21

45 13 28
                                        

 Jednoczesne zniknięcie Rimera i Notgera nie mogło zwiastować niczego dobrego. Nie chciałam dopuścić, by chłopak zrobił coś, czego nie powinien, już nawet odrzuciłam w niepamięć jego szorstkie zachowanie wobec mnie. Jesteśmy w tym samym Kręgu i musimy sobie pomagać, walczy z demonami przeszłości i choć sam nie zdaje sobie z tego sprawy to potrzebuje pomocy.

Zauważyłam Chess'a rozmawiającego z Arcykapłanką Południa i Nev'a stojącego przy Ketharze, który o dziwo zszedł z tronu i przechadzał się wśród oddającego mu cześć towarzystwa. Radsa nigdzie nie było, a głównie on mógł mi pomóc w tej sytuacji.

Nie czekając aż się pojawi, ruszyłam w stronę pierwszych drzwi, które prowadziły do wyjścia. Uchyliłam je i zanim ktokolwiek spostrzegł, zniknęłam za nimi.

— Przepraszam. - zwróciłam na siebie uwagę jednego z dwóch mężczyzn pełniących służbę. - Widział pan bruneta albo szatyna wychodzącego przez te drzwi?

— Nie, pani. - odpowiedział, patrząc cały czas przed siebie.

Skinęłam mu głową i ponownie weszłam na salę. Jak ich znajdę, skoro jest tu tyle korytarzy? Nie mogłam spędzić całego wieczoru na przeszukiwaniu ich, musiałam to lepiej rozegrać.

Jeśli chcieli się rozmówić bez świadków, wybraliby wyjście bez asysty straży. Czyli mogli wyjść głównymi schodami, niewielkim korytarzem pod nimi albo małymi, bocznymi schodami. Pierwsza opcja odpada, ponieważ zwróciliby na siebie uwagę większej ilości par oczu, korytarz pod nimi też powinnam wykluczyć. Oboje zniknęli zdecydowanie szybciej, zauważyłabym ich. gdyby musieli przejść przez całą salę. Jedyną najrozsądniejszą opcją wydawały się boczne schody, były stosunkowo blisko parkietu i bez straży, przynajmniej z wewnątrz.

Wspięłam się po stopniach na sam szczyt i pomimo pełnej sali, nikt nie zwrócił na mnie uwagi, więc tylko upewniło mnie to w przekonaniu, że jest to dobra droga. Weszłam w głąb korytarza, który ciągnął się dalej niż na to wskazywała jego długość. Dwa zakręty, które pokonałam, sprawiły, że poczułam się jak w labiryncie i przez chwilę zastanawiałam się, czy trafię we właściwą drogę powrotną. Po kilku kolejnych metrach, do moich uszu dotarł odgłos rozmowy, początkowo nie byłam w stanie stwierdzić o czym rozmawiali, aż do momentu, gdy znalazłam się za rogiem wyjścia prowadzącego na balkon. Nie wyjrzałam, czułam, że dzieli mnie od nich jedynie cienka ściana, musieli stać tuż przy niej.

— Trzymaj się od niej z daleka. - ciężki głos Rimera rozniósł się po tarasie i wywołał kpiący śmiech Notgera, którego chłopak przez dłuższą chwilę nie mógł opanować.

Oczami wyobraźni widziałam jak w tym momencie brunet zaciska dłoń w pięść i tylko resztkami sił powstrzymuje się, by nie rzucić się na swojego rozmówcę.

— Czyżbyś martwił się, że nasza słodka Melley skończy tak samo jak ona? - zapytał rozbawiony.

Usłyszałam huk i domyśliłam się, że Rimerowi puściły hamulce i przygwoździł Notgera do ściany.

— Ona zginęła przez ciebie! - warknięcie bruneta miało w sobie nutę desperacji i mimowolnie moim ciałem targnął dreszcz.

— Jesteś pewien, że nie miałeś w tym udziału? - cała wesołość w głosie szatyna wyparowała, jego ton stał się oschły, pozbawiony uczuć. - Biedna Mel, mam nadzieję, że nie czeka jej podobny koniec.

To były ostatnie słowa, zanim usłyszałam uderzenie i cichy jęk Notgera, po którym ponownie się roześmiał z krztą szaleństwa.

— Mel wie o tym? Jestem pewien, że zupełnie inaczej na ciebie spojrzy, gdy się dowie.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Nov 05, 2020 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

NemrodziOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz