Teraz
Warszawa – kwiecień 2030r.
– Musimy zniszczyć wszystkie kody, całą wiedzę, jaką zdobyliśmy. Wróg jest blisko – spojrzała na stojących przed nią ludzi. Jakimś cudem teraz to ona nimi dowodziła. – Zbliża się wojna – zakończyła swoją wypowiedź, a wtedy szklane drzwi za nią otworzyły się z impetem. Do środka wkroczyła ostatnia osoba, którą Wiktoria spodziewała się ujrzeć. Powinien być gdzie indziej. Powinien bronić pleców jej ojca. Wojskowy mundur zawsze na nim dobrze leżał i odbijał blask zielonych oczu, czyniąc ich intensywniejszymi, miało się wrażenie, że odbija się w nich soczyście zielone górskie zbocze w pełni lata. Stanął przed nią i ich spojrzenia przecięły się na kilka sekund.
– Wojna już tu jest – powiedział obracając wzrok w stronę ludzi, którzy jeszcze przed chwilą słuchali jej. Jego spojrzenie utknęło w bliźniaczo podobnych oczach jego młodszego brata, które odziedziczyli po matce. Nikodem jednak nie miał tak intensywnego koloru jak Dominik.
– O czym ty mówisz?
– Mówię o tym, że jeżeli chcecie wyjść z tego cało musicie stąd wyjść i to w tej chwili – nie spojrzał na nią. Rzadko to robił od pamiętnego dnia, gdy wyjechał na misję do Afganistanu, zresztą tak ja i ona. Od dnia, gdy postawiła mu ultimatum, a on wybrał. Źle wybrał.
Wiktoria spojrzała na swoich współpracowników.
– Mamy pięć minut na dezaktywacje. Do roboty! – była nieodrodną córką swego ojca. Rozkaz, który padł z jej ust sprawił, że ludzie dopadli do komputerów, by zniszczyć całą technologie, którą budowali przez ostatnie sześć lat. Technologie po którą przyszli oni, którą zazdrościły im inne kraje.
– Co ty wyrabiasz! – Dominik stanął przed nią. Na jego twarzy malował się gniew. – Nie macie czasu, musicie uciekać, ale już. Narażasz ich życie! – wrzasnął, a kilka głów uniosło się znad swoich stanowisk.
– Róbcie swoje! – wykrzyknęła w odpowiedzi, a te same głowy opadły nad klawiatury. – Gdzie jest mój ojciec? – zapytała z pasją dorównującą jej rozmówcy. W odpowiedzi ujrzała tylko grymas na jego twarzy i pobladła. Istniały dwa wyjścia. Albo on go tu wysłał by ich ostrzegł, albo... Nie o tym drugim wolała nie myśleć.
– Gotowe. Potrzebny nam twój kod dostępu – obok niej stanęła żona Nikodema szwagierka Dominika, a jej dobra przyjaciółka Izabela. Sekundę trwało nim oderwała wzrok od Dominika i podeszła do swojego stanowiska. Spojrzała na monitor komputera. W istocie wszystko co do tej pory budowali miało ulec zniszczeniu. Nie zastanawiając się ani sekundy wpisała swój kod dostępu. Zielony pasek na ekranie dobiegł końca i nagle szum wszystkich urządzeń zamilkł, a ekrany pokryły się czernią. Umierając. Program zniknął. Nie było go w dronach, ani satelitach, by mogły wyśledzić każdy ruch na planecie. Zniknął z systemu nawigacyjnego, cała baza, która umożliwiłaby im odbudowanie programu została skasowana. Zniknęło wszystko, co ich firma budowała przez lata. Za kilka minut miał też paść sygnał, które umożliwiały rozmowę przez telefon komórkowy. Na kilka godzin, ale wystarczyło na ucieczkę. Kobieta poinstruowała wcześniej swoich pracowników o pozostawieniu telefonów, by nikt nie mógł ich namierzyć. Ostatnim zadaniem programu było wyłączenie wszystkich systemów na kilka godzin, by mogli rozpłynąć się jak duchy we mgle. Wiktoria wyciągnęła telefon ze swojej kieszeni.
– Widzimy się na miejscu – rzuciła do słuchawki, po czym rzuciła bezwartościowe urządzenie na biurko.
– Mamy dziesięć minut na opuszczenie budynku! – jej wzrok ani na sekundę nie zawisł na twarzy kapitana Wojska Polskiego.
– Nie uda wam się – zwrócił się do niej Dominik. – Oni już tu są – był pewien siebie, jakby wrogie wojska dały mu tylko kilka minut na ostrzeżenie ich. Nie. Powstrzymanie. Wiktoria spojrzała na niego gniewnie.
– Nigdy mnie nie doceniałeś. Mój ojciec dawno temu nauczył mnie, że zawsze trzeba mieć plan awaryjny – mierzyli się spojrzeniami, a wokół nich ludzie jeden za drugim znikali za szklanymi drzwiami znajdującymi się na przeciw tych przez które wszedł kapitan. – Gdzie on jest? – ponowiła pytanie. Nagle obok nich stanął Nikodem.
– Domi, uciekaj z nami – zwrócił się do brata, kładąc mu dłoń na ramieniu. Był od niego pół głowy niższy i mniej barczysty. Miał sylwetkę intelektualisty, a nie maszyny do zabijania.
– Nie mogę – powiedział Dominik, a wzroku wciąż nie spuszczał z kobiety, która przed nim stała na szeroko rozstawionych nogach. Przełknął ślinę, a jego jabłko Adama poruszyło się gwałtownie. – Generał nie żyje. Tylko przysięga poddania się uratowała mnie przed śmiercią – jego głowa zawisła na piersi.
Wiktoria dopiero teraz dostrzegła, że brak na niej orła. Symbolu narodu. Oszołomienie trwało sekundy. Ból rozsadził jej piersi, aż nagle obudziło się w niej silne uczucie. Dzikie. Zemsta.
– Ty paskudny zdrajco! – warknęła jak dzikie zwierzę, rzucając się w stronę kapitana. W ostatniej chwili złapał ją Nikodem.
– Wiki nie ma czasu! Budynek zaraz wybuchnie! – wrzasnął, by przywołać ja do rzeczywistości. By odsunąć ją od swojego brata.
– Wybuchnie? – w oczach kapitana błyszczał żal. Udawany. Nie mogło być inaczej. Sukinsyn.
– Skoro tak bardzo zależy ci na swoim życiu zabieraj swą zdradziecką dupę i uciekaj nim pochłonie cię ogień piekielny, który wywołałam – powiedziała ostro, a Dominik pomyślał, że gdyby Wiktoria mogła przywołać ogień piekielny w swoim spojrzeniu, którym go przeszywała, to z pewnością już by był martwy. Nie mógł tego znieść. Odwrócił się do ucieczki. Nie mógł znieść bólu w jej oczach. Zawiódł ją siedem lat temu. Zawiódł i teraz. Nie mógł jednak powiedzieć jej prawdy. Nie teraz. Obrócił się i zobaczył jak jego brat wybiega przez drzwi, a za nim kobieta, która w ostatniej chwili przystaje i obraca się w jego stronę. Słowa, które wypowiada dotykają go do żywego.
– Chodź dla mnie umarłeś to znajdę cię. Znajdę i zabiję. Ja w przeciwieństwie do ciebie dotrzymuje obietnic – Dominik nie odpowiedział, chwilę później czarne jak noc włosy dziewczyny zniknęły za mlecznym szkłem. Nie wiedząc ile minęło czasu odkąd Wiktoria powiedziała, że mają dziesięć minut, spiął wszystkie mięśnie i rzucił się do ucieczki. Do budynku wkraczały niemieckie wojska, które próbował ostrzec, lecz go nie słuchali. Parli naprzód niczym zahipnotyzowani. Zanim się zorientował powietrze zadrgało. Spojrzał w górę. Niebo przeciął pojedynczy pocisk, najpewniej naprowadzony tu przez dziewczynę. Dominik zaklął i mimo, że znajdował się w znacznej odległości to huk eksplozji odrzucił go do przodu.
Kilka metrów niżej. W podziemnym labiryncie córka generała leżała na ramieniu przyjaciela i płakała oddając się żałobie po zmarłym ojcu. Ziemia nad ich głowami drżała od zawalającego się budynku. Na tę chwilę byli bezpieczni. Na tę chwilę. Rozpoczęła się III wojna światowa.
****
Rok wcześniej
Warszawa – Szczyt NATO 2029 r.
– Pragnę powitać wszystkich w Polsce. Ogromnym zaszczytem jest gościć wszystkich przedstawicieli paktu północno – atlantyckiego w naszym kraju. – Wiktoria na chwilę wyłącza się z przemówienia Prezydenta. Praktycznie na każdym szczycie NATO jest ta sama reguła. Jej uwaga koncentruje się dopiero wtedy, gdy prezydent porusza temat dzisiejszego spotkania.
– Dzisiejsze spotkanie, jak już zostaliście poinformowani zostało zwołane, ponieważ chcielibyśmy przedstawić wam technologię, zbudowaną przez najlepszych naukowców naszego kraju. Technologia ta została nazwana VICTROLLA od imienia jej współtwórczyni i ma służyć obronie naszych krajów przed zbliżającą się wojną z Bliskim Wschodem – Wiktoria siedziała w pierwszym rzędzie podczas przemówienia prezydenta. Była dumna, że udało im się zamknąć wszystkie systemy nawigacyjne w jednym. Za pomocą VICTROLLI mogli śledzić poczynania walk na wschodzie, sterować nimi, wyłączyć odbiorniki, naprowadzać bomby. Niby żadna nowość, jednak system mógł za pomocą jednego kliknięcia połączyć się ze wszystkimi satelitami i dronami. Był w stanie przechwycić każdy sygnał nadawany przez wrogie wojska. VICTROLLA byłaby w stanie zapanować światową gospodarką w ciągu kilku sekund. Urządzenie, w którym wykorzystano sztuczną inteligencję sprawiał, że program, jak druga skóra dopasowywał się do jego użytkownika.
– Jednak, by tę kwestię wyjaśnić dogłębnie chciałbym wam przedstawić głównych twórców VICTROLLI. Panią Wiktorię Kruk oraz Nikodema Regisa, wspaniałych inżynierów Wojska Polskiego. Proszę powitać ich gromkimi brawami – na sali wzniósł się aplauz, a Wiktoria wraz z siedzącym obok niej Nikodemem unieśli się i zmierzyli ku podium.
– Dziękuję panie prezydencie – uśmiechnęła się szeroko do przedstawiciela państwa i stanęła przed mównicą. Spojrzała na pierwszy rząd w którym zasiadały najważniejsze jej osoby. Uśmiechnęła się do nich i skinęła głową. Z tyłu sali dostrzegła mężczyznę. Kapitana Wojska Polskiego. Cień jej ojca. Stał wyprostowany i dumnie unosił głowę.
– Witam państwa. Nazywam się Wiktoria Kruk, wraz z moim przyjacielem Nikodemem opracowaliśmy technologię, która pozwoli nam stłumić walki na Bliskim Wschodzie raz na zawsze. VICTROLLA to program, w którym została wykorzystana sztuczna inteligencja. Jest on jednak mądrzejszy od każdego z nas. Skonstruowany w sposób, który sam ocenia zagrożenie według jego skali. W ciągu kilku minut, dzięki podłączeniu do satelity, a co za tym idzie nawiguje i śledzi systemy monitoringów, sieci telefoniczne, przechwytuje fale radiowe, jest w stanie wychwycić ewentualnych zamachowców, odnaleźć każdego, kto zagrozi bezpieczeństwu świata. Budowaliśmy ten program przez ostatnie sześć lat. Jaki jest nasz cel? Uczynić planetę bezpieczną. Zbyt wielu ludzi zginęło podczas wojen na Bliskim Wschodzie. Świat ponosi stratę w cywilach, ale i żołnierzach...
– Jeżeli ta wasza VICTROLLA wyplewi całe zło do czego będzie mogła być wykorzystana? – silny niemiecki akcent przerwał wypowiedź kobiety. Dwójka stojąca przed mównicą zwróciła się w stronę niemieckiego generała.
– VICTROLLA ma wiele zastosowań, ale to, do czego może być jeszcze wykorzystana pozostanie tajemnicą do czasu zakupienia jej przez zainteresowane kraje.
– Czy jeżeli Niemcy kupiłyby wasz program to dostaniemy wszystkie kody dostępu?
– Dostaniecie wszystkie kody dostępu, niezbędne do monitorowania sytuacji na świecie.
– Rozumiem, zatem, że to wy będziecie kontrolować nas?
– Kontrola jest niezbędnym elementem działania VICTROLLI, to sztuczna inteligencja. Niepilnowana może doprowadzić do skutków odwrotnych.
– Jeżeli zapanuje pokój, a Bliski Wschód powstrzymany do czego będzie nadawał się ten program? Mam wrażenie, że nie do końca dopracowaliście jego zastosowanie – niemiecki generał drążył temat.
– Panie...
– Generale Dressler – poprawił ją, a jego oczy zwęziły się jak u gada.
– Generale Dressler, zastosowanie VICTROLLI jest tak szerokie jak nasz kosmos, dobrze zastosowana jest w stanie odnaleźć to czego szukamy od lat... – urwała i spojrzała na przyjaciela stojącego obok.
– To znaczy czego pani doktor? – mężczyzna nie ustępował, a Wiktoria postanowiła zachęcić ich jedną z nieujawnionych dotychczas tajemnic programu.
– Sądzimy, że jesteśmy w stanie znaleźć planetę zbliżoną do naszego ekosystemu, alternatywę dla ziemi – wyparowała i spojrzała na swojego ojca. Pękał z dumy na słowa córki. W tej samej chwili wśród zgromadzonego tłumu wybuchła wrzawa. Ekscytacja mieszała się ze sceptyzmem. Ludzie z niedowierzaniem wpatrywali się w dwójkę naukowców. Ludzkość od lat poszukiwała życia na innych planetach, jednak bezskutecznie. Naukowcy NASA nie byli w stanie odnaleźć planety, która mogła chociaż w minimalnym stopniu odpowiadać ziemi, stąd słowa Wiktorii wywołały ogromne poruszenie i lawinę, która pociągnęła za sobą konsekwencję jej odkrycia.
CZYTASZ
Victrolla
Science FictionCo by było gdybyś była twórcą programu, który może ocalić świat, ale to z jego powodu wybucha wojna? Wiktoria Kruk - porzucona przez matkę, wychowana w jednostce wojskowej przez ojca, generała, odpowiedzialna za współtworzenie samodzielnie myśląceg...
