9. Współpraca

2.3K 72 18
                                        

Liam' s pov

Czym byłem? Tylko zwykłym człowiekiem. Może nie takim zwykłym, bo nie u każdego na porządku dziennym jest zabijanie ludzi. Dzisiejszego wieczoru przeszedłem ze zwykłego zabójcy i prawej ręki ojca na Capo i czułem, że jestem spełniony. No, pod tym względem. Tyle razy ojciec podejmował jakieś decyzje, które nie były słuszne, a teraz to ja mogłem robić wszystko po swojemu, a on nie miał nic do gadania. Cóż, teraz już tylko gadał abym w końcu znalazł sobie żonę, bo przecież jak to tak Capo bez żony.

Władza, w końcu należała do mnie. Może to brzmieć trochę narcystycznie, ale od zawsze wiedziałem, że nadaję się do tej roboty. Po prostu mnie to kręciło. Ta władza i kontrola nad wszystkim.

Poprawiłem swoją muszkę i ruszyłem w kierunku drzwi, które kierowały na ogród. W międzyczasie wyciągnąłem paczkę papierosów i zapalniczkę. Gości było coraz mniej co bardzo mnie cieszyło, bo mimo, że byłem zadowolony z przejęcia władzy, to za chuja nienawidziłem tych fałszywych mord. Po wyjściu z budynku od razu w oczy rzuciła mi się altanka, w której było dosyć głośno. Odpaliłem używkę i ruszyłem w tamtym kierunku. Jak się okazało siedziała tam cała moja banda razem z bandą od Charlotte. Alan z Mattem i byli już w dosyć mocno nietrzeźwym stanie. Wszyscy siedzieli wokoło okrągłego stołu ze szklankami wypełnionymi różnymi trunkami. Jednak nie wszyscy, bo Charlotte siedziała z butelką wody mineralnej w dłoni.

Pieprzona, Charlotte. Byłem tak bardzo wkurwiony na siebie za to, że napisałem na jej zaproszeniu to co napisałem. Pewnie gdybym nie napisał nic nawet by jej nie założyła. Byłem wręcz pewien, że zrobiła to specjalnie na przekór mnie.

Nie chciałem, żeby zakładała nic białego, bo wiedziałem, że zwariuję . Była ona najładniejszą kobietą jaką kiedykolwiek widziałem, a widziałem ich dużo, ale była jedyną kobietą, która zapadła mi tak w pamięć dosłownie nic nie robiąc. Ale te jej oczy. To co powiedziałem kiedy tańczyliśmy było stuprocentową prawdą i nie żałowałem, że to powiedziałem. No pojebane. . Oparłem się ramieniem o jedną belkę altanki i zaciągnąłem się papierosem.

-O! Liam! - wykrzyknął pijacko Alan - a nie, sorry. Szanowny Capo Di Carlo - poprawił się szybko, wstał i ukłonił się jakby stał przed jakimś królem. Spojrzałem na niego jak na jakiegoś debila nic nie mówiąc. Przeniosłem swój wzrok na brata, z którym nie miałem jeszcze okazji porozmawiać sam na sam. Nawet nie wiem czy jeszcze będę miał, bo cały wieczór spędził praktycznie z blondynką. Zresztą nie dziwiło mnie to. Była ładna, a on napalony.

-Mam zajebisty pomysł - odezwał się równie co Alan, pijany Matt - zagrajmy w nigdy przenigdy, żebyśmy się lepiej poznali - na jego słowa większość się ucieszyła pewnie tylko dlatego, że byli wstawieni z dobrym humorem. Charlotte przewróciła oczami, ale przystała na propozycję przyjaciela. Mimo, że uważałem, że trochę to dziecinne to co mi mogło zaszkodzić? Obszedłem altankę z zewnątrz i stanęłam za Charlotte.

-Nigdy, przenigdy nie uprawiałem seksu w klubie - zaczął tym razem Anthony. Nie zdziwiło mnie to kiedy większość upiła łyka ze swojej szklanki.

-Nigdy, przenigdy nie uprawiałem seksu z osobą piętnaście lat starszą od siebie - po słowach Jacksona napił się tylko Alan.

-O chuj. Z kim? - wypalił zainteresowany Matt.

-Z twoją starą - zażartował. Matt spojrzał na niego jak na debila.

-Moja matka nie żyje, debilu - na twarzy Alana pojawił się czysty szok, a Matt zaczął udawać, że płacze.

-O kurwa. Sorry, stary - przytulił "płaczącego" Matta i zacisnął usta w wąską linie.

Ja pierdole, skąd oni się urwali. Po chwili uspokoili się i wrócili do gry. Nagle Jackson spod stołu wyciągnął kolejną butelkę whiskey i nalał każdemu do szklanki.

My Fallen AngelOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz