13. Jeden strzał

2.1K 80 55
                                        

-Więc? O co poszło?

Zdecydowałam wczoraj, że dam Arii spokój i przyjdę do niej następnego dnia by dowiedzieć co się stało i mieć dobre argumenty kiedy Liam mnie się zapyta dlaczego zabiłam jego brata. Blondynka zeskoczyła z bieżni i napiła się łapczywie wody, którą jej podałam. 

-Kiedy wczoraj go po tym jak się przespaliśmy chciałam się upewnić, że chce tego samego co ja nagle stwierdził, że nie - mówiąc zaczęła zakładać rękawice bokserskie - przez cały ten czas zachowywał się jakby faktycznie chciał czegoś więcej, ale kiedy padło słowo "związek" wystraszył się i spierdolił. A doskonale wiem, że nie byłam mu obojętna - waliła w worek jak opętana. Westchnęłam i usiadłam na podłodze opierając dłonie za placami. 

-No dobra, a ty co czujesz? - spojrzała się na mnie dziwie - do niego - dokończyłam - przewróciłam oczami, bo jakby nie mogła się domyślić o co mi chodzi. Przestała walić w worek i padła na podłogę naprzeciw mnie. 

-Nie wiem - wzruszyła ramieniem, a ja spojrzałam się na nią wymownie, bo ona doskonale wiedziała co czuła - lubię go, bardzo. Przy nim czułam się tak normalnie. Jakbyśmy wcale nie należeli do tego pojebanego świata -  wiedziałam jak bardzo Aria nienawidzi całej tej szopki z mafią i trzymała się od tego najdalej jak mogła. Starała się prowadzić w miarę normalne życie. I byłoby "normalne" gdyby nie to, że musiała przy sobie nosić zawsze broń i jej życie zawsze było w niebezpieczeństwie. Obiecałam sobie, że wszystko doprowadzę do takiego stanu żeby blondynka mogła bezpiecznie wyjechać i żyć tak jak chce, ale jeszcze nie teraz. 

-Daj mi rok - odezwałam się po chwili ciszy kiedy w głowie krążyły mi myśli o blondynce. Spojrzała się na mnie pytająco - za rok będziesz mogła wylecieć nie musząc się martwić o to czy ktoś zaraz nie przyłoży ci pistoletu do skroni - mimo, że to było możliwe to i tak mi się to nie podobało. Aria była moją przyjaciółką, czasami matką i ostatnią rzeczą jaką bym chciała to jest jej cierpienie lub jej brak w moim życiu. Chciałam ją jednocześnie mieć przy sobie i też dać jej to czego pranie. Lecz jedno wykluczało drugie. 

-Daj spokój. Nie musisz tego robić - podniosła się i znowu zaczęła walić pięściami w worek treningowy. 

-Ale chcę - powiedziałam obojętnie i posłałam jej spojrzenie, dzięki któremu wiedziała, że nie zmienię zdania, przewróciła oczami i powróciła do maltretowania worka, a ja zostałam pochłonięta przez własne myśli. 

Czasami też miałam chęć rzucić to wszystko i wyjechać do Europy żeby jeść prawdziwą włoską pizzę. Jednak zdarzało mi się to w momentach kiedy moja irytacja sięgała szczyty kiedy coś było nie po mojej myśli, kiedy czułam, że władza wymyka się z mojej kontroli, kiedy czułam się po prostu bezradna. Chciałam po prostu uciec i zapomnieć.

Co najlepsze, byłam sama. Z jednej strony było to smutne, lecz ja kochałam to, że byłam niezależna. 

-Nie byłaś przypadkiem umówiona z Liamem? Spóźnisz się - z letargu wyrwał mnie głos przyjaciółki. Spojrzałam na zegarek na lewym nadgarstku i faktycznie gdybym posiedziała jeszcze chwile z nią to bym się spóźniła. 

Byłam umówiona z brunetem w firmie tylko po to żeby omówić z nim sprawę z Amorym i żeby spojrzał na te pojebane szyfry, z którymi dalej nie wiedziałam o co chodzi. 

Wstałam z podłogi i otrzepałam białe spodnie z niewidzialnego pyłu. Złapałam białe szpilki do ręki i pożegnałam się z blondynką po czym wyszłam z siłowni. Jednak za nim to zrobiłam usłyszałam jeszcze głos przyjaciółki. 

-W sypialni byłoby wam wygodniej! - wystawiłam środkowy palec w jej stronę na co tylko zaśmiała się. Wyszłam z jej mieszkania i popędziłam od razu do windy, którą zjechałam na parking. 

My Fallen AngelOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz