Rozjaśnię drogę.
Pomogę ci radzić sobie
W tych najtrudniejszych dniach
Kiedy wszystko się rozpada.
Przy mnie będziesz bezpieczna
W twojej najmroczniejszej godzinie.
Zostaliśmy sami w wielkim pomieszczeniu. Z daleka można było usłyszeć krzątającą się służbę, przytłumiony głos Axela, gdzieś w oddali szum fal, który dostawał się, przez lekko uchylone okno. Kira stukała palcami o wielki okrągły stół, umieszczony na środku pomieszczenia, wzdychając, co chwilę. Chrome usunął się w kąt pomieszczenia, zajadając się dostępnymi przekąskami. A ja stałem na środku, nie rozumiejąc kompletnie nic. Z jednej strony byłem jej przyjacielem, gotowym umierać w płomieniach za jeden jej uśmiech i łyk szczęścia. Osobą, do której zawsze można pójść, gdy słońce się budzi, zapraszając do wspólnej zabawy, gdy zachodzi za horyzont oraz gdy księżyc śpiewa kołysankę do snu. Jednak chyba nie miałem wszystkich przywilejów, nad czym w tamtym momencie ubolewałem. Z drugiej tej chyba bardziej mrocznej, byłem nikim. Osobą, którą można się chwilę pobawić, by następnie rzucić gdzieś w kąt. Nie wymagałem jakiegoś streszczenia swoje życiorysu, bo sam nie zawsze to robiłem, ale myślałem, że skoro sam wyjawiłem część swoich lęków, to spodziewałem się, że ona też się bardziej otworzyła, że nie mamy jakiś większych tajemnic przed sobą, ale bycie jakąś ważną osobistością w jednym z krain, chyba wychodziło poza tę zasadę. Myliłem się i to bardzo. Poprawiłem swoje włosy, bo nie wiedziałem już, na czym się skupić pod ciężarem tej sytuacji. Kira skierowała na mnie swoje spojrzenie, jednak nie odważyła się niczego powiedzieć. Nie sądziłem, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji jest milczenie, ale chyba dla niej to było jedyne wyjście, może układała sobie myśli. Wstała i podeszła do okna, skupiła swój wzrok nad imponującym oceanem, którego falę, uderzały o skały wokół.
– Możesz mi to wyjaśnić? – zapytałem, zakładając ręce na klatce piersiowej. Milczała. – Chyba zasługuje na jakieś wyjaśnienia, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. – Ostatnie zdanie, powiedziałem niemal szeptem, bo nie wiem, czy w jej oczach nim jeszcze byłem. Odwróciła się w moją stronę.
– Przepraszam, jesteś dla mnie kimś bliskim i biorąc pod uwagę to, ile się znamy, powinieneś o tym wiedzieć. A więc jestem księżniczką Kirą Linette Lighwood, córką Alastaira Lighwood, króla Ilattoh i królowej Tatiany Lighwood. – Od tych tytułów, aż mi się zrobiło słabo. – Mój ojciec prowadził dość skomplikowaną politykę, od małego byłam nastawiona na przejęcie władzy w miejscu, gdzie kobiety nie miały głosu, moja mama miała za zadanie tylko się uśmiechać, osoby z niższej sfery były mieszane z błotem. Jednak dalej chodziłam na lekcję dyplomacji, samoobronę, zarządzanie krainą, towarzyszyłam ojcu na każdym spotkaniu, uczyłam się wszelkich możliwych języków, była tego masa, a ja nie miałam dzieciństwa, liczyłam, że coś tam zmienię, próbowałam wiele razy, mimo że to on władał, spotykałam się z różnymi przedstawicielami, z mieszkańcami. Chciałam, żeby kobiety mogły za siebie decydować, zadbać bardziej o wykształcenie, jednak mój ojciec, sprowadził mnie z powrotem do pionu, bo za bardzo wychodziłam z szeregu. – Przełknęła ślinę. To wyjaśniało, dlaczego operowała tak pięknym językiem, przy pisaniu wszelakich wysyłanych listów do naszych sojuszników i przy rozmowie z kimkolwiek, nie licząc Axela i jego spóźnienia. – Dusiłam się przez kilkanaście lat w tym wszystkim, w końcu powiedziałam dość, dzień przed moją koronacją, spakowałam wszystkie swoje rzeczy i uciekłam stamtąd, znaleźli mnie strażnicy z Kwatery i zabrali ze sobą.
– Nie szukali cię? – spytałem, przerywając jej.
– Oczywiście, że szukali, podejrzewam, że mój ojciec wpadł w wściekłość jednak nigdy mnie nie znaleźli, a ja unikałam tego miejsca, jak ognia, Miiko mi w tym skutecznie pomagała, wysyłając tam na misje wszystkich, tylko nie mnie.
– Czyli wiedziała?
– Tak, powiedziałam jej od razu, dlatego rzadko wyjeżdżałam w teren na początku, żeby to ucichło.
– Dlaczego nie przejęłaś władzy, mogłaś coś zmienić? – Zaśmiała się, to chyba nie było takie proste, jak mi się wydawało. Do pomieszczenia dostał się silniejszy wiatr, przeszły mnie dreszcze, więc podszedłem i zamknąłem okno. Gdy przechodziłem obok Kiry, to nie umyślnie, dotknąłem jej ramienia, przez co poczułem przyjemne ciepło na skórze. Uśmiechnąłem się lekko. Ciekawe, czy też to poczuła.
– To nie jest takie proste, jak się zdaję. Przyjęłabym tron i co z tego, miałabym tam tyle do gadania, ile moja mama, czyli całe wielkie nic. Byłabym tylko na papierze, Nevra. Mój ojciec i tak ciągnąłby za sznurki, a ja byłabym marionetką. Ucieczka wydawała mi najlepszym wyjściem, choć teraz, patrząc wstecz, chciałabym zmienić to miejsce, ale raczej już tam nie wrócę. – Chrome odwrócił się w naszą stronę, marszcząc brwi z pełną buzią, najwidoczniej zainteresował się rozmową i przez chwilę, patrzył na nas z zainteresowaniem, ale ponownie wrócił do jedzenia.
– Zastanawia mnie, skąd znałaś Axela?
– Mój ojciec i jego byli dobrymi przyjaciółmi, przez co często się widywaliśmy, póki nie umarł. Jednak nie rozpoznałam Axela na początku, on mnie raczej też nie. – Nie rozumiałem, dlaczego przypomniał sobie Kirę, dopiero jak na niego nakrzyczała, ale postanowiłem nie drążyć tematu, bo na myśl przychodziły mi same dwuznaczne przemyślenia.
– Mogłaś to rozwiązać inaczej, mogłaś tam zostać... – przerwałem, przełykając śpię. Chciałem dawać komuś, rady, co do własnych decyzji, a sam uciekłem i patrzyłem, jak życie ucieka mi przez palce.
Głupcze.
Wtedy nigdy bym jej nie zobaczył i choć to egoistyczne myślenie, posiadanie jej tylko dla siebie, to jest jedną ze wspaniałych rzeczy, choć słowo posiadanie jest błędnym zastosowaniem, albowiem nie mam jej dla siebie. Jej niebieskie oczy, nie patrzą jedynie na mnie. Patrzą na wielu. Jej delikatne dłonie, nie dotykają tylko mnie. Jej usta nie dotknęły nigdy moich, a jej głosu nie słyszę tylko ja. Nie posiadam jej, przecież Kira nie była chowańcem i nie żyła w klatce. Nie jest moją własnością, nigdy nie była.
– Nie mogłam, Nevra. – Zrobiła kilka kroków do przodu, przez co nasze ciała się niemal stykały, a dusze łączyły w jedną. Moje serce zaczęło bić trochę zbyt szybko, a ślinę było trudniej przełknąć. – To było naprawdę trudne i nawet teraz jak o tym myślę, to jest mi z tym ciężko. Łatwo ci cokolwiek mówić na ten temat, bo nie jesteś na tym miejscu i nigdy bym ci tego nie życzyła. Nie miałam dzieciństwa Nevra, traktowali mnie, jak dorosłą, gdy moim największym marzeniem było, po prostu pobawienie się lalkami. Chodziłam na tę głupie spotkanie polityczne, zamiast ma spotkania z przyjaciółmi. Nie chciałam tego, nie chciałam tej korony. Ja chciałam jedynie swoje własne życie, to było aż tak wiele. Czułam się tak, jakbym była zamknięta, ojciec śledził mój każdy krok, a ja poruszałam się, jak cień.
– Chodź tu. – Wyciągnąłem ramiona, a Kira się wtuliła. Nie wiem, ile tak trwaliśmy, może to było parę sekund, a może kwestia długich minut, wiem, tylko że czułem się, jakbym dotknął nieba i że przerwał nam Axel z mnóstwem papierów, żeby zatwierdzić sojusz.
Hej!
Miło mi pisało się ten rozdział, w przyszłym wracamy do kwatery i możliwe, że osoby, które lubią Kirę z Nevrą się ucieszą. Mam pytanie, czy chcielibyście rozdział z perspektywy Kiry? Piszecie w komentarzach, bo się nad nią zastanawiam, no zapraszam do komentowania, bo ja lubię czytać Wasze reakcje na wydarzenia.
CZYTASZ
Ice Princess |Eldarya|
Fanfiction- Gdy tu przybyłam Nevra, wszyscy ostrzegali mnie, że jesteś z tych chłopaków, dla których dziewczyny to zdobycz. Mówili, że będę tylko kolejnym eksponatem w kolekcji, kolejną głupią gęsią, którą uwiedziesz dla własnej satysfakcji. Mówili, że w chwi...
