Dziś był mój ostatni dzień, mój sąd ostateczny, innymi słowy dziś zbiera się rada w mojej sprawie i jeśli pójdzie po mojej myśli to jeszcze wieczorem stąd odjadę, ale jeśli nie pójdzie tak gładko to wyląduje trzy metry pod ziemią, a przynajmniej mam nadzieję, że nie potraktują mnie jako przekąskę dla Zmor.
Siedziałam w swoim pokoju, ponieważ nie mogłam się na niczym skupić, po prostu leżałam na łóżku patrząc się w sufit lub w ścianę, ale pukanie do drzwi oderwało mnie od zauważonej, ciemniejszej plamki na jasnej farbie. Podniosłam się z trudem i z jeszcze większym podeszłam do drzwi. Spodziewałam się, że Chess przyjdzie do mnie przed wyjazdem do pałacu, ale w żadnej z moich wizji nie było Rimera stojącego w progu mojej tymczasowej sypialni.
Jak tylko otrząsnęłam się z szoku, wpuściłam go bez słowa do środka. Przez ostatnie trzy dni prawie go nie widziałam, a teraz znikąd pojawia się przede mną.
Usiadłam z powrotem na łóżku i czekałam, aż pierwszy się odezwie, nie mieliśmy okazji spędzić ze sobą więcej czasu, dlatego wciąż czułam się przy nim lekko skrępowana.
Brunet podszedł bliżej i kucnął tuż przede mną, jednocześnie wyciągając coś zza paska.
— To chyba należy do ciebie. - podał mi zdobiony sztylet po mojej matce, który tamtego feralnego dnia porzuciłam w uliczce.
Złapałam za rękojeść wysuniętą w moją stronę i przyjrzałam się ostrzu, na którym nie było nawet niewielkiej smugi krwi.
— Dziękuję. - powiedziałam, patrząc jak chłopak wstaje na równe nogi. - I przepraszam za ... wiesz.
Pokazałam na rękę, przypominając mu o mojej nagłej samoobronie i przysięgam, że w tamtym momencie jego kącik ust drgnął.
Stał jeszcze chwilę patrząc na mnie, a ja nie odrywałam spojrzenia od jego intensywnie niebieskich oczu w kolorze głębokiego, ciemnego oceanu i właśnie wtedy przez otwarte drzwi wszedł Chess. Był ubrany w ciemny płaszcz i dopiero wtedy zauważyłam, że Rimer też był ubrany wyjściowo, co oznaczało, że zamierza towarzyszyć blondynowi w podróży.
Chłopak rzucił krótkie spojrzenie brunetowi i podszedł do mnie.
— Mel. - zaczął. - Będziemy najwcześniej dziś w nocy, nie martw się, wszystko załatwimy. Nev będzie w pobliżu, jeśli będziesz czegoś potrzebować.
Skinęłam niepewnie głową, nie dlatego, że martwiłam się zostaniem z Nev'em sam na sam, ale dlatego, że nie wiem na ile mogę wierzyć w pewność Chess'a. Sytuacja nie była taka prosta, ja sama nie potrafiłam znaleźć zbyt dużo argumentów na swoją korzyść.
Widziałam jego zmartwione spojrzenie gdy wychodził, co wcale mi nie pomogło. Zaraz potem w jego ślady poszedł Rimer, ale zatrzymał się tuż przed progiem i odwrócił.
— Melley, za uratowanie życia mojemu bratu, będę ci wdzięczny do końca życia i na pewno nie zostawię tej sprawy tak łatwo, mogę ci to obiecać.
Nie zdążyłam nawet odezwać się słowem, ponieważ chłopak zamknął drzwi i zniknął za nimi, a ja siedziałam z otwartymi ustami.
To nie tak, że ja uratowałam jego życie, gdyby nie Rimer to by się nie udało, albo gdyby nie Chess to nawet nie mielibyśmy komu zrobić transfuzji, nawet Nev przyczynił się do tego, ratując mu życie na polu bitwy, bo przecież mógłby umrzeć już na samym początku. To była ciężka noc i wszyscy dali z siebie dużo, aby chłopak się z tego wylizał.
Rads wciąż leżał nieprzytomny, ale jego stan lekarz uznał jako bardzo dobry i kazał się nie martwić, ponieważ organizm regeneruje się podczas snu. Tych słów trzymaliśmy się jak brzytwy i próbowaliśmy się nie martwić, mimo że chłopak nie otworzył oczu od trzech dni. Dużo czasu spędziłam, siedząc przy jego łóżku, czułam się w pewnym sensie odpowiedzialna za jego życie, dlatego jak tylko nie czytałam w bibliotece, to siedziałam na łóżku obok. Raz nawet zasnęłam w salce, ale obudziłam się we własnym pokoju.
CZYTASZ
Nemrodzi
Fantasy"Odwieczny strach każdego z nas, nazywany przez mieszkańców Zmorami, to potwory niosiące za sobą śmierć, które co noc próbują przedostać się przez mury do miast."
