3. Jaki masz problem?

2.8K 146 8
                                        

Fleur

Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Pierwszy raz nie obudziłam się kiedy zadzwonił budzik. Na szczęście miałam jeszcze trochę czasu, ale musiałam zbierać się szybciej, ponieważ za chwilę będę spóźniona do pracy. Nie miałam nawet chwili żeby wypić kawę czy zjeść śniadanie, dlatego postanowiłam coś sobie kupić na szybko. Ale to już w kancelarii.

Miałam raczej kiepską noc, więc może dlatego nie wstałam na czas, może dlatego miałam nasrane w głowie, od czego aż pękała mi czaszka. Zażyłam jakieś prochy, które miały uśmierzyć ból, ale nie podziałały. Robiło mi się słabo, trochę niedobrze, i myślałam o czymś, o czym nie powinnam myśleć. I tak niemal przez większość nocy, a potem także w snach, które chyba teraz będą nawiedzać mnie co nos. Czy na to właśnie sobie zasłużyłam? Oczywiście, że nie! Wiem co robię, mam tego świadomość. I to się nie zmieni, nieważne kto pojawi się w moim życiu. To naprawdę nie ma znaczenia. Potrzebuję zapomnieć. Wcześniej myślałam, że to nie będzie trudne, skoro nie chcę by pewna osoba była w moim życiu, ale… teraz do mnie dotarło jak pogmatwana jest ta sytuacja, jak ciężko mi się przemóc by postawić sprawę na ostrzu noża. Niby wyraziłam się jasno w stosunku do Leo, ale nie powiedziałam tego wystarczająco pewnie. Miałam nadzieję, iż mężczyzna nie wykrył wahania w moim głosie.

Na początku sobie pomyślałam, że fajnie byłoby znowu umawiać się ze sportowcem, szczególnie z kimś tak znanym jak to poszczęściło się mojej najlepszej przyjaciółce- Lemon, ale potem dotarła do mnie rzeczywistość, a także te wszystkie wydarzenia z przeszłości, bardzo bliskiej przeszłości. I uświadomiłam sobie, że nie ma po co drugi raz babrać się w takim gównie. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, skoro już wiesz o prądzie, który może cię porwać. To najprostsze wyjaśnienie. Na razie nie mam ochoty o tym opowiadać, ból sprawia samo myślenie. A Leo nie zdaje sobie sprawy z tego co robi. Nie może być miły, słodki, nie może próbować mnie uratować, kurwa mać. On nie ma pojęcia przez co przeszłam. Inaczej już dawno by sobie darował te końskie zaloty, których przecież nie dało się przeoczyć. A ja usilnie próbowałam. Ignorowanie go, odpychanie, obrażanie… to wydawało się najlepszym rozwiązaniem. Inaczej mogłabym trafić na korytarz bez wyjścia. Pokryty w mroku, ciągnący się w nieskończoność, ale finalnie, nie mający końca. Błądziłabym dalej. Dlatego wolałam zamknąć się w sobie, wolałam sobie odpuścić to życie, które prowadziłam wcześniej. Teraz było dobrze. Było tak, że nie planowałam tego zmieniać. I pewnie nigdy nie będę chciała. Na razie świetnie daję sobie radę, jestem zadowolona.

Tak, no pewnie. Jestem cholernie zadowolona. Nie widać?

Jeśli nie zna się mnie bardzo dobrze, to wtedy nie jest się w stanie zauważyć pewnych zachowań. Bo ostatnie co można powiedzieć o Fleur Nelson, to to, że jest jak otwarta księga. Jestem dużo bardziej skryta, zamknięta we własnej bańce, niż ludzie mogliby przypuszczać. I jeśli mam być szczera, to wcale nie jest źle. Dobrze mi tak, jak jest. Nie mam powodów by coś zmieniać. Jak dotąd jeszcze nie pojawił się odpowiedni powód, by zmusić mnie do zmiany zdania.

Tak, brak powodów i innego gówna. No właśnie.

Oczywiście do kancelarii weszłam z gracją. Wcale nie tak jakbym bała się spóźnienia. Do tego były cholerne korki, które wyprowadziły mnie z równowagi. Niemal czułam pot spływający mi po karku. Nie chciałam zapocić się w nowym garniturze, w którym wyglądałam bardzo dobrze. Dieta głodówkowa, której potrzebowałam, odnosiła zaskakująco dobre efekty. Teraz wyglądałam całkiem nieźle i próbowałam wrócić do normalnego odżywiania, nawet jeśli czasami było to niesamowicie trudne. jadłam już regularnie, nawet pozwalałam sobie na słodycze, kiedy tylko byłam w cukierni prowadzonej przez Lemon, ale moja przyjaciółka nie wiedziała, że czasami zdarzało mi się wymiotować. Zawsze, gdy zjadłam coś, czego mój żołądek nie umiał na początku dobrze przyjąć. Jednak już z tego wyszłam, serio. To znaczy… czasami jeszcze miałam problemy, ale jako tako sobie radziłam. Sama. Jak zawsze. I to z wyboru, ponieważ nie potrzebowałam innych ludzi. Nie potrzebowałam ich pomocy, która mi ciążyła. Może byli na tym świecie ludzie z którymi lubiłam przebywać, jak na przykład Lemon czy rodzice, ale to nie znaczy, że stale ich potrzebowałam. Większość osób jest po prostu samowystarczalna, dokładnie tak samo jak ja.

Fighter#2: LeoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz