Trening | Rozdział 1

1.5K 44 5
                                        


Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otarłam pot z czoła i spojrzałam przez okno gdzie dopiero wschodziło słońce. Sen tej nocy był niespokojny, tak jak od miesięcy. Strach przed utratą brata był nie do zniesienia, a zbliżający się poród ciotki powiększał tylko ten strach.

- Proszę – powiedziałam i przetarłam zaspane oczy.

- Dzień dobry, Księżniczko – powiedziała kobieta wchodząc do komnaty. – Królowa prosiła aby przekazać Ci suknię – powiedziała i położyła ubranie na moim łóżku.

- Dobrze, dziękuję – odpowiedziałam i znowu byłam sama w komnacie.

Westchnęłam i spojrzałam na suknię. Była zielona, z wszytym gorsetem, wieloma warstwami tiulu i prawie niewidocznymi rękawami. Poszłam do łazienki i po nalaniu do wanny wody i płynu weszłam do środka i zamknęłam oczy. Ciepła woda działała kojąco, na nerwy i cały ten stres. Po jakimś czasie wyszłam z wanny i zaczęłam się ubierać w sukienkę. Gdy była już założona zaczęłam wiązać gorset co nie było takie łatwe, a po chwili do środka wszedł Kaspian.

- Bellatrix?

- Przy toaletce. Spokojnie, nie trzeba pukać – powiedziałam patrząc na chłopaka w odbiciu lustra.

- Przepraszam, jestem strasznie zmęczony – powiedział chłopak siadając na moim łóżku.

- Ciężka noc?

- Raczej poranek. Przed świtem Profesor już wziął mnie na lekcje – powiedział nawet na mnie nie patrząc.

Zaśmiałam się cicho i odwróciłam się do niego.

- Jak już tu jesteś, to się do czegoś przydaj i pomóż mi z suknią – powiedziałam i zaczęłam go pospieszać.

- Co mam zrobić? – spytał stojąc za mną.

- Związać gorset. Chyba umiesz, nie? – spojrzałam, a on prychnął i zaczął wiązać sznurek.

- Gotowe.

- Dziękuję, Książę – uśmiechnęłam się i zaczęłam czesać włosy.

- Zawsze do usług, Księżniczko – ukłonił się i uśmiechnął.

Gdy tylko związałam włosy w wysokiego koka z opadającymi luźno pasmami wyszliśmy z komnaty i skierowaliśmy się do jadalni. Służki przyniosły śniadanie i jak zawsze w ciszy, zaczęliśmy jeść. Kątem oka zerkałam na wuja, który siedział jak zawsze z poważnym wyrazem twarzy. Po skończonym posiłku poszłam wraz z Kaspianem do Profesora.

- Dobrze, że już przyszliście – powiedział i uśmiechnął się do nas.

Zajęcia z tym mężczyzną były bardzo przyjemne, chodź nie mogę zaprzeczyć, że ja miałam łatwiej od brata, który miał je częściej i o wiele wcześniejszych porach. Starzec dał nam zbiór praw, które kazał nam kilkukrotnie przeczytać. Dopiero późnym po południem wyszliśmy z jego gabinetu i ruszyliśmy do swoich komnat.

Moja komnata znajdowała się na najwyższym piętrze pałacu. W środku mimo wszystko mieściła się łazienka oraz balkon, z którego było widać całe miasto. Będąc w środku wyciągnęłam z szafy jedną z najprostszych sukni jakie miałam. Była granatowa z białymi rękawami, mniej więcej do połowy łydki. Włosy związałam w długiego warkocza i ruszyłam w stronę wyjścia z zamku. Słońce pięknie świeciło, ogrzewając mi skórę. Po drodze spotkałam kilku strażników, którzy posyłali mi nieufne spojrzenia. Po chwili dotarłam do miasta i zaczęłam spacerować między budynkami. Suknia idealnie sprawowała swoją rolę i pozwalała mi wtopić się w tłum. Ludzi nie kłaniali mi się i nie zwracali się „księżniczko". Mogłam poczuć się zwyczajna, taka jak inni.

Chocolade Eyes Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz