza z ogromnym szacunkiem i oddaniem. Cóż, widocznie to oddanie zaowocowało bardziej przyjacielskimi stosunkami.
- Przepraszam, mogłabyś powtórzyć, bo mnie chyba słuch myli? -Lucjusz jeszcze spokojnie spojrzał się na uśmiechniętą dziewczynę.
- Przecież pan żartował, tylko kretyn kazałby mi chodzić bez majtek, nie sądził pan chyba, że się tego posłucham. To jest niedorzeczność sir.
Blaise opluł się piwem i zdziwiony spojrzał na Lucjusza, jeszcze nikt się tak do niego nie odzywał.
- Tak uważasz?- Malfoy uniósł brwi niebezpiecznie do góry i Virginia zaczęła być czujna. Zaczynała też się podniecać, bo dłoń mężczyzny pieściła jej pośladki.
- Uważasz, że to był zwykły żart.. Ciekawe - Lucjusz dopił swój trunek i wstał patrząc na dziewczynę z góry.
- Blaise, czy możesz mi powiedzieć czy ja kiedykolwiek żartuje? – Lucjusz zwrócił się z tym uprzejmym pytaniem do towarzysza, nie przestając jednocześnie masować pośladków dziewczyny.
- Zaczekaj – chłopak udawał głęboko zamyślonego, i patrzył się uważnie na starszego przyjaciela. Coś w jego szarych oczach mówiło mu, że ta noc będzie bardzo niezwykła. – Niech sobie przypomnę.. zaraz, zaraz... wtedy, gdy... a nie to nie ty... a może... nie to też nie ty... już mam...a nie, wtedy kłamałeś. Przykro mi Lucjuszu, z tego co wiem to ty nigdy nie żartujesz – zapytany odpowiedział bardzo smutnym głosem.
- Widzisz moja droga – Lucjusz uśmiechnął się do dziewczyny, a ta miała wrażanie jakby ktoś zaproponował jej zabawę w rosyjska ruletkę – ja nigdy nie żartuje. Ale nie martw się – dodał widząc jak dziewczyna gwałtownie blednie – nic się takiego nie stało. Wystarczy jak pozbędziesz się tego zupełnie zbędnego fatałaszka. Rozumiesz?
Ginny w odpowiedzi tylko skinęła głową. Coś w tym miłym i bardzo radosnym tonie Malfoya spowodowało, że cała trzęsła się ze strachu. On był aż za wesoły. Wolała, więc bez zbędnych komentarzy pozbyć się majteczek. Szybko zsunęła się z kolan swego pana i ruszyła w stronę drzwi. Gdy doszła do mniej więcej połowy klasy usłyszała cichy głos Lucjusza.
- Virginio, moja droga można wiedzieć, dokąd to się wybierasz? – W jego głosie rozbrzmiewały autentyczne nutki zaciekawienia.
- Ja... bo przecież pan kazał mi się przebrać – zaczęła niepewnie odpowiadać.
- Ja ci kazałem ściągnąć tylko majtki, nic nie wspominałem o przebieraniu. A to możesz zrobić równie dobrze tutaj, prawda Blaise? Nam to na pewno nie będzie przeszkadzało.
Lucjusz z początku chciał sobie zażartować z dziewczyny, lecz później doszedł do wniosku, że cos takiego może jej się nawet spodobać, trzeba tylko ja odpowiednio do tego zachęcić... lub zmusić.
- Zaraz... jak to tutaj.. przy nim? - ostatnie zdanie panna Weasley po prostu wykrzyczała.
- Chyba nie przeszkadza ci obecność szkolnego kolegi, moja droga? - głos Lucjusza nadal był bardzo łagodny, aż za łagodny.
- On nie jest moim kolegą... i nie zamierzam się przy nim rozbierać...sir. - I na tym skończyła się bajka o uległości i opanowaniu kogokolwiek z rodu Weasley'ów.
- Blais, nie jesteś jej kolegą? - z udawanym zdziwieniem zapytał Lucjusz.
- Tak jakby... wiesz często się kłóciliśmy przed ukończeniem przeze mnie szkoły - Zabini był rozbawiony sytuacją.
- Virginio, bądź tak dobra i nie psuj mi reputacji człowieka z zasadami... Ściągaj majtki po dobroci, albo ci pomogę.
- Nie - stanowczy głos dziewczyny rozniósł się po pokoju, ale gdy tylko jej wzrok uchwycił ostre spojrzenie Lucjusza szybko przybrała inny ton. - To znaczy nie dziękuje sir.
- Wiewióra ja ci radzę ty go nie wkurzaj, bo może boleć - ta niby przyjacielska rada z ust bruneta sprawiła tylko, że Ginny warknęła w jego stronę.
- Oszczędź sobie te dobre rady Zabini i nie mów do mnie wiewióra ciołku.
- Virginio - Lucjusz był rozbawiony, tak samo jak jego przyjaciel i świetnie się bawił zaistniałą sytuacją, ale mała zaczęła przeginać - To już nie jest twój szkolny... znajomy. To jeden z podwładnych Lorda i jego generałów. Mogłabyś do niego zwracać się z należytym szacunkiem. To rozkaz nie prośba. - Głos mężczyzny był zimny i stanowczy. - Tak samo jak rozkazem jest to żebyś grzecznie ściągnęła spodnie, majtki i ponownie założyła na goły tyłek spodnie. Czy ja wyrażam się jasno, Weasley?

Ostatni Bastion |Harry Potter| [REUPLOAD]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz