Co mi zrobisz jak mnie kupisz?
Kochanie gorzej jak więzienie: z więzienia wyzwolą, z kochania nie zdolą.
[Przysłowie polskie]
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna,
nie szuka swego, nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
[św. Paweł z Tarsu]
Lord i jego trzech najważniejszych generałów siodłali duże, czarne rumaki (mieli je zostawić w miejscu aportacji - konie były mądre i wiedziały jak wrócić.). Wybierali się do Francji na ważne spotkanie związane z rozszerzeniem terytorium podległego Czarnemu Panu.
Harry, Sybilla, opatulona po uszy, nie doleczona Hermiona (uparła się, żeby pożegnać swojego pana), oraz Lupin, patrzyli na szykujących się do drogi. Wszyscy mieli w oczach tak ogromną tęsknotę, że Marvolo aż się uśmiechnął i oznajmił:
- Nie będzie nas tylko dwanaście godzin, nie żegnacie się z nami przecież na zawsze...
- Jasne - mruknął markotnie wilkołak i nie przejmując się tym, że jest w centrum zainteresowania, czego nigdy nie lubił, siarczyście pocałował swego pana.
- Uważajcie na siebie.
- I nie patrzcie na żadnych ładnych mężczyzn ani kobiety - dodała Sybilla pociągając nosem.
Hermiona tylko uśmiechnęła się do Dracona i bardzo cichutko podziękowała mu za pamiętną noc.
***
Ucieczka przed miłością to ucieczka przed samym sobą...
[Nigdy się nie uda]
Gdy Generałowie odjechali, Lupin ze smutkiem popatrzył po twarzach swoich podopiecznych.
- Wiecie, że to niebezpieczne? - spytał cicho. Skinięcie czterech głów.
- Wiecie, że robię to ze względu na was, zwłaszcza na ciebie Herm i na ciebie Gin. - Skinięcie dwóch główek: rudej i kasztanowej, oraz smutne westchnienie Lupina.
- Wiecie, że jeśli się powiedzie, to nigdy więcej ich nie zobaczmy? - Remus starał się mówić spokojnie, ale zdradzało go drżenie głosu.
Skinęły cztery głowy i usłyszał doskonale zgrane w czasie cztery siąknięcia nosem.
- Wiecie, że mogą nas złapać handlarze żywym towarem, a wtedy oni, żeby nas odzyskać, muszą zapłacić, bo tych ludzi nie obejmuje jeszcze żadne prawo, są bezkarni. Wątpię jednak, żeby w takiej sytuacji chcieli nas odzyskać... chyba że po to, by skazać nas na tortury i może nawet śmierć. Pamiętajcie, że nie mamy praw, zwłaszcza wy. Ja nie jestem naznaczony i wcale nie czuję się z tego powodu lepiej... Rozumiecie wagę moich słów? - Skinienie czterech główek.
- Jest też bardzo prawdopodobne, że dostaniemy się w ręce ludzi Czarnego Pana, zostaniemy poddani identyfikacji i z miejsca straceni - taka bowiem grozi kara... Nawet nie muszą powiadamiać naszych właścicieli.
- Ale to się ma zmienić - pisnęła Gin.
- Tak, ale jeszcze nie zostało wprowadzone w życie i na razie nie trzeba właściciela powiadamiać o ucieczce własności... Nie chciałbym patrzeć jak was gwałcą i mordują, ale musimy wziąć to pod uwagę. - Znowu zgodne skinienie głowami, ale tym razem widział strach na twarzach wszystkich niewolników. Strach i determinację.
- Czy nadal zamierzacie uciec? - spytał po chwili wilkołak.
- Tak - padła cicha odpowiedź, choć każdy z nich w głębi serca myślał „Nie!"
- No to komu w drogę, temu.... Ech, za godzinę w łazience Jęczącej Marty, tylko tak, żeby was nikt nie widział.
Harry, Hermiona i Ginny popatrzyli na Remusa jak na wariata. Ich miałby ktoś złapać?
- To lepiej wy uważajcie - mruknął Harry i razem z dziewczynami ruszyli w stronę zamku.
******
Bardziej od pieniędzy, potrzebujesz miłości. Czułość to siła nabywcza szczęścia.
[Phil Bosmans]
W tym samym czasie, gdy piekielna piątka spiskowała w Hogwarcie, Lord i jego Aniołkowie przeglądali najpiękniejsze klejnoty świata. W końcu jakiś prezent zawsze warto przywieźć. Draco z zainteresowaniem przyglądał się pamiętnikom Merlina. Był to prawdziwy biały kruk. Jedyny egzemplarz na świecie.
- Malfoy, już nie udawaj, że ty to będziesz czytał.
- Flint, pilnuj własnego nosa, zanim ci go nie przetrącę, co?
- No o co ci chodzi, ja ci się tylko pytam.
- Jak cię to tak interesuje, to kupuję to dla Hermiony...
- Dla szlamy? Coś ty, zwariowałeś? Odbiło ci? Przecież to tylko...
- Masz coś do powiedzenia? - Draco bardzo powoli odłożył Pamiętniki i spojrzał na dowódcę swych wojsk.
- Rozumiem, jest dobra w łóżku, ale gdyby była twoją... No nie wiem, narzeczoną, żoną, a to tylko...
- Zamilcz, jeżeli nie chcesz mieć złamanego nosa, Flint - powiedział niebezpiecznie cichym tonem Draco - Albo jeżeli nie chcesz zostać publicznie wykastrowany. Obrażając ją, obrażasz mnie.
Flint patrzył na swojego przełożonego z ogromnym zdziwieniem. Do tej pory młody Malfoy obrażał Hermionę ile wlazło, a teraz czuł się osobiście urażony, słysząc niepochlebne słowa pod adresem dziewczyny. Flint wolał jednak zmilczeć i tylko skinął głową.
Draco natomiast spojrzał na cenę unikalnego egzemplarza, który czytał w ręku i ta cena omal nie ścięła go z nóg.
- Przepraszam - powiedział do młodej, niziutkiej czarownicy, która chodziła po sklepie i doradzała klientom wybór towaru.
- Słucham pana? - spytała grzecznie, unosząc głowę do góry.
- Ktoś się chyba pomylił i dopisał jedno zero. Powinno być sto, a nie tysiąc galeonów, prawda? – zapytał, patrząc na kobietę i mając niemal stuprocentową pewność, że przyzna mu ona rację. Czarownica łypnęła na księgę, którą trzymał w dłoni.
- Drogi panie - powiedziała z łagodnym uśmiechem. - To pisał własnoręcznie sam Merlin. Sto galeonów to kosztują egzemplarze przepisane przez skrybów. Jest tak naprawdę bezcenne, ale sklep ostatnio podupada i musimy sprzedać także ten skarb.
Draco westchnął i powiedział.
- Jezus, jak może tyle kosztować zapisany papier? - powiedział z niedowierzaniem.
- Kiedyś Młody... - odezwał się przy jego lewym uchu Lord, a kobieta skłoniła się mu z czcią - jak będziesz dużym chłopcem, docenisz wartość literatury. Ja bym za to dał i dwa tysiące galeonów - ostatnie zdanie wyszeptał, żeby nie usłyszała go pracownica sklepu.
- Okey, to w takim razie kupię - oznajmił Draco rachując w pamięci ilość pieniędzy złożonych w magicznym banku. Wyszło mu, że zostanie trzy tysiące, ale co tam: raz się żyje. Jego decyzja wprawiła Flinta w opad szczęki niemal do samej ziemi.
- Ty tak na serio chcesz to kupić?
- Nie, na niby - warknął Draco, po czym z grymasem, który miał udawać miły i serdeczny uśmiech zwrócił się do sprzedawczyni.
- Proszę zerwać cenę i zapakować.
Kiedy sprzedawczyni odeszła, Lord zwrócił się do Dracona.
- Wybacz, że pytam, ale ty to kupiłeś dla siebie? Rzeczywiście będziesz to czytał? Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
- On to kupił dla swej niewolnicy, panie - wtrącił się Flint, który miał nadzieję, że Lord przyzna mu rację i też nazwie Dracona kretynem.
- Naprawdę? Ja kupiłem Syb kryształowa kulę wykonaną przez mnichów z Ukrytego Klasztoru, a teraz szukam czegoś dla Remusa.
Marcus Flint stał, jakby go ktoś zaklęciem petryfikującym potraktował. Nie potrafił uwierzyć własnym uszom. Oni naprawdę przejmowali się swoimi niewolnikami i zależało im na nich. Przecież to była głupota. Niewolnicy nie są od tego by się nimi przejmować, to po prostu zabawka.
Flint w cichości ducha uznał, że ma do czynienia z wariatami i więcej się na ten temat nie odzywał, a kiedy Severus Snape oglądał najdroższe miotły, westchnął jedynie i olał sprawę. Raz tylko jeszcze go zatkało; gdy Lucjusz dokonał zakupu łańcuszka z białego złota, na którego końcu dyndała śliczna szafirowa różyczką. Mężczyzna nawet nie mrugnął, gdy usłyszał "bagatelną" cenę pięciuset galeonów. Po prostu wystawił czek...
Oni naprawdę byli nienormalni.
******
Aby do czegoś dojść, trzeba wyruszyć w drogę.
[Wiesław Czermak]
Trójka największych rozrabiaków od czasu Huncwotów bez najmniejszych problemów przedarła się do Łazienki Jęczącej Marty i teraz czekali na dwójkę starszych towarzyszy. Po około dziesięciu minutach pojawiła się druga grupa i wszyscy spojrzeli na Lupina, w końcu to on przewodził.
- No dobra, jak wiemy, pod Hogwartem są duże kanały, którymi można się przedostać do Zakazanego Lasu. Jeden z nich prowadzi nawet do punktu aportacyjnego.
- A jak my się dostaniemy, Remusiku, do tych kanałów? - zapytała Sybilla, która tak naprawdę nie miała ochoty nigdzie się dostawać.
- Harry.
- Co: Harry?
- Harry jest wężousty. Otworzy przejście do tuneli bazyliszka i stamtąd dostaniemy się do kanałów.
Harry westchnął, skinął grzecznie głową i poprowadził wszystkich do łazienki jęczącej Marty.
Ginny skuliła się ze strachu na wspomnienie własnych przeżyć związanych z tym przejściem, ale Hermiona ją pocieszyła i przytuliła mocno.
- Tamto już się nie powtórzy - powiedziała cichutko i Virginia lekko odetchnęła.
- Wow - powiedziała po prostu Sybilla, gdy Harry popisał się syczącą elokwencją i Komnata Tajemnic otworzyła przed nimi swoje wrota.
Remus zeskoczył jako pierwszy - jako jedyny z nich miał różdżkę i stanowił swego rodzaju tarczę ochroną. Poza tym, jako wilkołak miał bardo wyczulone zmysły, co w czasie ucieczki mogło się przydać... No, może podczas innej ucieczki... W momencie gdy Lupin odwiedzał Hermionę zaraził się od niej katarem i teraz jego nos nie działał tak dobrze, jak zazwyczaj.
Cała grupa osuwała się bardzo wolno. Dzięki mapie wiedzieli, gdzie mniej więcej mają się udać, a ich szanse na ucieczkę rosły z minuty na minutę.
I w końcu dotarli do miejsca aportacji. Lupin odetchnął z ulgą i popatrzył pocieszająco na swoich podopiecznych.
- To gdzie się udajemy? - spytał.
- Do mojego domu, zabitego dechami zresztą, tam nikt nas nie będzie szukał.
- Okey - powiedział łagodnie Remus i spróbowali się aportować, ale za żadnym z trzech razy im się nie udało.
- O rany - powiedziała nagle pobladła Hermiona. - Przecież miejsce aportacji zostało zmienione w dniu, gdy nas schwytano...
- Cholera jasna - warknął Remus. - Czy ktoś ma pojęcie, gdzie może być następne?
- No to klops - mruknął Harry, ale po chwili na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Przecież możemy udać się do Hogsmeade i stamtąd się aportować, musimy tylko przejść tak, by nikt nas nie widział i...
Zamilkł bo zauważył, że Ginny bardzo pobladła i z lękiem wpatrywała się w brzuch Sybilli.
- Gin, co się dzieje?
- Czy kobieta w ciąży może się aportować?
Kiedy tylko dziewczyna zadała to pytanie, Sybilla złapała się za brzuch i z lękiem spojrzała na Remusa. Dopiero teraz przypomniała sobie, że rzeczywiście kobieta w stanie błogosławionym nie powinna się aportować, bo może to zaszkodzić dziecku. W myślach podziękowała wszelkim bogom, za to, że jednak im się nie udało.
- No cóż, to tak jak mówił Harry, udamy się do wioski, wy się aportujecie a ja i Sybilla spróbujemy...
- Ja zostanę z wami - cicho powiedziała Giny.
- Posłuchaj, to nie jest zabawa, uciekasz razem z Harrym i...
- Jestem w ciąży.
Zapadła cisza jak makiem zasiał. Wszyscy wpatrywali się w Virginię, która zarumieniła się lekko.
- To prawda - powiedziała po chwili. - Nie patrzcie na mnie tak, jakbym zrobiła coś złego.
- Gin, skarbie, po prostu jesteśmy zdziwieni - oznajmiła Sybilla i ją mocno przytuliła.
- Cii... - wyszeptał nagle Harry i przyłożył palec do ust. - Wydawało mi się, że słyszałem szmer.
Przez chwilę uważnie wsłuchiwali się w odgłosy nocy, ale oprócz pohukiwań sów, nic do nich nie docierało.
- Wydawało ci się, Harry - powiedział Sybilla i pogłaskała chłopaka po włosach. - No dobra, ruszamy, bo nas tu świt zastanie, a to by nam nie odpowiadało.
Nie zdążyli jednak oddalić się z polanki, gdy zostali otoczeni przez dużą grupę mężczyzn, która natychmiast rozbroiła Remusa. Piątka hogwartczyków znów była bezbronna, tylko że tym razem nie byli to Śmierciożercy, ale handlarze żywym towarem.
- Kogo my tu mamy? - zapytał jeden z nich cichym i wypranym z emocji głosem.
- Niezły towar - odrzekł drugi dziwnie żeńskim głosem i rzeczywiście, gdy wyszedł z cienia okazał się szczupłą, wysportowaną kobietą w czarnym, obcisłym kombinezonie.
Kobieta podeszła do Virgini i spojrzała w jej ciemne przerażone oczy.
- Jesteś w ciąży, tak? To posadzimy cię na wozie, reszta może się wlec za wozem.
- Co takiego? - zapytała zaskoczona Sybilla, która nie potrafiła uwierzyć w to, co się dzieje. Jeszcze przed chwilą byli wolni... no, w miarę wolni. Prawdę powiedziawszy, dopiero szukali drogi do wolności, a teraz znowu byli w niewoli i to dwa razy gorszej, o czym miała się zaraz przekonać. Handlarze bardzo nie lubili, gdy ich towar się odzywał nie proszony. Zniechęcało to potencjalnych kupców, więc oni wymyślili bardzo łatwy sposób na uciszanie takich towarów.
- Crucio - warknęła łowczyni stojąca koło Ginny.
Gdyby nie szybka reakcja Harry'ego, który własnym ciałem zasłonił Sybillę, dla wróżki skończyłoby się to bardzo tragicznie.
- Bohater - warknęła kobieta w czerni.
- Ona też jest w ciąży - szepnął Lupin i został potraktowany kolejnym Cruciatusem.
- Nie macie prawa odzywać się nie pytani - powiedział najrozsądniej wyglądający ze wszystkich starszy mężczyzna, ubrany od góry do dołu w ciemnogranatową skórę.
Hermionie potoczyły się po policzkach łzy, ale szybko opanowała chęć płaczu. W końcu wiele już przeszła.
Kazano się im rozebrać i zrobili to w milczeniu. Okazało się, że handlarze sprawdzali, czyje znaki mają wypalone na pośladkach i czy w ogóle je mają. Po oględzinach kobieta gwizdnęła.
- Własność samego Lorda i jego najważniejszych Generałów; dostaniemy za was mnóstwo kasy - uśmiechnęła się drapieżnie. - A ty, to kto? - po chwili ostro zwróciła się do Remusa.
- To tylko głupi zwierzak - mruknął jeden z mężczyzn zeskakując jednocześnie z wozu.
- Apollo, o czym ty ględzisz?
- Srebrna, w końcu było się tym łowcą wilkołaków, to tylko głupi, osłabiony wilczek.
- Myślałam, że ich już nie ma, w końcu po tych czystkach... Ale jeśli to wilczek, to nieźle za niego dostaniemy. Dobra chłopcy, zakujcie ich i na wóz. Niezły towar nam się trafił. Naprawdę niezły.
I tak oto zaczęła się kolejna, bardzo niewesoła przygoda Harry'ego i jego przyjaciół...
CZYTASZ
Ostatni Bastion |Harry Potter| [REUPLOAD]
Hayran Kurgu[NIE JESTEM AUTORKĄ OPOWIEŚCI] Autorstwa dwóch nimfomanek i miłośniczek przemocy... Co staje się, gdy twój odwieczny wróg przejmie nad tobą władze i uczyni cię swoją własnością? [+18 CONTENT]
![Ostatni Bastion |Harry Potter| [REUPLOAD]](https://img.wattpad.com/cover/225207717-64-k507873.jpg)