10. The city, pt.2
Od jego niepokojącego snu minęło parę długich, męczących dni, którym towarzyszyło całkowite milczenie Yeji.
Rany Jisunga goiły się zaskakująco dobrze pomimo tak ogromnego zaniedbania, przynajmniej tak sądził Changbin, dbając o nie i kontrolując ich stan minimum dwa razy dziennie, jego niechęć co do podszywającego się pod Han Jisunga Han Jisunga zmalała, lecz wciąż podejrzliwie mrużył oczy, niezależnie czego by tylko nie zrobił rudowłosy.
Chan przyuczał go jak poprawnie używać broni, niewielkiego kawałka metalu w kształcie litery „L", która jak potem się dowiedział nosiła nazwę pistoletu.
Strzelanie do celu sprawiało mu nie lada trudności i za każdym razem grymasił niezadowolony, jakby wgryzał się w nieobraną cytrynę, kwasota mieszała się w buzi razem z gorzkością twardej skórki owocu na języku.
Trafił może ze trzy czy cztery razy. Gdzieś w róg, rozrysowanej kawałkiem pustaka na ścianie opuszczonej piwnicy, tarczy.
Zdecydowanie wolał swoją energię oraz walkę wręcz, broń nie była jego pierwszym wyborem i z chęcią rzuciłby pistoletem w ową tarczę, rozładowując skumulowaną frustrację.
Chan zauważył dzień przed ich wyprawą do miasta. Poklepał rudowłosego po plecach, pokręcił zawiedziony głową, aczkolwiek jego rozbawiony chichot powstrzymał Jisunga w ostatniej chwili przed uduszeniem blondyna na miejscu.
Gdy wrócili na górę i zjedli resztki drugiego bochenka chleba, aby mieć siły przed wyprawą (co nie dało im zbyt wiele, gdyż musieli podzielić dwie kromki na pięciu), Felix wręczył mu połyskujący w żółtym świetle staromodnej lampy nóż kuchenny, długi na jego dwie dłonie z czarną plastikową rączką.
- Nóż? – Jisung zważył ostrze w ręku, niepewnie i z konsternacją przyglądając się, jak dybie się w obie strony, grożąc upadkiem w każdej chwili.
- Chan mówił, że z pistoletem nic nie zdziałasz, więc możesz kogoś chociaż dźgnąć w razie potrzeby – Felix wzruszył ramionami i kucnął przy jednej z szuflad szafki pod telewizorem, jego drobne, niemniej złodziejskie palce z uporem szperały w morzu przeróżnych fantów.
Han był prawie pewien, że widział tam zarówno ładowarki do telefonów, jak i w połowie puste pudełko kondomów.
- Jak mam go trzymać? Pod tym kątem? – Jisung złapał za rączkę w sposób w jaki zazwyczaj Minho kazał kroić mu warzywa, gdy razem gotowali i pchnął jaśniejącą stal w przód, tnąc powietrze bez wysiłku.
- Możesz uszkodzić sobie nadgarstek – Minho oznajmił, owijając dłoń wokół tej trzymającej nóż i wyplątał narzędzie z jego uścisku, ostrożnie i z rozwagą.
Rozprostował mu palce, ułożył narzędzie w odpowiedniej pozycji i zamknął jego drobniejszą dłoń ponownie. Czubek ostrza skierowany od najmniejszego paliczka w dół, przy wyprostowanym łokciu i ramieniu spuszczonym luźno przy ciele wskazywałby jego tył.
- W ten sposób będziesz bardziej zręczny. Możesz podciąć gardło – Minho poinstruował, stanąwszy za rudowłosym, który ze skupieniem obserwował każdy jego czyn. Brunet wciąż trzymał zewnętrzną część jego okupowanej nożem ręki i gdy przycisnął swój tors do jego pleców, rozważnie, lecz ze zdecydowaniem pokierował ich kończyny razem po łuku od prawej do lewej. Gdyby przed nimi stał inny człowiek, ostra krawędź narzędzia musnęłaby jego gardło poziomo.
- Lub skutecznie dźgnąć – Lee cofnął ich dłonie do lewego barku Hana, po czym wprawił je w energiczny ruch w przód, tym razem nóż przebiłby klatkę piersiową przeciwnika, zamiast wykonywać czyste cięcie – wtedy możesz przekręcić i energicznie wyrwać, aby albo dźgnąć znowu, albo podciąć gardło, albo po prostu uciec.
CZYTASZ
[ON HOLD] Time To Go Home [The Universes System, Book 2]
FanficPodczas Wielkiej Wojny między Wieloświatami, powrócił pokój, lecz Ziemia uległa zniszczeniu, a wielu poległo na polu bitwy. Midgard został odcięty od reszty na piętnaście długich lat, zapewniając spokój i bezpieczeństwo pozostałym, aczkolwiek nagle...
![[ON HOLD] Time To Go Home [The Universes System, Book 2]](https://img.wattpad.com/cover/290743899-64-k776808.jpg)