13. To nic nie znaczy

2.4K 126 2
                                        

Fleur

  Samochód Leo zatrzymał się na moim podjeździe, wyłożonym kamienną kostką. Przed wejściem paliły się lampki, które włączały się pod wpływem ruchu. Teraz wyglądało to naprawdę klimatycznie, miało swój urok. A my tak siedzieliśmy bez ruchu, wymazani farbą od stóp do głów, i żadne z nas chyba nie miało w planach by przerwać przedłużającą się ciszę. Czy była ona przyjemna? Nie do końca. Czułam się skrępowana nawet jeśli Leo na mnie nie patrzył. Teraz opierał potylicę o zagłówek, a jego wzrok był utkwiony w przedniej szybie, a dłonie nonszalancko oparł na udach. Wiem, ponieważ zerkałam na mężczyznę kątem oka w taki sposób, by tego nie zauważył.

Dłonie zaczęły mi się pocić. Muszę powiedzieć otwarcie, że podobał mi się ten wieczór. Wszystko mi się podobało, bo wcześniej nie miałam okazji robić tych rzeczy, które Leo zapewnił mi dzisiaj. Jednak pod koniec za bardzo sobie pozwolił. Nie chciałam słuchać o tym co do mnie czuje, naprawdę. Szczególnie, że nie umiałam tego zrozumieć, bolało mnie to. Zasługiwał na więcej niż ja kiedykolwiek będę w stanie mu dać. Jestem o tym przekonana, a im szybciej on to zrozumie, tym lepiej dla niego. Ja już wiem, że nie będę w stanie dać mu tego, czego oczekuje. Na pewno. Nie drugi raz. Nie będę w stanie się przełamać po tym co mnie spotkało, po tym, gdy dotarło do mnie z jak okrutnym człowiekiem się spotykałam.

Leo nie jest okrutny, wiesz o tym. Wiesz jaki jest naprawdę. Dobry, słodki, taki miły, ale trzymasz się schematu, poznanych stereotypów, bo to bezpieczniejsze dla ciebie. Przyznaj to, Fleur, przynajmniej przed samą sobą.

Co teraz powinnam zrobić? Podziękować za wieczór i wyjść? Tak by chyba pasowało. Jednak nie zawsze robię to co myślę. Znaczy... zwykle tak, ale teraz jest jakoś inaczej. Po prostu. Bo to Leo, a ja już wiem, że nie spławię go tak łatwo. Nie ma opcji. Już próbowałam, nie udało się. Zresztą jeszcze mi spodoba ta zabawa w kotka i myszkę, i co wtedy? Już na pewno się od niego nie uwolnię.

A teraz powinnam już iść. Powinnam mu powiedzieć, że więcej nie chcę się z nim widywać, by nie dawać mu zbędnych nadziei. Ale wiecie co? Pierwszy raz odkąd nie jestem już z Wolfem, chcę postąpić lekkomyślnie i jeszcze na chwilę wyłączyć mechanizm obronny. Nie wiem czemu, ale to nie potrwa długo. Potem- wracając do szarej rzeczywistości- wróci także moja chłodna obojętność i zdystansowana postawa. Właśnie taki jest plan.

- Może jednak wejdziesz?- wymruczałam.- Drinka nie będziesz pić, bo musisz jakoś wrócić do domu, ale może zaproponuję ci coś ciepłego. Herbatę?

- Zawsze mogę zamówić taksówkę.- uśmiechnął się, a ja po chwili odpowiedziałam tym samym.- Ale to jeszcze zobaczymy. Jesteś pewna?

- Jasne. W sumie nic się nie stanie jeśli na chwilę wejdziesz.- wzruszyłam ramionami niby od niechcenia.- Zapraszam.

Leo zgasił silnik, wyjął kluczyki ze stacyjki, po czym oboje wysiedliśmy z samochodu. Wcześniej podniosłam torebkę, którą zostawiłam na wycieraczce w pojeździe. Idąc w kierunku drzwi wejściowych przegrzebywałam torebkę w poszukiwaniu kluczy. Oczywiście były na dnie razem z moim telefonem, bo jakżeby inaczej. Musiałam się sporo naszukać, a potem nie potrafiłam wetknąć klucza do zamka, ponieważ nieco kurczyłam się i stresowałam, pod bacznym spojrzenie Leondre. Nie mógł patrzeć w ten sposób. Nawet jeśli tego nie widziałam, to i tak czułam jak obecnie wyglądały jego oczy. Pewnie iskrzyły, była tam nuta tajemniczości i to była mina z rodzaju: i tak będziesz jeść mi z ręki, bo mnie się nie można oprzeć.

Może coś w tym było, ale jeśli chodziło o mnie to do tej pory bardzo dobrze mi szło opieranie się. Musiałam wytrwać w postanowieniach, które sobie założyłam. Już tak świetnie mi szło, że gdybym teraz wymiękła, nie umiałabym sobie tego wybaczyć.

Fighter#2: LeoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz