Wojna | Rozdział 7

954 34 4
                                        

Ja wiedziałam, wiedziałam, że wojna między Telmarami, a Narnijczykami nadejdzie. Wiedziałam, że będę musiała spotkać się z Mirazem i jego ludźmi. Wiedziałam, a mimo to informacja o ich przybyciu była szokiem i atakiem paniki. Jak tylko usłyszałam, że coś dzieje się na zewnątrz i jak tylko zobaczyłam te wojska czułam jak moje nogi się uginają. Te wojska wychodzące z lasu, a zaraz za nimi wielkie katapulty. Gdy siedziałam na kamiennych schodach i słuchałam planu Piotra, głównie patrzyłam na Łucję.

- Bellatrix, Ty pojedziesz z dziewczynami – powiedział Kaspian.

- Nie – odpowiedziała twardo. – Nie zostawię tych stworzeń. To przez naszych przodków umierali i będą umierać by wyzwolić swój kraj. A ja będę im towarzyszyć.

- Bella...

- Kaspian, zrozum. Tak, wiem, że prawie umarłam, ale odzyskałam siły i będę walczyć, czy się zgodzisz, czy nie.

- Okej.

- A co z Łucją? – spytał Zuchon. – Chcesz ją wysłać w najmroczniejsze czeluście i to samą?

- To nasza jedyna nadzieje – powiedział Piotr.

- Jeśli można – odezwał się ponownie Kaspian – Miraz to co prawda tyran i morderca, ale jako władca musi przestrzegać tradycji.

- A może to opóźnić wojnę? – spytał Piotr.

- Jedna na pewno. Pojedynek.

- Jaki pojedynek? – spytał Edmund.

- Piotr musi wyzwać Miraz'a na pojedynek – wyjaśniłam. – Pojedynek na śmierć i życie.

Gdy Piotr był w osobnym pomieszczeniu pisząc wiadomość dla mojego wuja, ja byłam na polanie i z mieczem w dłoni ćwiczyłam wraz z Ryczypiskiem. Ta mysz, była naprawdę silna. Mam wrażenie, że silniejsza ode mnie.

- Bellatrix, możemy porozmawiać? – usłyszałam głos Edmunda i spojrzałam w jego czekoladowe oczy. Był zdeterminowany, ale dostrzegłam również odrobinę strachu.

Oboje ruszyliśmy przed kopiec, gdzie na razie nie było nikogo. Stanęliśmy naprzeciw siebie, a ja złapałam go za jego rozgrzane dłonie.

- Co się stało?

- Wraz z Piotrem zdecydowaliśmy, że to ja dostarczę wiadomość – powiedział patrząc na nasze splecione dłonie.

- Nie – pokręciłam przecząco głową. – Proszę Cię, Edmundzie. Wiesz do czego jest zdolny, a ja nie chcę Cię stracić. Nie mogę Cię stracić.

- Bella, – złapał mnie za policzki i spojrzał głęboko w oczy – nic mi się nie stanie. Nie pójdę sam, a gdyby coś się działo, obronie się.

- Proszę, nie idź. – Przytuliłam się do niego, a on objął mnie ramionami. – Ja się boję.

- Rozumiem, ale nic się nie stanie, jasne? – spytał odsuwając mnie od siebie.

Przytaknęłam i ponownie go przytuliłam.

- Gotowe – odezwał się głos obok. Oboje tam spojrzeliśmy i ujrzeliśmy Piotra w towarzystwie sióstr, Skapiana i kilku żołnierzy.

Edmund przejął od brata pergamin i szybko go przeczytał, a następnie zwinął w rulon.

- Ruszajmy więc – powiedział i spojrzał na swoich towarzyszy, którymi był Olbrzym i Centaur.

Chocolade Eyes Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz