11. Strong Bond

51 7 23
                                        

11. Strong bond




Felix wsłuchiwał się w szum wiatru smyrgającego jego piegowate lica, w wartko uderzające o kamienie kaskady wodospadu na Viz, pozwalał otaczającej go zewsząd spokojnej kołysance matki natury owinąć swoje nuty wokół jego ciała, wszystkie mięśnie rozluźniły się momentalnie, źdźbła fioletowo-niebieskiej trawy łaskotały jego łydki i uda, gdy siedział po turecku, oczy przymknięte.

Od dwóch tygodni starał się podjąć jakikolwiek trop Han Jisunga, medytował, szukając jego aury w najdalszych odmętach swojej podświadomości. Odbiegał od bezpiecznej drogi mlecznej w jego umyśle i szukał tak pięknej fiołkowej barwy, której obecność była dla niego zawsze tak naturalna, że przestał zwracać na nią uwagę, dopóki nie zanikła i wyrwała sporą część jego serca razem z Ziemią.

Jego głównym zajęciem ostatnimi czasy było szkolenie Changbina oraz zatracanie się we własnym umyśle. Był potężny, tak przynajmniej mówiła Wheein za życia i według niej, jego umiejętności sięgały o wiele dalej, niż pozwalała na to jego świadomość.

Ponoć był w stanie odnaleźć każdego niezależnie, jak daleko by się nie znajdował. Chciał w to wierzyć.

Sangjoon nie miał bladego pojęcia, gdzie go szukać, nie miał konkretnego planu i działał radykalnie. Wzmógł patrole tuneli, rozkazał Solarnym wyekspandować swoje ścieżki i badać te oddalone od głównego centrum Kuedgardu z nadzieją, że jeden z nich zaprowadzi ich do Hana.

Wysłał nawet Jeongina z Hongjoongiem na przeszpiegi w okolice zniszczonej podczas Drugiej Wojny Wieloświatów planety w razie, jakby zamknięte przejście do Midgardu na nowo się otworzyło, niestety wrócili z niezbyt radującymi wieściami i Sangjoon z nerwów połamał swoją drogą laskę, bez której nie wychodził z domu.

Stali w miejscu.

Jisung nie odpowiadał na żadne próby skontaktowania się i Felix rwał sobie włosy z głowy z frustracji, jaka rozpierała jego płuca, chciał krzyczeć i dać upust emocjom, chciał rozerwać Lokiego na strzępy za spowodowanie ich problemów, chciał... Chciał...

Chciał odzyskać swojego najdroższego przyjaciela i mieć pewność, że jest cały i zdrowy...

- Felix! Felix!

Blondyn nabrał ostry haust powietrza, wstrzymał oddech na kilka krótkich sekund, aby powstrzymać cisnące się do oczu nerwowe łzy, po czym sapnął głośno i odwrócił głowę w kierunku nieco chrapliwego, nad wyraz rozentuzjazmowanego głosu.

Changbin wylądował nagle kilka metrów przed nim, momentum lotu wciąż pchało go przed siebie, kiedy starał się zwolnić z biegu do spokojniejszego chodu, zbliżając się do starszego.

Jego oczy jaśniały iskierkami ekscytacji, gdy na niego spoglądał, jak nigdy.

- Coś się stało? – Felix spytał stoicko, podnosząc się z cichym stęknięciem na równe nogi, górując nieco nad piętnastolatkiem, lewy rękaw jego białej szaty powiewał luźno na wietrze. – Wyglądasz na zadowolonego.

- Przyzwałem go! – chłopak uśmiechnął się szczerze, jego oczy zwęziły się do skierowanych ku dołowi sierpów i Felix uniósł pytająco brew, serce zabiło niespokojnie. ­Nie mówi chyba o Yan Luo... - Nie wiem, co to jest w sumie, ale wygląda super!

- Co masz na... - Felix spytał, intryga wyraźna w jego niskim głosie chrzęszczącym w piersi, kiedy niespodziewanie na ramię Changbina wskoczyła mała istotka wielkości kota - ... Myśli.

[ON HOLD] Time To Go Home [The Universes System, Book 2]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz