18. The Rat And The Sewers, pt.3

56 6 6
                                        

18. The Rat And The Sewers, pt.3




Pierwszą sensacją, jaka zaatakowała ich nozdrza był zapach zgnilizny, jaka unosiła się nad płynącą środkiem kanału zielonkawą wodą oraz dymu papierosów, który nasilał się z każdym kolejnym krokiem w głąb długiego korytarza. Kilka szczurów pałaszowało porzuconą po przeciwnej stronie „rzeczki" puszkę po konserwie, smród zepsutego mięsa, przypominał Jisungowi rozkładające się zwłoki w letnich temperaturach.

Nieprzyjemny dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa i momentalnie przysunął się bliżej wyższego idącego pół kroku przed nim z wysoko uniesionym podbródkiem, jego aura odważna i pozornie pewna swego, gdy bez trudu obierał odpowiednie zakręty i prowadził ich do samego centrum Kanałów.

Ich kroki odbijały się echem po zawilgłych murach tuneli, wprawiając Jisunga w odmęty paranoi, miał wrażenie, iż niesione pogłosem stukoty ich obuwia należą do kogoś innego, kogoś, kogo ich obecność tutaj zdecydowanie irytowała i sama myśl pchała jego rozbiegany wzrok do badania korytarza z przodu i z tyłu, rozważnie, ostrożnie, nieufnie.

- Rozluźnij się, jeszcze się nie zdarzyło, aby ktoś zginął na przejściu do Kanałów.

- Co, jeśli będziemy pierwszymi?

- Hmm... Marne szanse, ale kto wie. Może szczury, które minęliśmy są tak wygłodniałe, że puszka im nie wystarczy. Na pewno masz trochę tłuszczyku, którym by się najadły – Minho uniósł kącik ust ku górze, jego szybkie palce powędrowały do boku Jisunga i uszczypnęły dosyć boleśnie, zapewne zostawiając krótkotrwały ślad.

Jisung wygiął się komicznie w bok.

- Hej! To są mięśnie.

- Jasne, zwłaszcza tu, o tu – długi palec Minho wcisnął się delikatnie w pucołowate lico Hana po nienaruszonej stronie twarzy i Han odskoczył od niego jak poparzony, krzyżując ramiona na piersi.

- Mam przeczucie, że wkrótce po raz pierwszy ktoś tu zginie – nieszczery uśmiech Hana, drgnął w podminowaniu – i to nie będę ja.

- Och naprawdę? To zapewne te biedne szczury. No cóż ta konserwa śmierdziała na kilometr nic dziwnego, że się zatruły.

- Szkoda, że nie podzieliły się nią z tobą, Minho.

- Mmm, musiała być przepyszna. Taka zepsuta i śmierdząca, moja ulubiona – Minho zamruczał, niczym dumny, stary kocur, sarkastycznie, jego dłoń rozplotła te skrzyżowane na torsie młodszego, po czym złapał go za jedną i pociągnął w głąb tunelu. – Dam ci spróbować na naszej randce.

Han skrzywił się na samą myśl o zbliżaniu tego świństwa w okolice twarzy, lecz drobny uśmiech pojawił się na ustach.

- Nie śmiałbym odbierać ci przyjemności, możesz zjeść obie nasze porcje, jak do tego dojdzie.

- Ach, jesteś taki miły, Ji. Odwdzięczę ci się w nocy w takim razie – Lee posłał mu zadziornie oczko, wypychając oddech z piersi młodszego, który zamrugał kilkukrotnie w szoku. – Szkoda, że nie widzisz teraz swojej miny. Jest kurewsko zabawna.

- Minho? – wargi Hana rozciągnął faryzejski, bezzębny uśmiech, kiedy niczym postać z horroru powolnie odwrócił głowę w kierunku rozbawionego starszego, jego spiski wykrzywiały jego ekspresję cwaniacko, poirytowanie uszło nosem z charakterystycznym świstem. – Pokazać ci sztuczkę?

- Sztuczkę? Jaką sztuczkę?

- To nic takiego, zaraz ją poczujesz.

Następne, co nastąpiło, to piskliwy wizg bruneta przechodzący po chwili w drobne zagubione chichoty, gdy odskoczył w bok jak poparzony, może nawet dosłownie, ledwo łapiąc równowagę nad krawędzią wartko płynących ścieków; gdyby nie mocny chwyt w talii oraz sprytne dłonie Hana, które przyciągnęły go do jego torsu, kąpałby się razem ze wszystkimi szkodliwymi bakteriami.

[ON HOLD] Time To Go Home [The Universes System, Book 2]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz