Kochanie | Rozdział 8

938 32 2
                                        


Po wojnie wraz z bratem i rodzeństwem Pevensie wyruszyliśmy do Telmaru. Gdy wjechaliśmy do miasta przywitali nas szczęśliwi ludzie. Wręczali nam kwiaty i dziękowali. Patrzyłam na to z radością. Jechałam na jednym koniu z Edmundem przytulona do jego pleców. Gdy przejeżdżaliśmy przez jedną z uliczek zobaczyłam kobietę i młodego chłopaka.

- Możemy tam podjechać? – spytałam Edmunda, a on spojrzał w prawą stronę i tam ruszył.

Zatrzymaliśmy się przy małym drzewku i przywiązaliśmy konia. Edmund pomógł mi zejść i razem ruszyliśmy do dwójki ludzi.

- Bellatrix.

- Pani Helen. – Powiedziałam i z całej siły przytuliłam kobietę. – Tak strasznie mi przykro. Bardzo przepraszam.

- Nie masz za co przepraszać, dziecko. To nie była Twoja wina. – Odsunęłam się od kobiety i podeszłam do młodszego chłopaka.

- Przykro mi, Henry. – Również go przytuliłam i poklepałam po plecach.

- Wiem, mi też – uśmiechnął się do mnie i spojrzał w stronę Edmunda. – Wasza Wysokość. – Ukłonił się tak jak jego matka.

Edmund skinął im głową i objął mnie ręką w talii.

- Ruszajmy do zamku – powiedział, a ja przytaknęłam i po szybkim pożegnaniu ruszyliśmy do konia. – To jego rodzina, tak? – spytał gdy jechaliśmy w stronę pałacu.

- Tak, matka i brat. Helen traktowała mnie jak córkę.

Chłopak przytaknął i uśmiechał się do mnie. Oparłam brodę na jego ramieniu i przymknęłam oczy. Gdy dojechaliśmy do pałacu ruszyłam do swojej komnaty i z niemałą satysfakcją nalałam do wanny wody i żelu o zapachu kwiatów. Gdy wody było wystarczająco dużo, a piana prawie wypadała, zdjęłam ubrania i weszłam do ciepłej wody zapominając o tym co działo się wcześniej. Piana działała kojąco na rany na ciele i duszy. Zamknęłam oczy i się zanurzyłam. Leżałam pod wodą przez kilka sekund i ponownie się wynurzyłam.

Gdy po kilkunastu minutach wyszłam z wody, wytarłam się i spojrzałam na brudną wodę. Razem z tą wodę zniknęła ze mnie wojna. Zawinęłam ręcznik na piersiach i ruszyłam do pokoju. Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej gorset oraz brązową suknie z białymi rękawami i czarne buty. Ubrałam się i rozczesałam włosy. Gdy byłam gotowa słońce chyliło się ku zachodowi. Wyszłam na balkon i oparłam przedramiona na barierkach. Zamknęłam oczy i słuchałam gwaru, który był w miasteczku.

- Jak się czujesz? – Poczułam jak ktoś łapie mnie za brzuch i podskoczyłam przestraszona.

Odwróciłam się i zobaczyłam radosne, czekoladowe tęczówki. Westchnęłam z ulgą i odwróciłam głowę w stronę miasta.

- To tylko Ty.

- Em, tylko ja? Czuje się urażony – powiedział Edmund i odwrócił się do mnie plecami zakładając ręce na piersi.

- Oh, kochanie – powiedziałam i stanęłam przednim. – Nie o to mi chodziło. Kocham Cię. – Stanęłam na palcach i pocałowałam go, zamykając oczy.

Gdy chciałam się odsunąć on złapał mnie za biodra i przytrzymał mnie przy sobie dłużej. Uchyliłam usta, tak jak Pevensie. Pocałunek stał się namiętniejszy i szybszy. Po chwili odsunęliśmy się od siebie, ale ja wciąż miałam zamknięte oczy.

- „Kochanie" mówisz? – spytał, a ja uchyliłam powieki. Widziałam jak się uśmiecha i sama się uśmiechnęłam.

- Wiesz, - zaczęłam odsuwając się o dwa kroki i stając do niego plecami, - zawsze mogę mówić do ciebie po nazwisku.

Chocolade Eyes Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz