22. Milion gwiazd na niebie

2.1K 106 15
                                        

Leo

Moje serce biło cholernie mocno. To już nie były podwójne, bolesne uderzenia, ale coś znacznie więcej. To walenie, które teraz wygrywało koncert w mojej piersi, było tysiąc razy mocniejsze, niż mogłem sobie wyobrazić. I nie do końca miałem pomysł na to, jak sprawę rozegrać. A czemu? Ponieważ nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Do pewnego momentu jeszcze próbowałem ze sobą walczyć, ale to, że tak mocno ciągnęło mnie do Fleur, to… nie dało się wyjaśnić w racjonalny, pozbawiony sprzeczności sposób. Niestety. I nie chciałem się od niej odsuwać, bo gdy była obok, po prostu czułem się lepszym człowiekiem. Nigdy nie uważałem się za kogoś złego, raczej miałem dobre relacje z ludźmi, starałem się, a mimo wszystko teraz wzbijałem się na wyżyny. Tak to wyglądało w moim odczuciu. Tylko czasami serce za bardzo mnie zdradzało, nie pozwalało racjonalnie myśleć. Kiedy na nią patrzyłem, na jej uśmiech, na piękne oczy i na wszystko. Bo tak wiele było w niej piękna, że nie umiałem tego objąć rozumem. Oczywiście miała dużo wad, jak każdy z nas, ale jakoś niespecjalnie na to patrzyłem. A przynajmniej starałem się nie skupiać na negatywnych mankamentach, które nie wnosiły nic dobrego.

Na początku było najgorzej, ponieważ musiałem przekonać do siebie Fleur. Do tego, by obdarzyła mnie chociaż odrobiną sympatii, zamiast pluć jadem, odpychać mnie i ciągle mówić, jak to bardzo mnie nie lubi. Było ciężko, cholernie ciężko. Jednak się nie poddawałem. Nie wiedziałem co to słowo oznacza. Zawsze byłem uczony, że należy przeć do celu, a to wszystko na czym nam zależy, co chcemy osiągnąć… musimy po to sięgać. Musimy brać z życia pełnymi garściami. Tak naprawdę poznałem Fleur dzięki Reedowi, kiedy zaciągnął mnie do tej cukierni, bo chciał pogapić się na Lemon i nie miał ochoty w samotności. I byłem mu wdzięczny, ponieważ ta kobieta stanowiła obecnie jakiś punkt zwrotny, i coś, co trzymało mnie tutaj, gdzie obecnie się znajdowałem. Cholera, tak bardzo mi na niej zależało, że co chwila się zastanawiałem czy to aby na pewno normalne. Pierwszy raz tak miałem. Nie potrafiłem wyjaśnić co Fleur Nelson w sobie miała, ale to „coś” na pewno istniało. Po prostu nie każdy potrafił w niej dostrzec iskrę, nie każdy umiał spojrzeć jej w oczy by dostrzec tam gwiazdy, ten blaski jaki w sobie nosiła.

Jedno spojrzenie, jeden uśmiech, kilka gestów. Jak milion gwiazd na niebie. Te gwiazdy, które sprawiają, że chcę wpatrywać się w niebo godzinami. W nią. Ona jest niebem.

A teraz sytuacja między nami przybrała nieoczekiwany obrót. Kiedy do niej jechałem wcale nie miałem w planach uprawiania seksu. Chciałem grzecznie spędzić wieczór przy przyjacielskiej kolacji, na którą Fleur sama z siebie mnie zaprosiła. Może czasami do głowy wkradały mi się brudne myśli, ale to nie oznaczało, że chciałem by doszły do skutku.

Okej, może jednak chciałem, lecz postanowiłem trzymać rączki przy sobie. Do pewnego czasu. Mogłem czekać aż to ona wyjdzie z inicjatywą, ponieważ wtedy lepiej bym to przyjął, nie miałbym oporów. Już raz sama zaczęła. Wtedy, kiedy byliśmy u niej w kuchni. Mało brakowało, a pieprzyłbym ją na tym cholernym blacie. Na szczęście wtedy miałem na tyle oleju w głowie by jej odmówić, ponieważ niczego jeszcze nie omówiliśmy, a takie kompletne „bez zobowiązań”, ani trochę mi się nie podobało. Teraz już byliśmy po jakichś tam rozmowach, które pewne rzeczy naprowadziły na właściwe tory. Tyle w temacie, nie ma co gdybać. Bo Fleur nie jest przypadkową laską, zasługuje na coś więcej. Może nic się nie zmieni, może nie ruszymy naprzód, może wszystko się bardziej zagmatwa. Tak może być, zdecydowanie. Lecz teraz jestem na takim etapie w swoim życiu, gdzie zaczyna mi być wszystko jedno.
Nieważne jak to się potoczy. Zacząłem jej pragnąć do bólu, w taki sposób, że już za późno bym mógł się wycofać. Za późno na to, bym był w stanie usunąć się w cień.

Fighter#2: LeoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz