— Inez, zaczekaj. - zatrzymałam dziewczynę idącą w stronę schodów.
Jej oczy mimo koloru pochmurnego nieba, dokładnie tego samego co u Chess'a, błyszczały ciekawością i wręcz namacalną sympatią. Blondynka zdecydowanie była jedną z milszych osób jakie poznałam i czułam się źle z tym, że między nami są jakieś niedopowiedzenia.
— Chciałam cię przeprosić za to jak cię traktowałam przez ostatnie dni. Wszystko... - zaczęłam mówić na jednym wydechu, by jak najszybciej to z siebie wyrzucić.
— Nie musisz. - przerwała mi i szczerze się uśmiechnęła. - Nie licząc Nemrodów, którzy są dla mnie jak prawdziwa rodzina, mam tylko Chess'a i nie wyobrażam sobie, by pewnego dnia mogłoby go zabraknąć. Dlatego ty nie przepraszaj za swoje uczucia, nigdy.
Blondynka objęła mnie i zamknęła w szczelnym uścisku, a mi zakręciła się w oku łza, ale szybko ją odgoniłam, zanim ktokolwiek mógł ją zobaczyć.
Miałam jeszcze coś dodać, ale znikąd pojawił się brat dziewczyny i przypominając o treningu, pociągnął mnie w stronę sali. Szybko ją przeprosiłam i ruszyłam z Chess'em.
Nie wiem, jak to możliwe, ale humor zdecydowanie mi się polepszył po tej rozmowie. Czułam, że powoli wszystko wraca na odpowiedni tor.
— Nauczę cię kilka chwytów samoobrony. - zaczął, gdy znaleźliśmy się w pustej sali. - Przy Zmorach ci się nie przydadzą, ale niejednokrotnie twoim przeciwnikiem będzie człowiek.
Wzdrygnęłam się na samą myśl, że będę musiała zmierzyć się kiedyś z nocną bestią i to zapewne nie raz. Do tej pory wydaje mi się nieprawdopodobne wyjść cało z takiego spotkania, ostatnio też bez uszczerbku z niego nie wyszłam.
— Kilka strategicznych miejsc. - kontynuował, a ja ponownie skupiłam swoją uwagę na nim. - Oczy, silny ból i chwilowe oślepienie. Potylica, duże prawdopodobieństwo utraty przytomności. Gardło, omdlenie, a nawet zgon. Splot słoneczny, utrata oddechu i krwawienie wewnętrzne. Krocze, nie muszę tłumaczyć i kolana, czyli łatwe uszkodzenie podpory dla ciała.
Analizowałam jego słowa, jednocześnie próbując zapamiętać jak najwięcej z nich. Rzeczywiście miał dużą wiedzę na ten temat, ale mimo wszystko patrzyłam na niego z przymrużeniem oka, ponieważ nie wydawał się być trudnym przeciwnikiem.
Jak można się było domyśleć, kilka minut potem odszczekałam wszystko, jak tylko pierwszy raz moja twarz spotkała się z podłogą. Cichy jęk wydostał się z moich ust, ale bardziej z zaskoczenia, niż z bólu. Chłopak ewidentnie starał się mnie nie uszkodzić, jednocześnie próbując czegoś nauczyć.
Jak tak leżałam na ziemi parę razy, udało mi się zlokalizować Nemrodzki znak, który Chess miał nieco powyżej kostki.
Chłopak nauczył mnie, jak skutecznie obronić się, gdy napastnik zaatakuje z tyłu oraz jak wyswobodzić się z uścisku, co było naprawdę ciekawym doświadczeniem, dzięki któremu poczuje się pewniej nawet bez broni. Tak zwane uderzenia w punkty witalne miałam dosadnie przyswojone, pozostało jeszcze kilka sposobów na obezwładnienie napastnika.
Zanim zdołaliśmy zacząć do sali wpadła Inez.
— Co tu robisz? - szepnął do niej konspiracyjnie blondyn.
— Przyszłam na zajęcia. - odpowiedziała, nie robiąc sobie niczego z niezadowolonej miny chłopaka. - Nawet mi przyda się znajomość samoobrony, nie mów, że nie.
Chess wyglądał jakby się zawiesił, a rozpromieniona dziewczyna podeszła do mnie i stanęła obok, gotowa chłonąć nową wiedzę. Chłopak potarł swoje oczy, przyjął obojętny wyraz twarzy, ale widziałam te gromiące dziewczynę spojrzenia.
CZYTASZ
Nemrodzi
Fantasy"Odwieczny strach każdego z nas, nazywany przez mieszkańców Zmorami, to potwory niosiące za sobą śmierć, które co noc próbują przedostać się przez mury do miast."
