16. A Rat And The Sewers, pt.1

54 7 5
                                        

16. A Rat And The Sewers, pt.1




Jisung nie mógł pozwolić sobie na sen tej felernej nocy, w oczekiwaniu aż przylepiony do jego boku koala przewróci się na drugą stronę, a ich ciała nie będą się już ze sobą stykać, rozmyślał nad typem informacji, które znalazła dla niego Yeji ze swoją nowo nabytą przyjaciółką.

Był pewien, że musiało być to coś ważnego, jeśli kazały mu przyjść samemu i najlepiej bez wiedzy innych. Może było to ryzykowne, gdyż nie znał ich praktycznie w ogóle, lecz Jimin ufał Yeji i razem pomogli mu uwolnić się z lochów midgardzkiego pałacu.

Zasługiwała na kredyt zaufania, Ryujin z drugiej strony... Skoro Yeji za nią ręczyła mógł się przy niej rozluźnić, prawda?

Han doskonale przeanalizował schemat sekretnych wypadów Lee. Wychodził co drugą noc i zawsze po pierwszej godzinie, jakby upewniał się, czy aby na pewno rudowłosy drzemie w najlepsze, by tylko nie zauważył, co niestety mu nie wyszło. Jisung był świadom każdego jego ruchu, jednym okiem zawsze obserwował.

Dlatego stwierdził, że wykorzysta tę, której brunet odsypia, aby samemu wymknąć się z sypiącej kamienicy w tajemnicy przed wszystkimi tak, jak Yeji prosiła.

Także gdy tylko Minho z niezadowolonym pomrukiem oraz zmarszczeniem wyraźnych brwi odepchnął od siebie ciało Hana, jakby pretensjonalnie (zapewne śniło mu się coś nieprzyjemnego) i odwrócił się do niego plecami, ten uznał to za wystrzał startowy, po czym najciszej jak się dało wygramolił się z łóżka.

Zebrał ciemną śliską kurtkę Minho, która przewieszona była przez oparcie starej kanapy, wsunął przez głowę i nie martwiąc się o żaden nóż, czy inną broń, podreptał na palcach do przedpokoju, by wsunąć ostrożnie stopy w jedną z trzech par glanów Changbina, gdyż nosili ten sam rozmiar.

Nie minęło wiele czasu, kiedy brnął przez ciemne alejki, skąpane w cieniach czarnych, jak te Hyunjina, przerażających i sprawiających wrażenie posiadania oczu, które podążały za każdym jego krokiem.

Nieraz miał wrażenie, że słyszy za sobą stukot czyjegoś obuwia w ich bezpiecznej bańce, lecz najprawdopodobniej było to jedynie echo jego własnych butów. Nie był w stanie wyczuć też niczyjej energii w okolicy, poza tymi śpiącymi między murami co po niektórych budynków.

Starał się przypomnieć sobie dokładną trasę, jaką obrali wówczas z Yeji i Ryujin i miał nadzieję, że nigdzie się nie pomylił, w innym wypadku, mogłoby to się źle dla niego skończyć.

Nie stać go było na błędy, nie w takim miejscu jak to.

„Yeji, jestem".

Oznajmił, kucnąwszy pod jednym z okien, zlęknionym wzrokiem lustrując uważnie okolicę w poszukiwaniu zagrożenia.

Wydawała się tak spokojna tej nocy. Zupełnie nie reflektowała ostrzeżeń pozostałych i zapewne, gdyby nie ich przestrogi, nie pomyślałby, nawet aby podejrzewać tak niewinnie wyglądającą część miasta o tak szemrane interesy, jakimi się sławiła.

Ukryta za ścianą podniszczonych budynków, na pozór opuszczona, lecz tętniąca życiem, kiedy gubernator nie zwracał uwagi.

Nim usłyszał odpowiedź od swojej towarzyszki, drewniana rama ustąpiła i z niemym stękiem został dźwignięty za kołnierz do środka, jego kość ogonowa zderzyła się boleśnie z metalowym parapetem, co zapewne zostawi dosyć mocnego siniaka.

- Co to miało być, Ryujin?! – sapnął pretensjonalnie, spoglądając na kobietę w ciemnych dresach oraz dopasowanej koszulce z krótkim rękawkiem, jej włosy upięte w niskiego kucyka niechlujnie. Ona jedynie wzruszyła ramionami i rozsiadła się na oparciu kanapy.

[ON HOLD] Time To Go Home [The Universes System, Book 2]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz