10

63 20 86
                                        

 Kilka dni minęło od kiedy dołączyłam do Nemrodów, nie było tak źle jak początkowo myślałam. Cały ten czas robiłam właśnie to co zawsze chciałam - badania, ale wciąż nie potrafiłam się pogodzić z tym, że nie mogłam wysłać listu do Kai'a. Dlatego tym bardziej się ucieszyłam, gdy Nev pojawił się w moim pokoju, informując mnie, że dziś w nocy pojedziemy po moje rzeczy. Musiałam niezauważona wejść do domu, ale niezmiernie cieszyłam się z faktu, że go zobaczę, że znów wrócę do tego domu pełnego wspomnień i nie ukrywam, że nagłe zniknięcie moich rzeczy może utwierdzić chłopaka w przekonaniu, że żyje. Tego właśnie najbardziej chciałam, nie mogłam zostawić żadnego listu, miałam wziąć swoje rzeczy i wyjść, dlatego to był jedyny sposób.

Sam fakt opuszczenia tych czterech ścian było czymś na co czekałam z niecierpliwością. Oczywiście uwielbiałam pracę z Chess'em, ale w moim życiu zawsze było dużo podróży, a wolny czas zawsze spędzałam na świeżym powietrzu. Zamknięcie mnie w podziemiach bez dostępu do najmniejszego okna na świat zewnętrzny, było jak trzymanie Zmory w świetle dnia. Da się, ale długo nie pożyje.

Tego dnia jak zawsze miałam pomóc blondynowi, dlatego weszłam do pracowni bez większych oporów. Zdziwiłam się, że go nie zastałam.

— Chess? - zawołałam go, myśląc, że jest w magazynie, ale on również był pusty.

Zaniepokoił mnie hałas z ukrytych w rogu schodów, jak również kroki na metalowych stopniach. Puls mimowolnie mi przyspieszył, a nogi wrosły w ziemię, utkwiłam wzrok w tamtym miejscu, obawiając się najgorszego.

Odetchnęłam, gdy zobaczyłam pierwsze kosmyki jasnych włosów.

Chłopak uśmiechnął się na mój widok, co chciałam odwzajemnić, ale mięśnie twarzy zesztywniały mi podobnie jak wszystkie inne i dopiero po chwili mogłam się ponownie poruszyć.

Nie miałam jeszcze odwagi sprawdzić, co tak naprawdę tam jest, bałam się, że nie będę mogła więcej zasnąć, wiedząc, że to coś za ścianą może się uwolnić. Jak by się tak zastanowić, to nie odwiedziłam żadnego nowego pomieszczenia, ale również nie dokończyłam rytuału przyjęcia, jednak była to tylko kwestia czasu. Do tej pory nie czułam się jedną z nich, odstawałam od reszty, a ostateczne przypieczętowanie tego nie zmieni.

Weszłam do sali naprzeciwko, w której leżał Rads po jedno z pudełek dodatkowych części. Wyciągnęłam je ukryte na samym końcu głębokiej szafy, gdzie kurz stanowił warstwę kilku centymetrów.

— Co?! - usłyszałam za sobą donośny głos i aż podskoczyłam, uderzając głową o krawędź szafki.

Wyczołgałam się na kolanach i obrzuciłam nienawistnym spojrzeniem osobę, przez którą mogłam spodziewać się pokaźnego guza z tyłu głowy.

Prawie zakrztusiłam się powietrzem, gdy zobaczyłam jak Rads wstaje z łóżka, próbując utrzymać się na nogach, jego wzrok uparcie wbity był we mnie.

— Ty! - wskazał na mnie oskarżycielsko palcem i o mało co nie potknął się o własne nogi. - Co ty masz na plecach?

Otrząsnęłam się z szoku i wstałam na równe nogi, próbując posadzić bruneta ponownie na łóżku.

— Co się dzieje Mel? - do pomieszczenia wszedł Chess, wycierając mokre ręce w fartuch.

Złożył okulary i schował je do kieszeni, a ołówek wsadził za ucho, co było jego nieodzownym elementem. Potem podniósł wzrok na nas i znieruchomiał, nie będąc pewnym czy wzrok mu nie szwankuje.

— Chess, co tu się kurwa dzieje? - zapytał Rads, nie zważając w jakim stanie jest i ponownie próbując się podnieść, co skutecznie mu uniemożliwiłam.

NemrodziOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz