058

1.7K 135 103
                                        


– Hyunjin, zaraz cię uderzę – burknął Minho, wbijając łokieć w bok rozpychającego się chłopaka.


– Tak? No dawaj – odparł, gromiąc go wzrokiem.

Ich prawie-bójkę przerwał charakterystyczny dźwięk wydany przez windę oraz podekscytowany głos Yeji.

– Jesteśmy!

Starszy Lee wyszedł z – jak to określił – blaszanego pudła jako pierwszy, prowadząc swoich przyjaciół pod odpowiednie drzwi. Nacisnął na dzwonek i sekundę później, drzwi się otworzyły, a zza nich wyskoczyła głowa Jisunga.

– Jesteście! – uśmiechnął się, otwierając je szerzej – Wejdźcie!

Przywitał się ze swoim chłopakiem krótkim całusem, a później popędził do salonu, rozkazując swoim gościom wygodnie się rozsiąść.

– Strasznie miło mi was poznać – rzucił podekscytowany, a reszta mogła przyrzec, że chłopak wyglądał, jakby miał za chwilę odlecieć – Och, jestem Jisung, tak w ogóle – dodał, zupełnie zapominając o najważniejszym.

– Jestem Jisu – odezwała się – A to Yeji, Hyunjin i Felix – wymieniła ich po kolei.

– Minho hyung dużo mi o was opowiadał.

– To nie brzmi dobrze – skrzywił się Hyunjin, a ten parsknął śmiechem.

– Same dobre rzeczy, przysięgam.

– No widzisz? Zamknij jadaczkę – fuknął Minho.

– Zawsze taki sam – mruknęła Yeji.

W oczach ich wszystkich Jisung wydawał się naprawdę świetną osobą, która potrafiła w nieskończoność dyskutować na każdy temat. Dodatkowo złapał wspólny język z Felixem, ponieważ mieli podobne poczucie humoru. Gdzieś w międzyczasie Han faktycznie przyniósł ciasto, o które poprosił go jego chłopak, i zapewnił chwilę ciszy, ponieważ każdy zaczął się nim zajadać.

– Masz urodziny piętnastego września? – rzucił Jisung – Nie gadaj!

– Tak się składa, że mam – parsknął Lee.

– Ja czternastego! Jesteśmy... prawie bliźniakami – rzucił zadowolony.

Tematy ich rozmów zmieniały się naprawdę szybko, choć kręciły się głównie wokół muzyki, zainteresowań każdego z nich i oczywiście bratnich dusz. Felix starał się nie pokazywać stresu, jaki ogarniał go, kiedy ktokolwiek zaczynał poruszać ten temat. Wcześniej, nawet gdy nie wiedział o jej istnieniu, a na jego palcu nie pojawił się różowy pasek, mógł rozmawiać o tym godzinami. Wybrana mu osoba była czymś naprawdę fascynującym. Teraz jednak było trochę dziwnie.

– Mieszkanie z Chanem i Changbinem potrafi być bardzo męczące – bąknął Jisung – A najbardziej irytująca jest Odi! To piesek – dodał – Zawsze gryzie mi kapcie i na mnie szczeka, jakby mnie jeszcze nie znała.

– Macie psa? – rzucił Hwang z uśmiechem.

– To pies Changbina hyunga. Zabrali go do studia, w sumie często to robią.

6960 MAGIC| chanlixOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz