Test | Rozdział 4

1.3K 41 12
                                        


Biegłam ile sił w nogach w stronę kamiennego stołu. Tuż obok mnie biegli bracia Pevensie, Łucja i Zuchon. Będąc coraz bliżej Kamiennego stołu coraz bardziej odczuwałam chłód, który nie miałam pojęcia, czym był spowodowany.

Na środku sali stała wielka, lodowa ściana, a przed nią Nikabrik, jakaś Czarownica, Wilkołak... i Kaspian. W ścianie lodu była kobieta, która wystawiała dłoń w stronę mojego brata, a on jak zahipnotyzowany do niej podchodził.

- Kaspian! – krzyknęłam, ale on nie zareagował.

Chłopcy zaczęli walczyć z Wiedźmą i Wilkołakiem, a Łucja i Zuchom zajęli się Nikabrikiem. A ja stałam nie wiedząc co mam robić. Nie miałam żadnej broni. Nie miałam jak pomóc.

Rozejrzałam się wokół własnej osi i po chwili zastanowienia pobiegłam w stronę Łucji. Zabiję go, słowo daję. Zabiję Kaspiana. Podniosłam jakiś kamień i rzuciłam nim w Nikabrika. Ten puścił Łucję i zaczął biec w moją stronę. Na tym etapie skończył się mój plan, więc zaczęłam szukać kolejnego kamienia.

- Bellatrix! – krzyknął Edmund i rzucił mi swój miecz.

Zwinnie go złapałam i zaczęłam walczyć z Karłem. Starałam się to załatwić jak najszybciej, ponieważ Edmund również potrzebował broni. Gdy Karzeł znalazł się strasznie blisko mnie zamachnęłam się mieczem i... usłyszałam zduszony jęk. Zobaczyłam jak Nikabrik upada pod moje stopy z podciętym gardłem. Wstrzymałam oddech i chwilę na niego patrzyłam. Właśnie kogoś zabiłam. Poczułam jak ktoś ciągnie mnie w bok i wyrywa mi miecz. Edmund pobiegł za lodową ścianę. Piotr mówił cos do kobiety w lodzie, ale po chwili przebił ją zakrwawiony miecz. Ściana pękła, a za nią zobaczyłam Edmunda. Chłopak stał z mieczem nad głową i patrzył na Piotra.

- Jasne. Radziłeś sobie – zakpił i podszedł do mnie, a następnie wyprowadził z pomieszczenia.

Ja wciąż pustym wzrokiem patrzyłam przed siebie, próbując zrozumieć to co się wydarzyło. Chłopak wyprowadził mnie na dwór.

- Usiądź – rozkazał, a ja usiadłam. – Nic Ci nie jest?

- Właśnie kogoś zabiłam. – Poczułam jak w oczach zbierają mi się łzy. Zasłoniłam usta dłonią i schyliłam twarz. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, a ja załkałam.

- Hej, no już. Wszystko dobrze. Nie płacz – powiedział i usiadł obok mnie, obejmując ramieniem. – Posłuchaj, jakbyś Ty go nie zabiła, to on zabiłby Ciebie, rozumiesz? – spytał, a ja pociągnęłam nosem.

- Nigdy nikogo nie zabiłam. Nawet nikogo nie skaleczyłam! – krzyknęłam przerażona, a łzy dalej płynęły mi z oczu.

- Rozumiem, pierwszy raz jest najgorszy, ale przemyśl to. Nie miałaś wyboru. – Mówiąc to pogłaskał mnie po policzku, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.

- Obyś miał rację – szepnęłam.

Wzięłam głęboki wdech i wytarłam łzy. Wstałam i stanęłam przed chłopakiem.

- Dziękuję – powiedziałam patrząc na niego.

- Za co? – Widziałam, że zbiłam go z tropu, co lekko mnie rozśmieszyło.

- Że rzuciłeś mi ten miecz. Masz rację. Gdybym ja go nie zabiła, on zabiłby mnie.

- Szybko to przemyślałaś. – Spojrzał na mnie ze śmiechem.

- Mamy wojnę, pewnie nie raz jeszcze kogoś zabiję – drugą połowę zdania powiedział szeptem, ale wiedziałam, że Edmund to słyszał.

On również wstał i zatrzymał się tuż obok mnie. Rozłożył ręce, a ja się w niego wtuliłam. Sięgałam mu zaledwie do brody, co od zewnątrz musiało wyglądać komicznie, ale się tym nie przejęłam.

Chocolade Eyes Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz