Pochowano Kai'a na miejskim cmentarzu, uprzednio kremując ciało. Zdecydowałam się właśnie na to miejsce, ponieważ wiele osób go znało, a ja nie mogłam odebrać im sposobności pożegnania się z nim. Na samej uroczystości nie byłam obecna z wiadomych przyczyn, ale sama nie byłam tego pewna, czy w innych okolicznościach miałabym na tyle siły, by stać wśród tłumu i patrzeć jak kamienna płyta oddziela nas na zawsze.
Po moim głupim wybryku, przed którymi skutkami uratował mnie Rimer, zawsze ktoś nie odstępował mnie na krok. Zdawałam sobie sprawę z tego, że źle postąpiłam, byłam rozżalona i niepotrzebnie kierowałam się nagłymi emocjami. Gdyby Kai wiedział co zrobiłam, na pewno by mi się oberwało. Właśnie z myślą o nim postanowiłam się jak najszybciej podnieść, nigdy by mi nie wybaczył, gdybym zasmucałam się z jego powodu. Zawsze taki był i takim chciałam go pamiętać. Co do zagadkowej sprawy jego śmierci, nie zamierzałam tak tego zostawić. Obiecałam sobie, że doprowadzę to do końca, nie chciałam, by ktokolwiek przechodził przez to samo, jednak póki nie pojawią się nowe szczegóły, jestem skazana na porażkę.
Od tamtej pory nie przekroczyłam progu pracowni, nie mogłam znieść widoku pustej sali, dlatego unikałam tego miejsca jak ognia. Na szczęście, od kiedy wstąpiłam do Kręgu, pojawiły się nowe obowiązki, a mianowicie treningi, dlatego miałam możliwość unikania tamtego miejsca.
Dziś miało się odbyć moje pierwsze szkolenie. Zdaje sobie sprawę, że moje umiejętności walki nie należą do wybitnych, ale gdy zobaczyłam w jaki sposób Chess trzyma miecz, uświadomiłam sobie, że przynajmniej w tym nie jestem najgorsza.
Stanęłam przed dwuskrzydłowymi drzwiami, które często mijałam, ale dopiero od jakiegoś czasu wiedziałam co się za nimi kryło. Chess nareszcie oprowadził mnie po nieodkrytych pokojach i wiedziałam, że za drewnianymi drzwiami była sala treningowa.
Weszłam do środka, ale pomieszczenie okazało się być puste. Nie było to miejsce o przesadnej wielkości, ale wolna przestrzeń sprawiała, że wydawało się większe. Chess mówił, że nieczęsto wykorzystują tę salę, ponieważ większość treningów odbywa się w terenie, ale jak na naukę podstaw wystarczało.
Rozejrzałam się po wnętrzu i skłamałabym, gdybym powiedziała, że panował tu porządek. Jeden róg najprawdopodobniej pełnił rolę magazynu, ponieważ to właśnie tam leżały wszelkie tarcze strzelnicze i tego typu obiekty. Kilka broni leżało porozrzucane po podłodze, więc zaczęłam je zbierać, zanosząc do zbrojowni, która za każdym razem robiła na mnie wrażenie. Na ścianach od podłogi, aż po sam sufit powieszone były miecze, sztylety, noże, topory, łuki i wiele więcej broni, których nie potrafiłam nawet przydzielić do konkretnej kategorii.
Wyjrzałam przez drzwi, by sprawdzić, czy ktoś w tym czasie przyszedł, ale sala świeciła pustkami. Niewiele myśląc, złapałam za pięknie zdobiony, biały łuk i wyciągnęłam kilka strzał z kołczanu. Nigdy nie miałam możliwości strzelania, dlatego ustawiłam się w odpowiedniej odległości i skupiłam się na jednej z porozrzucanych w kącie tarcz.
Napięłam cięciwe, przytrzymując grot strzały palcem, naśladując ruchy łuczników, których parę razy miałam okazję widzieć w akcji. Chciałam trafić w środek tarczy, ale strzała za każdym razem skręcała w bok, zanim ją wypuściłam. Kiedy w końcu udało mi się ją ustawić, tak, aby się nie przesuwała, wystrzeliłam w momencie, w którym do sali wpadł Rads. Niefortunnie strzała odchyliła się lekko od zamierzonego toru lotu i utkwiła w drzwiach, tuż obok ciała chłopaka.
— Przepraszam. - powiedziałam ze skruchą, ale brunet zdawał się nawet nie zwrócić na to uwagi.
Zaraz za nim pojawił się również Nev, chwile zatrzymując wzrok na wystającej z drewna strzale.
CZYTASZ
Nemrodzi
Fantasy"Odwieczny strach każdego z nas, nazywany przez mieszkańców Zmorami, to potwory niosiące za sobą śmierć, które co noc próbują przedostać się przez mury do miast."
