Kolejny | Rozdział 11

788 28 9
                                        


Minęły trzy lata od kiedy Edmund wraz z rodzeństwem wrócili do swojego świata. Ten czas był... trudny, ale radziłam robie. Przez te trzy lata w całej Narnii zapanował pokój. Zero wojen i zero jakichkolwiek problemów. No, może był jeden, ale dotyczył on tylko mnie.

Siedziałam wraz z Kapsianem w sali tronowej i wyczekiwaliśmy człowieka, który miał przyjść. Gdy dostaliśmy informacje, że nasz gość za moment będzie, wstaliśmy i stanęliśmy przed schodkami, które prowadziły do tronów. W końcu do pomieszczenia wszedł młody mężczyzna, wnioskując po ubiorze, był to jakiś Książe.

- Witajcie! – powiedział spokojnie i ukłonił się. – Jestem Książe Franciszek z Południowych Wysp. – przedstawił się i uścisnął z Kaspianem rękę.

- Miło Cię poznać – powiedział mój brat i po jego tonie głosu wiedziałam, że nie był zbyć dobrze nastawiony.

- Księżniczko – ukłonił się Książe i pocałował moją dłoń. Już chciałam się odezwać, lecz Kaspian mnie wyprzedził.

- Królowo – powiedział.

- Słucham?

- Bellatrix ma tytuł Królowej, a nie Księżniczki – powiedział oschłym tonem, a mina Franciszka się zmieniła.

- Och, przepraszam, nie wiedziałem, że Królowa wyszła za mąż – powiedział mężczyzna jakby zawiedziony, a ja przymknęłam na kilka sekund oczy.

- Nie wyszłam – powiedziałam uśmiechając się i potajemnie chwyciłam brata za rękę by się uspokoił. – Rządzę wraz z bratem.

- Czyli szukasz męża? – spytał młody chłopak, a w jego głosie usłyszałam nadzieję zmieszaną z dziwnym szczęściem.

- Tego nie powiedziałam – powiedziałam oschle, ponieważ doskonale zrozumiałam jego intencje.

- Jeżeli przybyłeś tylko po to, możemy się pożegnać – powiedział Kaspian, a chłopak przytaknął i wyszedł.

Podeszłam do tronu i opadłam na niego ciężko z westchnieniem.

- To już trzeci w tym tygodniu – powiedziałam przymykając oczy i łapiąc się za skroń. – Mam ich już po dziurki w nosie. Plotki zawsze szybko się rozchodzą, a informacja, że nie szukam męża jakby stała w miejscu i nikt o niej nie słyszał.

- Wiem – odpowiedział Kaspian siadając na drugim tronie.

- Tak, wiem co myślisz. Że powinnam zacząć myśleć nad ich propozycjami małżeństwa, ale ja nie mogę. Nie wyjdę za kogoś kogo nie znam i kogo nie kocham.

- Hej, przecież nic nie mówię – powiedział i złapał mnie za rękę. – Ja Cię rozumiem i popieram to co myślisz. Wiem, że kochasz Edmunda i wiem, że nie pokochasz nikogo innego. I nie oczekuję tego od Ciebie, tak? - Spojrzałam na niego i przytaknęłam. – Idź do komnaty i odpocznij. Od kilku dni praktycznie nie śpisz.

Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę wyjścia z sali, ale zatrzymałam się przed drzwiami.

- Kaspianie, - zaczęłam, a chłopak na mnie spojrzał, - mogę wyruszyć z wami? Na Samotne Wyspy?

- Bella, ja nie wiem czy to jest dobry-

- Och, Kaspianie – powiedział i ruszyłam powrotem w jego stronę. – Od trzech lat nie opuszczam Telmaru. Musze się z tond wyrwać

- Ale to będzie niebezpieczne.

- Wojna z Mirazem też była niebezpieczna. Proszę.

Chocolade Eyes Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz