Twierdzisz, że to nie jest nam pisane
I że los ciągnie cię mile stąd
Poza zasięg moich rąk
Ale jesteś tutaj, w moim sercu
Więc kto może mnie powstrzymać, jeśli zdecyduję
Że to ty jesteś moim przeznaczeniem?
Nie planowałem się w niej zakochać, ale nim się zorientowałem, wpadłem w sidła tej przereklamowanej, wielokrotnie nadużywanej miłości. Nie wiem gdzie, kiedy, ani w jaki sposób, ale jakoś to się stało. Jakoś moje serce zabiło szybciej, gdy stanęła bliżej, choć przechodziła obok wcześniej wiele razy. Za którąś rozmową jej głos stał się moją ulubioną melodią. Któregoś dnia zrozumiałem, że tylko na jedną osobę patrzy się z takim zagubieniem i niewinnością. Sądziłem, że jakoś to przetrwam do dnia, w którym i ona zostanie przez nią złapana, że jakoś nam się uda.
Okłamywałem się dzień, w dzień licząc na coś niemożliwego, bo niemożliwe było, żeby oddała mi serce, tak jak ja oddałem jej swoje. Niemożliwe było, żebyśmy podążali razem, bo zawsze wybierała dłuższą ścieżkę, podczas gdy ja szukałem skrótu. Byliśmy niemożliwi jak wschód słońca i księżyca jednocześnie. Ale mimo tylu sprzeczności trzymałem się nadziei, którą każdego dnia traciłem i odnajdywałem na nowo, mimo iż chciałem zakopać ją pod ziemią, żebym ze wschodem słońca mógł się pogodzić z otaczającą mnie rzeczywistością, która nijak nie przypominała świata przedstawionego w mojej głowie, ale nie potrafiłem. Było za późno na odebranie skradzionego przez nią już dawno serca, ale to nie przekonywało mnie do zaprzestania.
Mimo iż ignorowała moje starania, to dalej miałam obraz nas razem przed oczami ślepo wpatrzonych w siebie. Próbowałem wyjść ze ścieżki, by wejść na prawidłową, ale to był niekończący się labirynt, a ja na dodatek wszedłem w ślepy zaułek, z którego nijak nie mogłem wyjść. Pozostawało mi tylko patrzenie na nią, jak w skupieniu przegląda, dokumenty licząc, że nadejdzie dzień, w którym gwiazdy poprowadzą nas do siebie.
- Pomożesz mi z raportem? - spytałem, gdy podszedłem do jej stolika, który jak zwykle był zawalony papierami. Szczerze nienawidziłem papierkowej roboty i zawsze chciałem się wywinąć z tego obowiązku. Jedynym plusem pisania go była Kira, która stale przebywała w bibliotece wśród sterty bezużytecznych jak dla mnie papierków i kubkiem kawy, która jak dotąd była jej jedyną prawdziwą miłością.
- O Wyrocznio.
- Wiem, że jestem wspaniały, ale żeby od razu wzywać Wyrocznie. - Dziewczyna przewróciła oczami.
- Nie do ciebie mówię panie mam więcej ego niż wzrostu. Mam do rozpracowania strategie na misje, ale nie wiem jak się za nią zabrać. - Chciałem zaproponować jej swoją pomoc, ale przypomniałem sobie, jak ostatnio ofiarowałem jej swoją pomocną dłoń, to dostałem książką. Zapewne nie spodobało się jej porównanie do gruszki.
- Może zrobisz sobie przerwę i pomożesz mi z raportem? - Pokręciła z rozbawieniem głową.
- Nie dasz za wygraną, co?
- Nie, chyba nie chcesz zobaczyć, jak taka piękna twarz dostaje z powodu tak błahego powodu, jak raport? -Dostrzegłem, jak na jej twarzy pojawił się dyskretny uśmiech. Uśmiech, który był u niej zdecydowanie za rzadko, mimo że każdego dnia próbowałem go wywołać. Moje starania okazywały się jednak złudne, bo zamiast radości z życia mogłem liczyć co najwyżej na lodowate spojrzenie i jakże wspaniałe przezwisko,, Jesteś idiotą''.
- A z miłą chęcią to zobaczę. - Oparła się o krzesło i założyła ręce na piersi, dając mi szeroki dostęp do biurka, na którym oprócz sterty niepotrzebnych dokumentów zauważyłem książkę ,, Zmierzch''. Wziąłem ją do ręki, żeby lepiej się jej przyjrzeć. Czarna okładka z trzymanym w dłoni czerwonym jabłkiem.
- Uuu... Romans z wampirem, po co to czytasz, skoro ja na pewno jestem lepszy o tego gościa przedstawionego w tej książce? - Zacząłem to dzieło kartkować, ale przerwała mi tą jakże zajmującą czynność, wydzierając książkę z rąk.
- To nie moje tylko Ykhar, więc całe skargi i zażalenia zgłaszaj do niej - powiedziała zmęczona całą sytuacją i odłożyła powieść z powrotem. - Ja wymagam czegoś więcej niż historii o cielęcym zauroczeniu i bohatera o naturze pantofla, paradującego w jeansach oraz flanelowej koszuli. Nawet jeśli czaruje oczami w odcieniu topazu, a jego skóra lśni w słońcu.
- Lśni w słońcu? - spytałem, unosząc jedną brew. Zdziwiony jego umiejętnościami, których ja nie posiadałem. Byłem zaciekawiony, jak bardzo wyobrażenie wampirów według ludzi odbiega o prawdy. Coś w środku mówiło mi cichutko niemal nie słyszalnie, żebym przeczytał książkę, że nie może być, aż taka zła. W końcu były tam wampiry, a ten aspekt z góry czynił ją wartą uwagi, więc obiecałem sobie, że podpytam dokładnie o nią brownie, bo Kirę raczej nie mogłem brać pod uwagę.
- Tak, a niech się przez przypadek tam spali.
- Jak na kogoś, kto nie czytał, sporo wiesz - stwierdziłem, opierając się o biurko.
- Sugerujesz, że ją czytałam? - Popatrzyła na mnie pytająco, na co ja pokiwałem głową. - Żartujesz prawda?
- Nie - Białowłosa prychnęła.
-Jeśli siedziałbyś z Ykhar po kilka godzin codziennie, to też byś znał ,,Zmierzch" na pamięć. Osobiście nigdy bym po nią nie sięgnęła. - Wzięła głęboki wdech. - Miłość jest piękna, ale miłość w tym wydaniu to miłość nierealna. Ona do bólu zwyczajna i on porównywalny niemal do jakiegoś bóstwa. W prawdziwym świecie ten związek nie miałby racji bytu. Choć może mam jakieś słabe pojęcie o miłości, jak tak w nich nie wierzę.
- A ja myślę, że jakoś by sobie poradzili.
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Nie Nevra. Oni by nie dali rady. Zostawiłby ją, wiesz? W końcu pojawiłaby się inna, która była by ciekawszą opcją niż jakaś tam Isabella Swan. Porzuciłby ją jak zabawkę i odszedłby zapomnienie.
Może i miała rację, może ta miłość naprawdę była nierealna, a ja wierzyłem w nią, nawet nic o niej nie wiedząc. Ciekawe czy nasza miłość według niej była, choć odrobinę realna. Miała, choć cień szansy, nie liczyłem na wiele, ale miałem nadzieję, której postanowiłem się trzymać, jak nigdy.
Witajcie!
Początkowo rozdział miał wyglądać zupełnie inaczej, ale jednak zmieniłam absolutnie wszystko, bo jakoś nie dorównał moim oczekiwaniom. Do tej pory mam mieszane uczucia, co do końcówki, niby wszystko jest okey, a jednak czegoś mi w niej brakuje. Powiedzcie, a raczej napiszcie, czy pisanie z perspektywy Nevry mi idzie, bo pierwszy raz pisze oczami faceta. Zazwyczaj pisałam z perspektywy głównej bohaterki, ale w tym przypadku lepiej pasuje właśnie zmiana. Przepraszam, że rozdział pojawił późno, ale jak już wspomniałam, wszystko zmieniłam.
No i pisałam sobie historię, którą zamierzam opublikować, jak skończę tą. Miałam jeszcze coś napisać. Nie idzie za zdaniem Kiry względem ,, Zmierzchu", bo każdy ma inny gust. Niektórym się może podobać, niektórym nie i to zrozumiałe. A jak już mówimy o odmiennym zdaniu, to co sądzicie o głównej bohaterce? Lubicie ją? Czy Waszym zdaniem ich związek jest możliwy? A tak zmieniając temat, podoba Wam się odcinek 24, czy w ogóle graliście w odcinek 24 Edaryii? Ja nie, bo moja maana płaczę. Colaia w ogóle nie chce się mi pokazać, a ja jedynie chciałam ją lepiej poznać. Bezduszna syrena.
CZYTASZ
Ice Princess |Eldarya|
Fanfiction- Gdy tu przybyłam Nevra, wszyscy ostrzegali mnie, że jesteś z tych chłopaków, dla których dziewczyny to zdobycz. Mówili, że będę tylko kolejnym eksponatem w kolekcji, kolejną głupią gęsią, którą uwiedziesz dla własnej satysfakcji. Mówili, że w chwi...
