Fleur
Byłam naprawdę zaskoczona, że ktoś mógł być tak życzliwy jak ta kobieta. W tym momencie bardzo zazdrościłam Leo posiadania takiej mamy. Wychowywanie przez kogoś takiego musiało być cudowne. Ona naprawdę myślała głównie o innych, a dopiero na samym końcu o własnych potrzebach. A co bardziej zadziwiające, ewidentnie mnie polubiła. I nie udawała. Serio darzyła mnie jakąś sympatią, tak samo jak ojciec Leo, co już nie mieściło mi się w głowie.
Na początku nie chciałam tutaj przyjeżdżać, może z powodu nowego strachu, który gdzieś tam się we mnie zagnieździł, ale w końcu dałam się przekonać. I czy powinnam żałować? Na ten moment nie miałam pewności. Dziś jeszcze pozostawało mi poznanie starszego brata Leo, wraz z narzeczoną. Mieli za niedługo przyjechać. Trochę mnie zadziwiało, że Leo skończył jako światowej sławy bokser, a jego brat Cameron pracował w korpo. No cóż, będę miała okazję zobaczyć co to za człowiek, i może nie pożałuję, że dałam się namówić na tą wyprawę.
- Nałożę ci ciasto, skarbie. Naprawdę marnie wyglądasz. Czy ty w ogóle coś jesz?
- Staram się ograniczać węglowodany i w sumie bardzo pilnować diety, bo...
- Nie opowiadaj głupot!- skarciła mnie pani Brooks. Kazała mówić na siebie Nellie, ale jakoś jeszcze się nie przemogłam.- Straszna z ciebie chudzinka, więc powinnaś jeść znacznie więcej. Dobrze, że jesteś w moim domu, bo stąd nigdy nie wyjdziesz głodna. Dam ci dwa kawałki, a może i nawet trzy, ponieważ dieta, to ostatnie o czym powinnaś myśleć.
Uśmiechnęłam się lekko, ale nic nie powiedziałam kiedy kobieta zaczęła kroić szarlotkę. Opierałam się biodrem o blat i dyskretnie rozglądałam po średniej wielkości kuchni.
- A jak się czujesz? Leo wspominał, że byłaś w szpitalu, bo źle się poczułaś. Nie mówił o co dokładnie chodziło.
- Ah... tak. Już trochę czasu minęło od tego dnia i jest lepiej.
- A to coś poważnego?- zapytała po chwili ciszy.
Tak, pani syn i ja spodziewaliśmy się dziecka, o czym nie mieliśmy pojęcia, ale spokojnie, poroniłam, więc już nie ma się czym przejmować.
- Takie tam kłopoty zdrowotne. Nic, czym należałoby się martwić.- wzruszyłam ramionami.- Może jednak mam ochotę na to ciasto.
Nagła zmiana tematu przychodziła mi z łatwością. Przynajmniej teraz, kiedy naprawdę chciałam skierować tą rozmowę na zupełnie inne tory. Takie, które nie ściskały za gardło i nie odcinały mi dopływu powietrza.
- Wiedziałam! Posmakuje ci, kochanie. Jesteś bardzo piękną kobietą, wiesz? Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to że lepiej gdybyś się jeszcze zaokrągliła. Jesteś zdecydowanie za chuda.
- Nie powiedziałabym.- uśmiechnęłam się pod nosem.- Mam kilka nadprogramowych kilogramów.
- Ciekawe z której strony?- prychnęła.- Nie opowiadaj dyrdymałów.
Podała mi talerz z ciastem, na który ja spojrzałam dość krytycznym okiem, ale się nie odezwałam. Zaczęłam jeść bardzo powoli. I musiałam stwierdzić, że było naprawdę pyszne. Jakoś odpędziłam myśli, iż nie powinnam tego jeść, wyrzuciłam głos matki z głowy i skupiłam się na kobiecie, którą zdecydowanie można było zaliczyć do kategorii dobrych mam.
Poczułam duże dłonie na biodrach, brodę na moim ramieniu, a chwilę później ciepłe usta na szyi. Uśmiechnęłam się lekko i przesunęłam palcami po przedramionach Leo. Uniosłam widelczyk z kawałkiem ciasta i wysunęłam w jego stronę. Otworzył usta, zjadł, a kiedy na niego spojrzałam przez ramię, to właśnie oblizywał usta ze smakiem.
CZYTASZ
Fighter#2: Leo
RomansaLeo tego nie planował. Niby od zawsze gonił za stabilnością, co było ciężkie w jego zawodzie, ciągłym życiu na walizkach. Miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje? Nie w jego przypadku. Kiedy ta kobieta stanęła na jego drodze, pragnął jedynie si...
